Ostatnie wydarzenia:
|
Nowy skład, nowe plany !
Dodano: 2012.02.01
Minęły dwa miesiące od ostatniego wpisu więc czas najwyższy, żeby podzielić się z Wami nowymi informacjami. A działo się dużo.
Przede wszystkim został ustalony ostateczny skład Teamu. W tym sezonie w barwach 2x3 BikeTeam będzie jeździć 9 zawodników, a tak dokładnie to 8 i jedna zawodniczka.
Troje nowych ludzi to Gosia Lewandowska i Darek Hlek, którzy do tej pory reprezentowali BMS Goleniów oraz Marcin Malinowicz z Myśliborza. Nowych zawodników nie trzeba przedstawiać, są to jedni z najlepszych maratończyków w Polsce i niewątpliwie będą dużym wzmocnieniem drużyny. Poza tym w zespole pozostają: Rafał Chmiel, Remek Kuźmicki, Piotrek Grzegorczyk, Tomek Adamski, Karol Wojtczak i Jacek Kuzynin.
Zostały zaprojektowane również nowe stroje, lecz zmiany będą niewielkie, zgodnie z powiedzeniem, że " lepsze jest wrogiem dobrego". Dostawcą tak jak do tej pory będzie firma Vitesse, co gwarantuje najwyższą ich jakość.
Pod koniec zeszłego roku, część ekipy przeszła badania wydolnościowe na AWF w Gorzowie, kolejne odbędą się na początku marca tuż przed zgrupowaniem w Hiszpanii. A tak a propos zgrupowań, to część naszych zawodników była ostatnio we Włoszech, gdzie trenowali głównie na nartach biegowych, za dwa tygodnie wyjeżdżamy na Cypr budować bazę kilometrową a od 17 marca jesteśmy jesteśmy na południu Hiszpanii, gdzie czekają nas już bardziej specjalistyczne treningi. Wrócimy na tydzień przed pierwszym startem sezonu.
W tym sezonie naszym głównym celem będą jak najlepsze wyniki w cyklu ESKA Bikemaraton, poza tym lokalnie będziemy startować w Gryf Maratonie MTB oraz w serii Kaczmarek Electric MTB Maraton i THULE Cup. Za granicą na pewno wystartujemy w Salzkammergut Trophy. Zaplanowaliśmy również dwa klasyki szosowe w Berlinie i Hamburgu.
Tak jak do tej pory, głównym sponsorem Teamu bedzie firma 2x3 S.A. , będziemy również współpracować z naszym trenerem Kubą Kurczem z BodyiCoach, firmą Enervit, CentrumRowerowe.pl oraz wspomnianym już Vitesse.
Do zobaczenia wkrótce na starcie.
|
|
|
|
|
|
|
|
Czas przerwac milczenie ;)
Dodano: 2011.11.30
Minęły już prawie dwa miesiące od ostatniego startu w sezonie 2011, zdążyliśmy już wypocząć, wyleczyć rany i zebrać siły by rozpocząć przygotowania do nowego sezonu. Podsumowując, był to bardzo dobry sezon dla naszego Teamu. Wiele startów, wiele wygranych wyścigów a co najważniejsze obyło się bez poważnych kontuzji .
Trwa właśnie kompletowanie składu, przygotowanie strojów i organizacja zgrupowania, które w marcu przyszłego roku będzie miało miejsce na południu Hiszpanii. Poza tym, każdy z nas realizuje indywidualnie swój plan treningowy. Główną aktywnością w tym okresie to basen, biegi, siłownia. Na szczęście pogoda jest nienajgorsza więc można spokojnie jeździć na rowerze.
Już niedługo podamy oficjalny skład Teamu na 2012, będzie trochę zmian ale tylko na lepsze. Teraz najważniejsze przetrwać zimę i dociągnąć do wiosny. A tym czasem gorąco pozdrawiam.
|
|
|
|
|
|
|
|
FINAŁ ! FINAŁ ! FINAŁ !
Dodano: 2011.10.10
Jeszcze mam w pamięci "niedawną" podróż do Myślęcinka na pierwszy wyścig XC w tym roku a tu już październik i zakończenie sezonu startowego 2011. Jak ten czas galopuje !
Finałowy maraton przypadł na serię ESKA Bikemaraton i był rozgrywany w ostatnia sobotę w Kielcach przy okazji Targów Rowerowych. Organizatorzy przygotowali dość ciekawą trasę, ze sztywnymi podjazdami i technicznymi zjazdami. Dystans ( giga ) ok. 60 km był idealny na ostatnią edycję, gdzie zmęczenie sezonem dopadło już chyba większość zawodników. Rano, gdy wyjeżdżaliśmy na strat z hotelu, kropił lekki deszczyk i było naprawdę zimno, jednak w ciągu dnia pogoda się poprawiła i czasami zza chmur świeciło słońce.
Start i meta maratonu były zlokalizowane w jednej z hal targowych. Świetny pomysł organizatorów, gdyż pogoda nie miała żadnego wpływu na imprezy towarzyszące wyścigowi.
Wyniki naszych zawodników:
- Rafał Chmiel - 2 m. kat M3 mega
- Jacek Kuzynin - 4 m. kat. M4 giga ( 5 w M4 w kategorii generalnej )
- Karol Wojtczak - 5 m. kat. M2 mega
- Dorota Kwiatkowska - 5 m. kat. M2 giga
- Tomek Łukawski - 10 m. kat M2 giga ( 2 w M2 w kategorii generalnej )
- Piotrek Grzegorczyk - 14 m. kat M3 giga ( 9 w M3 w kategorii generalnej )
- Tomek Adamski - 22 m w kat. M2 mega
|
|
|
|
|
|
|
|
Finał GPX MTB Kaczmarek Electric w Wolsztynie.
Dodano: 2011.10.05
Korzystając z pięknej pogody, pojechaliśmy w niedzielę do Wolsztyna, gdzie rozgrywany był finał cyklu K.E. W związku z tym, że nie była to seria w której walczyłem o klasyfikację generalną, wystartowałem czysto treningowo na dystansie 33 km. Razem ze mną na tym dystansie startował również Piotrek Grzegorczyk, natomiast Rafał Chmiel zaliczył tego dnia 2 pętle, w sumie 66 km.
Trasa rozpoczynała się na promenadzie obok jeziora i po jakiś 5 km skręcała w pobliskie lasy. Trzeba przyznać, że o tej porze roku była naprawdę urokliwa. Charakter raczej interwałowy, dość duża liczba krótkich ale sztywnych podjazdów, sprawiła, że można było się zmęczyć.
Osobiście nie lubię tego typu wyścigów, bo tak na dobrą sprawę, nie ma gdzie złapać oddechu, tylko non stop na maksymalnych obrotach. Pulsometr w większości wskazywał 5 strefę tętna.
Co do wyników, to cała nasza trójka stanęła tego dnia na podium. Piotrek zajął 2 miejsce w kat. M3 na dystansie 33 km, Rafała był 3 w M3 na dystansie 66 km, ja natomiast zaliczyłem 3 pozycje w kat. M4, co na dobrą sprawę nawet mnie satysfakcjonowało, chociaż forma już dawno odleciała do ciepłych krajów.
Podsumowując, GPX MTB Kaczmarek Electric jak zwykle nie zawiódł pod kątem organizacyjnym. Trasa oznaczona bardzo dobrze, elektroniczny pomiar czasu, nagrody pieniężne i rzeczowe oraz świetna oprawa, to już standard tego cyklu. Cóż, planując kalendarz startowy 2012, na pewno poważnie się zastanowimy, czy nie wpisać tego cyklu do naszego harmonogramu.
Pozdrawiam :. Jacek
|
|
|
|
|
|
|
|
Ostatnia edycja Gryf MTB Maraton - Szczecin.
Dodano: 2011.09.26
Wczoraj, przy pięknej pogodzie, po raz ostatni w tym sezonie, spotkaliśmy się na starcie GRYF Maratonu MTB. Trasa jak zwykle poprowadzona była w Puszczy Bukowej w Szczecinie co stanowi największy atut tego cyklu. Niestety, niezbyt precyzyjne oznaczenie spowodowało, że spora część kolarzy myliła drogę, co wypaczyło ostateczne wyniki. Sam startując na dystansie Giga, drugą rundę przejechałem nieco inaczej niż pierwszą.
Nasi zawodnicy, jak zwykle pojechali rewelacyjnie. Rafał Chmiel zajął 1 m. Open i w kat. M3 wygrywając jednocześnie po raz drugi z rzędu cały cykl. Na średnim dystansie 1 m Open i w kat. M2 zajął Karol Wojtczak, widać, że jest duzy potencjał w tym zawodniku i pewnie jeszcze nie raz nas zaskoczy. Piotrek Grzegorczyk przyjechał jako 1 w kat. M3 a Adrian Trych - 3 w tej samej kategorii.
Drużynowo cały cykl wygrała grupa Bike Multi Sport z Goleniowa, GRATULACJE !!!
Podsumowując tegoroczny cykl, muszę stwierdzić, że Gryf trochę stanął w miejscu. Nie do końca znany był cały kalendarz startów, który zmieniał się w trakcie sezonu. Brak elektronicznego pomiaru czasu oraz dość skromne nagrody, sprawiają, że frekwencja z roku na rok jest coraz mniejsza. A szkoda, bo potencjał jest i źle by było, gdyby Gryf miał zniknąć z kalendarza startowego.
|
|
|
|
|
|
|
|
Ostatni weekend - dwa starty.
Dodano: 2011.09.20
Sezon startowy powoli dobiega końca, więc wykorzystując okazje w ostatni weekend wystartowaliśmy w dwóch imprezach.
Rafał Chmiel i Remigiusz Kuźmicki wzięli udział w rozgrywanym w Wieluniu - Michałki MTB Maraton. Obaj wystartowali na dystansie Mega, trasa ta liczyła ok. 57 km. i wiodła głównie leśnymi duktami. Na mecie Rafał zameldował się jako drugi open, zajmując tym samym 1 miejsce w kat. M3. Remek przyjechał 11 zajmując 3 miejsce w kat. M4.
Natomiast reszta teamu pojechała do Karpacza, by wziąć udział w przedostatniej edycji Bikemaratonu. Trzeba przyznać, że była to jedna z najlepszych edycji tego cyklu. Pogoda dopisała w stu procentach. Trasa ciekawa i urozmaicona. Długie podjazdy i techniczne zjazdy mogły się podobać. Najlepiej tego dnia pojechał Piotrek Grzegorczyk, który zajął 7 miejsce w kategorii M3, Jacek Kuzynin po przebytej grypie żołądkowej zajął w swojej kategorii dopiero 8 miejsce, Tomek Łukawski po dwóch defektach musiał się wycofać z wyścigu, natomiast Tomek Adamski po defekcie koła przyjechał na 19 pozycji w M2. Na dystansie mega wystartował Karol Wojtczak zajmując 22 miejsce.
Do końca cyklu pozostała jeszcze tylko jedna edycja w Kielcach, która będzie rozgrywana 9 października, przy okazji Targów Rowerowych. Zapowiada się fajna zabawa - do zobaczenia !
PS. Zdjęcia z Karpacza - wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Trzy medale Adriana Trycha na Mistrzostwach Świata w Nowym Yorku.
Dodano: 2011.09.15
Adrian ostatnie dwa tygodnie spędził w Nowym Yorku, gdzie rozgrywane był Mistrzostwa Świata Policjantów i Strażaków. Poniżej jego relacja:
" Mistrz Świata i dwukrotny v-ce Mistrz Świata, to bilans czterech startów w Mistrzostwach Świata Służb Mundurowych, które odbyły się między 26 sierpnia a 5 września w Nowym Yorku.
Medale zdobyłem chronologicznie w konkurencji kryterium, sprint na 800 m.i jazda indywidualna na czas na podjeździe o nachyleniu 6-9% na dystansie 2 km.
Sukcesy tym większe, gdyż startowałem jako jedyny reprezentant naszego kraju. Inaczej było z Hiszpanami którzy, próbowali podporządkować pod siebie wszystkie wyścigi ze startu wspólnego. Ale udało mi się z nimi wygrać już w pierwszym starcie w Kryterium, na nic się zdały ich taktyczne rozgrywki, tu mi szczęście dopisało wygrywając nawet z Mistrzem Świata, później niestety Hiszpanie się zrewanżowali i dwukrotnie stałem na drugim miejscu podium przegrywając dosłownie o włos, ale taki jest sport i trzeba się z tym pogodzić.
Natomiast w wyścigu dystansowym, który odbywał się w Central Park na Manhattanie uplasowałem się ostatecznie na 10 miejscu. Organizatorzy nie potrafili dobrze zabezpieczyć trasy przed osobami postronnymi i przez to nie raz dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, aż w końcu doszło do kraksy na ok.2km przed metą w której na szczęście nie brałem udziału, ale nie było już szans na dospawanie do czuba peletonu i ostatecznie przyjeżdżając kilka sek. za zwycięzcą.
The Police & Fire Games są obecnie drugim największym z wielu wydarzeń sportowych na świecie, ustępuje tylko Letnim Igrzyskom Olimpijskim.
Pod względem atmosfery udział w takim wydarzeniu to wspaniałe przeżycie, w imprezie w której wzięło udział blisko 17 tyś. zawodników z całego świata w 65 dyscyplinach.
Warunki do ścigania były bardzo trudne wysoka temp.+,- 30'C i duża wilgotność powietrza dawała się we znaki.
W zawodach brali udział zawodnicy z Hiszpanii, Włoch, Niemiec, USA, Kanady, Szwecji, Holandii, Anglii."
|
|
|
|
|
|
|
|
ESKA Bikemaraton - etap 9, Poznań
Dodano: 2011.09.05
Trochę z opóźnieniem, ale jak to się mówi "lepiej późno niż wcale". Już prawie zapomnieliśmy o poznańskiej edycji Bikemaratonu, a tu przyszły do nas foty właśnie z tej imprezy.
Wyniki:
- Rafał Chmiel - 1 m. kat M3 mega
- Remigiusz Kuźmicki - 2 m. kat M4 mega
- Tomasz Łukawski - 3 m. kat. M2 giga
- Tomasz Adamski - 5 m. kat. M2 giga
- Jacek Kuzynin - 8 m. kat. M4 giga
Do zobaczenia w Karpaczu, już w tą sobotę.
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf - Kryterium uliczne w Szczecinie.
Dodano: 2011.08.29
W ostatnią niedzielę w ramach cyklu Gryf Maraton MTB, rozegrane zostało kryterium uliczne. Było to pewne nowum ale trafione w dziesiątkę. Pozwoliło to zawodnikom, na co dzień ścigających się na rowerach górskich rywalizować na szosie. Wyścig rozegrany był na dwóch dystansach, krótkim - 20 okrążeń i długim - 30 okrążeń, a każde z nich miało ok. 1.5 km długości. Trasa zlokalizowana była na Wałach Chrobrego w Szczecinie i prowadziło w 80% brukami, co nie ułatwiało jazdy zawodnikom. Do tego typowo interwałowy charakter sprawił, że wyścig do łatwych nie należał. Na szczęście pogoda dopisała, bo strach pomyśleć, co by się działo, gdyby popadał deszcz.
Z naszego Teamu wystartowało czterech zawodników i wszyscy zajęli miejsca na podium. Na krótkim dystansie Piotr Grzegorczyk zajął 2 miejsce w swojej kategorii, natomiast na dystansie długim Remigiusz Kuźmicki zajął 1 m. w kat. M4, Rafał Chmiel - 2 w kat. M3 i Jacek Kuzynin -3 w kat. M4.
Zdjęcia z wyścigów już wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Vatenfall Classic Hamburg
Dodano: 2011.08.22
W tym sezonie mieliśmy zaplanowane dwa wyścigi szosowe, pierwszy to Velothon w Berlinie a drugi - Vatenfall Classic w Hamburgu. Na miejsce udaliśmy się dzień wcześniej, by na spokojnie się zarejestrować i pochodzić po stoiskach ze sprzętem rowerowym. Po odebraniu pakietów startowych okazało się, że zostaliśmy przydzieleni do sektora S, czyli ostatniego. Jedyny plus tej sytuacji, to to, że start sektora był wyznaczony na godzinę 9.00, więc mogliśmy pospać do 7, gdy część zawodników była już na trasie.
Następnego dnia ustawiliśmy się na starcie, który był usytuowany w samym centrum Hamburga. Przed nami parę tysięcy zawodników i ponad 100 km do pokonania. Pogoda idealna, rano jeszcze trochę chłodno ale słońce świeci, więc na trasie będzie idealnie. Taktyka jest prosta, jak najszybciej przebijać się do przodu i wykręcić jak najlepszy czas. Po starcie narzuciliśmy mocne tempo, jadąc z Piotrkiem równo po zmianach, prędkość dochodziła do 50 km/h na płaskim. Co chwila dołączali się do nas kolejni zawodnicy, jednak nie wytrzymywali tempa, szczególnie na pierwszym 10 km podjeździe. Po ok. godzinie jechał z nami jeszcze jeden zawodnik i w takim składzie mocno pracując zmierzaliśmy do mety. Średnia prędkość ok. 42 km/h więc całkiem nieźle. Na ostatnich 10 km, kiedy wjechaliśmy już do miasta, zaczęli się uaktywniać kolarzy, którzy do tej pory wieźli się na kole. Trzeba było bardzo uważać, bo tempo było naprawdę duże a ulice w centrum kręte i dość wąskie. Dodatkowym zagrożeniem, byli zawodnicy, którzy dojeżdżali do mety z wcześniejszych sektorów. Tak czy inaczej, udało nam się ukończyć wyścig z dobrym czasem a co ważne bez defektów i kolizji. Miejsca open dość odległe - Piotrek 110, ja 104. Biorąc jednak pod uwagę ilość startujących - ponad 9000 ( tak, tak, tysięcy ! ) na tym dystansie oraz miejsce startowe, to wynik całkiem przyzwoity.
Podsumowując, wyścig jak zawsze u naszych zachodnich sąsiadów, zorganizowany perfekcyjnie. Na trasie, która była całkowicie wyłączona z ruchu tysiące kibiców, super atmosfera. Meta ta sama, na którą po wyścigu amatorów wjeżdżali kolarze pro touru.
Za rok pojedziemy tam znowu, ale już po to, żeby powalczyć o zwycięstwo.
Pozdrawiam:. Jacek
PS. Zdjecia z trasy, wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Wyścig MTB dookoła jeziora Miedwie.
Dodano: 2011.08.12
W czasie kiedy część naszego Temu ścigała się w Świeradowie, Adrian Trych i Karol Wojtczak wzięli udział w wyścigu dookoła jeziora Miedwie. Poniżej krótka relacja z tej imprezy:
" Dnia 6 sierpnia odbył się VI MARATON MTB DOOKOŁA JEZIORA MIEDWIE.
Pogoda dopisała, jedynie ciepły wiaterek dawał się momentami we znaki. Przez większą część dystansu utrzymywała się znaczna liczba zawodników, z racji tego że nie było ochotników do rozerwania grupy, ani do wychodzenia na zmianę. Dopiero w połowie dystansu czyli na tzw.płyty YOMB grupa zaczęła się rozrywać i pomału tworzyła się grupka ok.12 zawodników, która zyskiwała znaczną przewagę. Do ostatecznej rozgrywki doszło tuż przed wjazdem na promenadę Miedwiańską, dodatkowej pikanterii dodały quady z obsługi wyścigu, które o mały włos nie doprowadziły do kraksy, dzięki tej sytuacji straciłem trochę na szybkości, ale udało mi się utrzymać pierwszą pozycję i tak wjechałem na linię mety z kilku sekundową przewagą.
VI edycja jest zarazem moim czwartym startem,które przyniosło mi I miej. w kat.M3, tym razem to do czterech razy sztuka gdyż w wcześniejszych edycjach plasowałem się trzykrotnie na II miej. zająłem również II miej. o Puchar Komendanta Powiatowego PSP i tu musiałem ustąpić pierwszeństwa koledze z drużyny Karolowi Wojtczak z kat.M2."
|
|
|
|
|
|
|
|
ESKA Bikemaraton - etap 8, Świeradów Zdrój.
Dodano: 2011.08.08
Po dwutygodniowym urlopie, przyszedł czas, żeby sprawdzić jak obciążenia treningowe wpłynęły na naszą aktualną dyspozycję. Wybraliśmy się więc całym Teamem do Świeradowa na Bikemaraton Maćka Grabka. Razem z Rafałem wyjechaliśmy dzień wcześniej, żeby zastosować ten sam schemat co zawsze, czyli przynajmniej częściowo objechać trasę maratonu. Trasa znana z poprzednich edycji, kluczowy pierwszy 9 kilometrowy podjazd a później już szutrami góra dół po Izerach z fajnym technicznym zjazdem w Świeradowie.
Z resztą ekipy spotkaliśmy się już na starcie. Pogoda zapowiadała się nieźle, rano świeciło słoneczko ale nie było zbyt gorącą. O 11 ruszyliśmy: Dorota ( po przerwie spowodowanej kontuzją ) na dystans mini, Rafał i Remek na mega a Tomek, Piotrek i ja na giga. Wszyscy pojechali naprawdę bardzo dobrze, tym razem obyło się bez przykrych niespodzianek typu defekt lub niebezpieczny upadek, chociaż nas po 3 godzinach jazdy zaskoczył ulewny deszcz, który powodował, że zjazdy były naprawdę niebezpieczne. W sumie przejechanie całego najdłuższego dystansu zajęło nam niecałe 4 godziny.
A co do wyników to Rafał Chmiel zajął 1 m. w M3 mega, Remek Kuźmicki 3 m. w M4 na tym samym dystansie. Tomek Łukawski był 2 w M2 na giga, ja 4 w M4 a Piotrek Grzegorczyk -11 w M3. Tak więc bardzo dobry wyścig całego Teamu i oby tak dalej !
Pozdrawiam :. Jacek
PS. Więcej zdjęć wkrótce
|
|
|
|
|
|
|
|
Wieści z szosy - ostatnie wydarzenia.
Dodano: 2011.08.07
Ostatnio Adrian Trych wystartował w kilku wyścigach szosowych. Oto jego krótkie relacje z tych zawodów:
"W dniu 17 lipca 2011 w Mogilnie rozegrane zostały IV Mistrzostwa Państwowej Straży Pożarnej w Kolarstwie Szosowym.
Trasa wiodła z Mogileńskiego Rynku przez Padniewko, Wieniec, Palędzie Kościelne, Padniewo, Padniewko i z powrotem na Rynek w Mogilnie (dwie pętle po 25km).
Po zainicjowanej ucieczce przeze mnie w czołowej grupie znalazło się sześciu zawodników,po równo trzech z kat.1 i trzech z kat.2. Już po wjechaniu na drugą rundę było jasne że o wygrane będą walczyć zawodnicy z tej właśnie grupy, gdyż przewaga minutowa była znacząca.
Współpraca była udana nikt się nie oszczędzał, każdy dawał równe zmiany, dodatkowym utrudnieniem była wysoka temp. i dość silny momentami zmienny wiatr. Do ostatecznej rozgrywki doszło dopiero na Mogileńskim Rynku kiedy to jeden z zawodników młodszej kat.zaatakował,ja poprawiłem w odpowiednim momencie, odskakując na kilkanaście metrów i spokojnie, samotnie mijając linię mety z uniesionymi w górę ramionami. Zakładany plan zrealizowany w 100%, to drugie z rzędu zdobyte Mistrzostwo Strażaków PSP.W klasyfikacji open zajmując I miej. i oczywiście w kat.II uzyskując średnią prędkość 38,45 km/h.z czasem 1:18:00. Drugi zawodnik 2X3 Karol Wojtczak zajął w kat.I VI miej."
" Dnia 31 lipca odbył się w Wołominie II Memoriał Stanisława Królaka i VII Kolarskie Uliczne Kryterium o Puchar Burmistrza Wołomina. Przed startem nad Wołominem przeszła ogromna burza zamieniająca ulice w rwące potoki, start był pod znakiem? komórki nie działy więc nie można było uzyskać informacji od organizatora co do realizacji zawodów. Na szczęście opady zaczęły ustępować,dodzwoniwszy się do organizatora okazało się że starty poszczególnych kat.nieznacznie się opóźnią, ale będą realizowane,więc zacząłem się szykować i wyruszyłem na Wołomiński Rynek. Z racji nie sprzyjających warunków od kilku dni frekwencja zawodów ze strony zawodników jak i dopingujących była mniejsza niż w zeszłym roku.
Na rundzie liczącej 1200m, miałem do pokonania 15 okrążeń zmniejszone ze względu na warunki. W moim wyścigu brały udział kat.Masters, Amatorzy i Służby Mundurowe, których byłem właśnie przedstawicielem. Na drugim okrążeniu brałem udział w kraksie,jadąc z prędkością ok.50 km/h na drugiej pozycji wbiegła jak się później okazało niepostrzeżenie dziewczyna w którą uderzył poprzedzający mnie zawodnik, ja oczywiście wpadłem na niego i tak kumulacja trwała przez kilku zawodników,którzy odskoczyli od głównej grupy. Zdezorientowany co było wynikiem kraksy obejrzałem siebie i rower, który o dziwo nadawał się do jazdy ( inni zawodnicy mieli połamane widelce, koła, przerzutki i tak w ogóle z czego składa się rower, pół żartem - pół serio) kontynuowałem jazdę dalej. Przerzutki przerzucały się o min. dłużej niż zwykle, klamki powyginane, ale jakoś dawałem radę. Z myślą że stało się to na początku wyścigu mam szansę na dogonienie czołowej grupy, na szczęście nie byłem sam w tej pogoni i z kilkoma zawodnikami nadrabialiśmy stracone sek. i tak dwa okrążenia przed końcem wyścigu dogoniliśmy peleton, ale już nie było możliwości o powalczenie o dobre miejsce Open, ale i tak byłem klasyfikowany w kat. Służb Mundurowych. Mimo kraksy Puchar Komendanta Powiatowego Policji za I miej.oraz Burmistrza Wołomina przypadł właśnie mnie. "
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Marathon MTB - Głuszyca
Dodano: 2011.08.01
Relacja Tomka Adamskiego ze startu w Głuszycy:
" Startowałem z ostatniego sektora i czekało mnie ostre przebijanie się do przodu. Na szczęście samochód prowadzący wyścig przez pierwsze kilometry nie jechał bardzo szybko. Jeszcze na asfalcie udało mi się przesunąć na czoło wyścigu. Pierwszy podjazd i pierwsze selekcje, kolejni zawodnicy nie wytrzymują tempa. Jadę szybko w pobliżu jest Remigiusz Ciok i kilku innych zawodników ,z którymi często wyprzedzałem się podczas wyścigu. Zaczął się zjazd, był kłopotliwy, z rynnami po spływającej wodzie. Po zjeździe trochę płasko, za to błotniście. Błoto już porządnie oblepiło mnie i rower. Do oczu się pchało jak najbardziej natrętne muchy. Przyszedł czas na kolejne podjazdy, a napęd przeskakuje mi na każdym trybie. Zatrzymuję się, z przerzutkami wszystko w porządku, napęd był w błocie i tylko ono sprawiało problemy. Topornie mi się podjeżdża, wreszcie jakieś kałuże, przez które specjalnie przemykałem, aby umyć trochę napęd. Z jedną przesadziłem, wpadłem po ośki w wodę. Nie zapowiadała się taka głęboka. Napęd zaczął lepiej pracować i starałem się odrabiać straty. Z pomocą przychodziły mi podjazdy, na których dziś czułem się mocny. Zjeżdżamy chwilę asfaltem, jest czas coś przekąsić. Zawodnicy obok mnie przybierają postawy jak na Tour de France, aby stawiać jak najmniejszy opór powietrzu. Przed nami wjazd w teren, grupka z asfaltu nadal razem. Przemykamy koło stadionu, następnie pod górę przez metę dystansu mini, która dla nas jest pomiarem czasu. Robi się coraz bardziej stromo, doganiam kolejnych. Trochę wypłaszczenia z kałużami i błotem. Trzymam się dogonionych zawodników. Przed nami zjazd, szybko nabieramy prędkości i kolejny podjazd. Hop przez barierkę i przyszło nam podjeżdżać pod górę, której szczytu nawet nie widzieliśmy. Widoczność na 20m, mgła tak gęsta, że prawie można ją dotknąć. Od połowy górki podchodziłem, okazała się za stroma na te błotne warunki. Tylna opona obraca się w miejscu. Ponownie hop przez barierkę i na rower, już idzie jechać. Wyprzedzam tych, co mi uciekli na podjeździe. Zjazd pod wyciągiem we mgle, tu uważałem. Widoczność była minimalna, a mgłę było czuć na sobie. Czas na Wielką Sowę, początek podjazdu po asfalcie, ale bardzo stromo. Zaczyna się techniczna część podjazdu po luźnych kamieniach i korzeniach. Dodatkowo z góry spływa woda, chociaż napęd trochę się przeczyści. Kilka razy miałem za małą prędkość i zatrzymałem się na jakimś kamieniu. Trochę podbiegałem i z powrotem na rower. Ten podjazd mnie wymęczył. Czas na kamienisty zjazd. Nie cykałem się, wiedziałem, że jadę w czołówce i chciałem to utrzymać. Ponownie dogoniłem Zbigniewa Krzeszowca i Magdalenę Hałajczak, ale na dole zjazdu po mojej wywrotce to oni mnie wyprzedzili. Przewróciłem się przy dość małej prędkości i jedynie poobijałem się na kamieniach. Przed nami łatwiejsza część trasy, wypłaszczenie, kilka krótkich zjazdów i podjazdów, a mi napęd ponownie odmawia współpracy. Sprawdziłem stan przerzutek, tylna musiała oberwać kamieniem, jest przekrzywiona. Szukam kałuż, trochę pomogły, jednak łańcuch nadal lekko przeskakiwał mi i tak było do końca wyścigu. Zakręt w prawo i tu zaskoczenie, bardzo stromy zjazd błotnistą rynienką z kamieniami i innymi przeszkodami. Zjeżdżam na dół ciągle hamując, a rower nadal przyśpiesza. W pewnym momencie na tym zjeździe tylne koło mam zablokowane, a nie hamuję tyłem. Obracam się, a w kole pół metrowy patyk o grubości około 3cm. Szczęśliwie przeszedł przez całe koło i zablokował się o tylni wahacz. Jedynie jedna szprycha lekko skrzywiona. Zbiegam w dół, co chwilę ślizgając się. Krótki przejazd asfaltem i skręcamy w zarośla pod górę. Schodzę z roweru, za dużo błota, tylne koło się obraca w miejscu. Ciężko się podchodzi po tym śliskim błocie. Wreszcie można wsiąść na rower, pamiętam końcówkę z tamtego roku. Jeszcze jeden podjazd w terenie i głównie zjazd łąką, zaroślami i przy strumyku. Próbuję przyśpieszyć na podjeździe, napęd ponownie przypomina mi o sobie. Cholera, skąd wziąć trochę wody? Jest kałuża, zatrzymuję się i chlapie łańcuch. Ostatni zjazd, niestety także z błotem. Już na zjeździe, czuję, że łańcuch ponownie przeskakuje. Przestawiam przerzutki, może na którejś jest lepiej, nic z tego. Wyjechałem na podjazd przed metą i zatrzymałem się, aby ponownie walczyć z napędem, nie szło podjeżdżać. Uff już działa lepiej, dojeżdżam do mety! Zająłem 42 miejsce open i 22 w swojej kategorii wiekowej. Jestem zadowolony z wyniku, walczyłem o drugi sektor startowy i go zdobyłem.
Na trasie były bardzo ciężkie warunki, które zaserwowała nam pogodna z ostatnich dni. Błoto nie tylko mi sprawiało, że napęd odmawiał posłuszeństwa. Dobrze, że podczas wyścigu nie padało. "
|
|
|
|
|
|
|
|
Rowerowe wakacje - Dolce Italia, Dolce Vita !
Dodano: 2011.07.24
Właśnie mija tydzień, kiedy po Salzkammergut Trophy razem z Piotrkiem i naszymi rodzinkami zawitaliśmy w Torbole nad jeziorem Garda. Jak na razie pogoda dopisuje i sprzyja dłuższym lub krótszym treningom. Staramy się przeplatać jazdę na szosie z MTB, a możliwości jest tu tyle, że codziennie można wybierać inną trasę.
Wczoraj "wystartowaliśmy" w ostatnim etapie TransAlpa, który prowadził z Trento do Riva del Garda. Rano gdy wstaliśmy, niebo było pokryte ciemnymi chmurami, a mega deszcz wisiał na włosku. Ale znając realia pogodowe tego regionu, wiedzieliśmy, że sytuacja może sie zmienić i może jeszcze pojawić się słońce. Zapakowaliśmy więc rowery do auta i Ania - moja żona, zawiozła nas na linię startu.
Wystartowaliśmy za zawodnikami z ostatniego sektora, teraz już wiemy jak to jest :), tzw. turystyka rowerowa i korki, które się tworzą przy lada podjeździe. Odczekawszy swoja w dwóch takich korkach ( straciliśmy ok. 20' ) zaczęliśmy przebijać się do przodu, wiedząc, że na pierwszym zjeździe może być tłoczno i niebezpiecznie. Do tego popadał jeszcze deszcz i zrobiło się naprawdę ślisko.
Ok. 12 pogoda się zmieniła i wyszło słoneczko. W sumie mieliśmy do pokonania trzy podjazdy, z czego pierwszy był najdłuższy, wysokość ok. 1150 m a dwa pozostałe na wysokości ok. 800 m. Razem do przejechania 78 km. Trasa nie była trudna a ostatnie 35 km, to już tylko zjazd prosto do mety w Rivie. Po 4h40' minęliśmy "kreskę". Fajnie było poczuć tą niepowtarzalną atmosferę i zobaczyć radość wszystkich zawodników, którym udało się ukończyć całe osiem etapów.
Pozdrawiam:. Jacek
|
|
|
|
|
|
|
|
Tomek Łukawski Mistrzem Polski w Maratonie MTB amatorów !
Dodano: 2011.07.24
Wczoraj w Jeleniej Górze w ramach Bikemaratonu odbyły się Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB. Po całotygodniowych opadach deszczu trasa była naprawdę ciężka. Świetnie z nią sobie poradził Tomek Łukawski, który jako pierwszy w swojej kategorii minął linię mety, zdobywając w ten sposób tytuł Mistrza Polski zawodników bez licencji PZKOL. Wielkie GRATULACJE !!!
Dobrze zaprezentowali sie również pozostali zawodnicy 2x3 BikeTeam, Rafał Chmiel zajął fantastyczne drugie miejsce w kat. M3 na dystansie Mega, a Tomek Adamski przyjechał jako 26 w kat. M2.
|
|
|
|
|
|
|
|
Salzkammergut Trophy - piekne rozpoczecie wakacji :)
Dodano: 2011.07.17
Już po raz trzeci razem z Piotrkiem postanowiliśmy wystartować w austriackim maratonie. Plan podobny do zeszłorocznego, najpierw wyścig w Bad Goisern a później urlop z rodzinami w Torbole nad Gardą.
Do Austrii dotarliśmy w czwartek w nocy, po 12 godzinnej jeździe. W piątek zrobiliśmy krótki trening przejeżdżając początkowy fragment trasy, patrz. pierwszy podjazd. Interesował nas szczególnie ostatni asfaltowy fragment, gdzie nachylenie jest tak duże, że trudno iść z buta, a co dopiero wjechać na rowerze. Jak się okazało, na treningu można, gorzej na wyścigu.
W sobotę start w Obertraum, parę metrów od naszego hotelu, więc na spokojnie, bez nerwów mogliśmy wszystko przygotować. Dystans 73.6 km i ok. 2500 m przewyższenia, limit zawodników 400. Po starcie, 2 kilometry asfaltem lekko pod górę i wjazd do lasu na dość nieprzyjemny, śliski po nocnych opadach singletrack, trzeba było uważać. Później znowu asfalt i dojazd do pierwszego podjazdu, wąską, krętą, szutrową ścieżką na wysokość 1050 m ze wspomnianą już asfaltową ścianką na koniec. Znając profil trasy, od początku jechałem spokojnie swoim tempem, bez szarpania, jak się okazało, była to dobra strategia, bo na kolejnym podjeździe na 1500 m mijałem zawodników, którzy byli przede mną. Po zjeździe w dół, długim, szybkim szutrem na 800 m, czekał nas kolejny, trzeci i ostatni długi podjazd na 1250 m. Ten fragment trasy jechało mi się najlepiej, poprawiłem jeszcze swoją pozycję o jakieś 3 miejsca. Później już tylko z górki i kilka hopek. Niestety 6 km do mety na kamienistym zjeździ złapałem kapcia, trochę się zastanawiałem czy zmienić dętkę czy z buta iść już na metę. Naprawiłem defekt i już bez spinania dojechałem do mety. Trochę szkoda, bo wynik był na pierwszą 10 w kategorii, a tak zameldowałem się jako 20. Jak się okazało, Piotrek również złapał gumę i mimo świetnej jazdy przyjechał 22 w kategorii. Cóż, taki jest ten sport.
Teraz przemieszczamy się do Włoch nad jezioro Garda, a w przyszłą sobote pojawimy się na ostatnim etapie Trans Alpu, by przejechać z Madonny do Riva del Garda.
|
|
|
|
|
|
|
|
ESKA Bikemaraton - etap 6, Piechowice
Dodano: 2011.07.10
Do Piechowic wybraliśmy się dwa dni wcześniej, żeby trochę pojeździć po górkach, których na naszym terenie tak brakuje. Razem z Rafałem Chmielem i Tomkiem Adamskim w czwartek objechaliśmy na spokojnie trasę maratonu. Pogoda była piękna, więc trening tego dnia był czysta przyjemnością.
W piątek do południa dołączył do nas jeszcze Tomek Łukawski, rano trochę padało, więc trening zaczęliśmy dopiero ok. 14. Bardzo spokojnie w spacerowym tempie przejechaliśmy ostatnie kilometry przed metą a później pojechaliśmy w okolice Szklarskiej by jeszcze trochę nacieszyć się górską jazdą. Wieczorem dojechali jeszcze Remek Kuźmicki i Piotrek Grzegorczyk i właśnie w takim składzie stanęliśmy w sobotę na starcie Bikemaratonu.
Co do samego wyścigu, to z racji dystansu i panujących wysokich temperatur, był naprawdę ciężki. Pierwszy, 10 kilometrowy podjazd prowadził częściowo asfaltem a częściowo szutrami. Od startu jechało mi się bardzo dobrze, na owym podjeździe przedzierałem się do przodu mijając swoich konkurentów z kategorii. Na kamienistym zjeździe minąłem Piotrka, który właśnie zmieniał dętkę. Pecha miał również Rafał, który startując na dystansie mega parę kilometrów przed metą również złapał „kapcia”. Na drugą rundę wjechałem razem z Mateuszem Bojarskim z Wałbrzycha i przez jakiś czas jechaliśmy razem, ale nie wytrzymałem jego tempa i zostałem nieco z tyłu. Ok. 10 km do mety zabrakło mi picia, jak się okazało, przy tej temperaturze, było to zabójcze. Na ostatnim podjeździe całkowicie odjęło mi prąd i wtedy jeszcze wyprzedził mnie kolejny konkurent z kategorii – Artur Żero. Na samej końcówce czekał nas jeszcze techniczny zjazd, który zakończony był przejazdem przez tunel i to był tak naprawdę najlepszy fragment trasy. Na metę wjechałem jako 6 w kat. M4.
Bardzo dobry wyścig pojechał Tomek Łukawski, który zajął fantastyczne 6 m. OPEN i 4 w kat. M2, oraz Tomek „Ginko” Adamski, który zameldował się na kresce 11 w kat. I 28 OPEN.
Jacek
PS. Wkrótce więcej zdjęć.
|
|
|
|
|
|
|
|
"Szosowy" weekend.
Dodano: 2011.06.28
Szosowa część 2x3BikeTeam, czyli Adrian Trych i Jakub Dec wystartowali w zeszły weekend w kilku ciekawych wyścigach, zajmując dobre miejsca. Poniżej ich relacje:
Adrian Trych:
" W dniu 26.06.2011 odbyły się Szosowe Mistrzostwa Europy Masters w Žďár nad Sázavou - Czechy.
Na Mistrzostwa wybrałem się z Kłodzka o godz.6:00, niebo było poszyte czarnymi chmurami z których sączył deszcz i samopoczucie miałem jak te chmury. Na szczęście ulewa do startu ustąpiła. Na starcie stanęli zawodnicy między innymi z Czech,Włoch,Niemiec,Polski. Trasa Mistrzostw górzysta , do pokonania były 4 rundy po 27 km. z sześcioma naprawdę wymagającymi podjazdami i kilkoma słabszymi, było co jechać w dodatku próby zerwania grupy na każdym podjeździe dawały niezły wycisk. I w końcu musiałem odpuść na jednym z podjazdów, odstałem i nie zdołałem już dociągnąć do czołowej grupy przyjeżdżając ostatecznie na 11 miej. W przyszłym roku przyjadę tu by powalczyć o pierwszą 10, ale już w innej kategorii. "
Jakub Dec:
" W miniony weekend wystartowałem w dwóch wyścigach szosowych organizowanych przez PTC Poznań w ramach Pucharu Polski. W sobotę odbył się wyścig w Kleszczewie gdzie mieliśmy do pokonania 70km, na rundach 13 km. Od startu ostry gaz, potworny wiatr, ranty, skoki i cały czas rwane tempo…było ciężko… Bardzo dużo prób odskoków w których też uczestniczyłem, lecz w tym decydującym ataku się nie załapałem i jedynie wygrałem finisz z peletonu, który dał mi 3 miejsce. Na drugi dzień wyścig przeniósł się do Kobylnicy a tu trasa na 8 km rundkach z jednym podjazdem, łącznie do pokonania 60km…Czułem się dobrze i pilnowałem zwycięzcę z dnia poprzedniego lecz dziś nie miał dnia, mnie zaczęły łapać skurcze od ciągle rwanego tempa… Poszła ucieczka której nie dogoniliśmy i jedynie mogłem się zadowolić wygraną z peleton, która dała mi najbardziej pechowe- 4 miejsce…Ogólnie jestem zadowolony bo się rozkręcam, choć jest pewien niedosyt…Jedziemy dalej!!!"
|
|
|
|
|
|
|
|
VERUS Maraton MTB - Cybinka
Dodano: 2011.06.26
Kolejny weekend i kolejne zawody. Tym razem na szczęście niedaleko. Na miejsce do Cybinki mamy może ze 140 km. Schemat jak zwykle jest ten sam, odbieram Rafała ze Strzelec i jedziemy na miejsce zawodów. W Cybince czekają już Tomek, Remek i Piotrek. Dwaj ostatni właśnie skończyli swoje starty na krótkim dystansie zajmując 1 i 2 miejsce w swoich kategoriach. Widzę, że są zmęczeni, chociaż do przejechania mieli tylko jedna rundę, jak się okazało krótki dystans wymuszał jazdę na maxa od samego początku. A tak wyglądał wyścig w relacji Piotra Grzegorczyka:
„Wyścigi, które nie są priorytetem dla drużyny traktuję treningowo i startuję na krótkich dystansach bez specjalnego przygotowania do startu. Tak też i było w przypadku Versus Maratonu w Cybince. Start nie wyszedł mi tak jak chciałem, ponieważ po krótkim szerokim najeździe trasa przeszła w ścieżkę, a ja przyblokowany na początku, zmuszony byłem jechać w kolumnie słabszych zawodników i tylko patrzyłem jak odchodzi czołówka. Gdy trasa znów przeszła w szeroką szutrową drogę podjąłem próbę dojścia do uciekinierów. Wyprzedzałem kolejno poprzedzających mnie zawodników osiągając może 6 pozycję open. Niestety, nagle zbyt wcześnie wybrałem ścieżkę zjazdu w lewo zjeżdżając z trasy. Ktoś mnie zawołał więc wróciłem się i spadłem na 8 pozycję. Zawodnicy, których wyprzedzałem o jakieś 100m byli teraz o jakieś 200m przede mną. I znów na zapieku próba dojścia. Za mną nie widać konkurencji więc może jest szansa na pudło. Zależy w jakiej kategorii są zawodnicy, którzy poszli w ucieczce. Na pewno jest Remek z 2x3 i Bondaryk z Cybinki znany przed latami przełajowiec, obaj w kategorii wyżej. Myślę, że jeśli dojadę 6 to może będzie pudło. Po kilometrze przechodzę pierwszego a za drugim jestem już na pierwszej przeprawie rzecznej. Belki przed niebezpiecznym zjazdem omijam bokiem przejeżdżając po skarpie, zbiegam w dół i idąc śladem poprzednika przebiegam po wąskim przerzuconym drzewie ciągnąc rower po dnie. Podbieg po piaskowym wzniesieniu, na rower i atak. Dochodzę do ostatniego z uciekinierów. Krótki odpoczynek na kole i na lekkim wzniesieniu poprawiam atak. Udaje się, choć nie na długo. Dochodzi do mnie i siada na koło. Na ok. 12 km. mamy kolejną przeprawę. zeskok z roweru i przebiegam jako pierwszy przez ok. 9 m. rzekę o głębokości do kolana. Gdy wskakuję na rower myśląc, że teraz zaatakuję zauważam, że w łańcuch i tryby wplątał mi się patyk. Zatrzymuję się aby usunąć przeszkodę, a w tym czasie ci sami dwaj zawodnicy wyprzedzają mnie. Na szczęście tym razem nie uciekli daleko bo wyjazd z rzeki był pod długą górkę. To był dogodny moment do ostatecznego rozstrzygnięcia wyścigu, tym bardziej że do mety zostało może 5-6 km. Zaatakowałem uzyskując na szczycie ok. 100 m. przewagi. Później było trochę w dół więc przewaga wzrosłą do 200m. Nagle zauważyłem zawodnika, który na samym początku jechał w grupce prowadzącej. Skoro go widzę to pewnie traci siły – pomyślałem. Do mety może jeszcze 3 km. Docisnąłem jeszcze mocniej. Na 1,5 km. przed metą miałem do niego może 100-150 m., ale zauważyłem również, że i wyprzedzeni zawodnicy wzięli się do pracy. I gdy tak odwróciłem się do tyłu, aby zobaczyć co się dzieje, przeoczyłem strzałkę wskazującą, w którą stronę mam jechać. Przede mną była tylko taśma i dwie drogi w lewo i prawo. Ja automatycznie, i chyba wbrew logice, bo wiedziałem, że meta jest w prawo, skręciłem w lewo. Pewnie myślałem, że będą jeszcze jakieś szlaczki przed meta jak to często bywa. Gdy się zorientowałem, że popełniłem błąd i gdy wróciłem na trasę zawodnik, z któremu tyle razy uciekałem właśnie nadjechał. Najpierw wskoczył mi na koło i na 500 m. przed metą zaatakował. Ja odparłem ten atak zajmując dogodną pozycję za kołem do kontry na finisz. Ale gdy na 200 m. przed metą stanąłem w korby, aby przyatakować okazało się, że już nie ma czym. Bateryjki się wyczerpały. Na mecie okazało się, że mój końcowy rywal był z kategorii wyżej, a ja ostatecznie zająłem 2 miejsce w kategorii M2 ( bo tutaj M2 miało zakres 19-40 lat.). Na pierwsze miejsce nie było szans, nawet jeśli jechałbym bezbłędnie.”
Myśmy do przejechania mieli 3 okrążenie, w sumie 55 km i ciut ponad 400 m przewyższenia. Na starcie pojawiło się sporo dobrych zawodników, z Andrzejem Kaiserem na czele. Trasa poprowadzona w okolicznych lasach, więc było trochę piachu, trochę szutrów i kilka niezbyt wymagających podjazdów. Do pokonania była też rzeka Pliszka i to w dwóch miejscach, co na 3 rundach dawało 6 razy z buta przez wodę.
Po starcie poszedł ogień i bardzo wysokie tempo było kontynuowane przez cały wyścig. W połowie pierwszego okrążenia spotkałem Rafała, który niestety musiał przerwać jazdę z powodu gumy, po zmianie koła kontynuował wyścig, ale już na luzie. Później dojechałem Remka, który postanowił wystartować w kolejnym wyścigu, ale po pierwszym okrążeniu zjechał z trasy. Ja doszedłem do silnej grupy i utrzymując mocne tempo doszedłem jeszcze Tomka „Ginko” i jako 15 open i 4 w kategorii zameldowałem się na mecie, tracąc do 3 Tadka Korzeniewskiego kilka sekund.
Pozdrawiam :. Jacek
|
|
|
|
|
|
|
|
Szosowe Mistrzostwa Polski Masters
Dodano: 2011.06.23
Poniżej krótka relacja Adriana Trycha:
" W dniu 18.06.2011 r. w miejscowości Śrem odbyły się Szosowe Mistrzostwa Polski Masters.
Wynik poniżej oczekiwań, łapanie się w niezliczoną liczbę ucieczek nie przełożyła się na końcowy wynik. Brak współpracy i silnie wiejący wiatr utrudniał rywalizację, każdy chciał zostawić jak najwięcej siły na decydujący atak. Na ostatnim okrążeniu utworzyła się mała grupka kolarzy niestety beze mnie, ja zostałem w peletonie próbując jeszcze odskoczyć niestety nieskutecznie i w dodatku na ostatnim zakręcie prowadzonym do mety dałem się zamknąć i musiałem wjechać na chodnik co ostatecznie spowodowało znaczny spadek prędkości i zepchnięcie mnie da dalsze pozycje i marzenia na dobry wynik legły w gruzy. Jak na razie szczęście nie jest moją dobrą panią, zobaczymy co przyniesie na kolejnych zawodach. Miałem bardzo dobre samopoczucie przez cały wyścig, więc tym bardziej jestem zawiedziony z wyniku, tylko 36 miej. i 9sek. straty do zwycięzcy."
|
|
|
|
|
|
|
|
ESKA Bikemaraton - etap 5, Polanica Zdrój
Dodano: 2011.06.20
W końcu jedziemy w góry , po absencji w Zawoi była to dla nas pierwsza górska edycja cyklu.
Do Polanicy dojechałem koło 18, po ośmiogodzinnej podróży z Warszawy, szybko się ogarnąłem i pojechałem jeszcze objechać trasę. Udało się przejechać dystans mini. Wieczorem dojechali jeszcze Piotrek i Ginko, krótka gadka, lekka kolacja i spać.
Kolejnego dnia przygotowaliśmy rowery i pojechaliśmy na start. Nad Polanicą wisiały ciemne chmury, na szczęście nie padało. Pogoda była „wyścigowa”, nie za zimno i nie za gorąco. O 11 wystartowaliśmy, do pokonania mieliśmy 83 km. Pierwszy 2,5 km brukowany podjazd lekko rozciągnął stawkę, usiłowałem utrzymać koło Piotrkowi, ale przy wyprzedzaniu lewą stroną „ktoś” zajechał mi drogę, skutecznie spychając mnie do rowu. Zanim się ogarnąłem Piotrek był już 100 m przede mną. Lekkie wypłaszczenie i kolejny 6 km podjazdu. Jadę swoje równym rytmem, może uda mi się jeszcze dojść kolegę. Po zjechaniu na drugą rundę jadę z dość mocną grupą, współpraca układa się nieźle, po długim podjeździe pod hutę zostaję już tylko z jednym zawodnikiem, siadam mu na koło i mocno idziemy do przodu. Pomyślałem, że jak utrzymam jego tempo to powinien być dobry wynik, niestety na 46 km. zaczyna mi schodzić powietrze z przedniego koła, musze się pożegnać z kolegą i biorę się z naprawę defektu. Na szczęście mam spray, więc zajmuje mi to kilka minut. W międzyczasie widzę, jak kolejne grupki zawodników mijają mnie bezlitośnie. Po kilku minutach mocnej pracy dochodzę jedną z nich, siadam na koło, żeby trochę odpocząć, po chwili tempo okazuje się za małe więc odrywam się od grupy. Niestety po 12 km, znowu powietrza coraz mniej, wyciągam pompkę i próbuję trochę podpompować, tracąc kolejne minuty. Zbieram się do jazdy i praktycznie do samej mety jadę sam, wyprzedzając pojedynczych zawodników. Dojeżdżając do stadionu na domiar złego spada mi łańcuch skutecznie blokując się miedzy tarczą a ramą, nie bawię się już w naprawianie, tylko biegiem podążam w kierunku kreski. Jak się okazało do 5 miejsca w kategorii zabrakło mi niecałe 1.5 min. Cóż, życie.
Nie tylko ja walczyłem tego dnia z pechem. Remek Kuźmicki z przyczyn technicznych zmuszony był do wycofania się z wyścigu. Natomiast pozostali zawodnicy naszgo teamu odnotowali bardzo dobre wyniki: Tomek Łukawski – 5 m. w kat M2 ( 8 open ), Piotrek Grzegorczyk – 6 kat. M3 i Tomek „Ginko” Adamski – 10 m. kat. M2.
Pozdrawiam :. Jacek
|
|
|
|
|
|
|
|
Mistrzostwa Polscki XC MTB - Kielce
Dodano: 2011.06.18
W drugim dniu Mistrzostw rozegrany został wyścig Mastersów, w którym 2x3 BikeTeam reprezentował Rafał Chmiel, zresztą zeszłoroczny Mistrz Polski w tej kategorii.
Miałem okazje porozmawiać telefonicznie z Rafałem, zaraz po wyścigu i oto, co mi powiedział:
" Trasa nie była trudna technicznie, natomiast bardzo wymagająca kondycyjnie. W sumie na pętli były cztery podjazdy, trasa interwałowa, więc było co jechać. Praktycznie od samego początku jechałem w pierwszej czwórce, na ostatniej pętli Tomek Pierwocha z JBG złapał gumę i tym sposobem minąłem kreskę jako trzeci. Przede mną przyjechali Remik Ciok i Łukasz Ryż, który został tegorocznym Mistrzem Polski kat. Masters I."
GRATULUJEMY !
Zdjecia z portalu velonews.pl
|
|
|
|
|
|
|
|
Ostatnie starty.
Dodano: 2011.06.14
Czas nadrobić zaległości związane z prowadzenie strony. Ostatnie dwa tygodnie minęły pod znakiem treningów i odpoczynku, dopiero w ostatni weekend wzięliśmy udział w dwóch cyklach zawodów.
Tomek Łukawski wraz z Tomkiem Adamskim pojechali do Karpacza, by zmierzyć się z ciężką trasą przygotowaną przez Grzesia Golonke na Poweride MTB Marathon. Pierwszy z Tomków zaliczył bardzo dobry występ przyjeżdżając na metę na 8 miejscu w kat. M2 na dystansie Giga, natomiast drugi, z przyczyn technicznych nie ukończył wyścigu.
Większość z nas zjawiło się w niedzielę na drugiej edycji Gryfa w Puszczy Bukowej w Szczecinie. Tym razem wyścig rozgrywany był w konwencji XC. Do pokonania było 4 lub 6 rund, każda o długości 6300 m. Tym razem najszybszym okazał się Rafał Chmiel zajmując 1 miejsce OPEN na długim dystansie. Świetnie pojechał również Piotr Grzegorczyk zajmując 1 miejsce w kat. M3 na krótkim dystansie. Reszta wyników naszych zawodników:
- Jacek Kuzynin - 2 m. kat M4
- Karol Wojtczak - 4 m. kat M2
- Adrian Trych - 4 m. kat M3
- Jakub Dec - DNF ( defekt techniczny )
Zdjęcia wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
VERUS Maraton MTB - Cybinka
Dodano: 2011.06.01
W imieniu organizatora, zapraszamy na Verus Maraton MTB, który odbędzie się 25 czerwca w Cybince, woj. lubuskie. Organizatorzy oprócz ciekawej trasy, przygotowali wiele atrakcji, łącznie z koncertem zespołu Big Cyc.
Więcej informacji znajdziecie na na stronie www.veruslogistics.pl/verusmaraton/
My tam będziemy !
|
|
|
|
|
|
|
|
Pierwsze zwyciestwo Jakuba Deca !
Dodano: 2011.05.31
Poniżej jego relacja ze startu:
" W niedzielę 30.05. wystartowałem w Maratonie Szosowym w Lesznie. Dystans dość krótki 86km zobowiązywał do szybkiej i mocnej jazdy już od samego startu, bo wiadomo było, że różnice na mecie będą niewielkie… Frekwencja dopisała, ok. 1000 uczestników wśród których znajdowała się cała czołówka zawodników startujących w cyklu Pucharu Polski w Maratonach Szosowych, zresztą Maraton w Lesznie uchodzi od zawsze za stolicę maratonów szosowych w Polsce… Od startu pracowaliśmy właściwie w trzech dając równe mocne zmiany, co chwila to łykaliśmy kolejne grupy zawodników które startowały przed nami… Dobry stan dróg pozwalał uzyskiwać wysokie prędkości a i ja czułem się naprawdę dobrze. Dzięki dobrej współpracy w grupie od startu do mety uzyskaliśmy najlepszy czas ze średnią prędkością 43km/h, a ja byłem 1 w kategorii M2 i 3 OPEN. Noga zaczyna się kręcić co napawa mnie optymizmem na dalszą część sezonu."
Pozdro Kuba.
|
|
|
|
|
|
|
|
Thule Cup #3 - Oborniki
Dodano: 2011.05.29
To już trzecia edycja największego w Polsce cyklu zawodów MTB XC. Tym razem arena zmagań był obornicki tor motocrossowy. Zaleta tego miejsca jest to, ze można niemalże całą rundę obserwować z jednego miejsca. Trasa nieco zmieniona w stosunku do zeszłego roku, w sumie na korzyść, natomiast tor był bardzo suchy a piach był dodatkowa trudnością. Poza tym, sporo krótkich i sztywnych podjazdów oraz "hit" trasy, ok. 400 m hopek, które skutecznie wybijały z rytmu. W sumie runda miała ok. 3400 m i 25 m przewyższenia.
Ok. godziny 13.30 wystartowali Mastersi, którzy do przejechania mieli 7 rund. 2x3 BikeTeam w tej kategorii reprezentował Jacek Kuzynin, który przyjechał na 8 miejscu. Po mastersach wystartował wyścig elity w którym wystartował Rafał Chmiel i Tomek Adamski. Na mecie pojawili się kolejno na 5 i 19 miejscu.
|
|
|
|
|
|
|
|
Skoda Velathon Berlin - wyscig szosowy.
Dodano: 2011.05.24
W niedzielę razem z Piotrkiem pojechaliśmy do Berlina, na jeden z największych wyścigów szosowych w Europie. Na starcie stanęło ok. 12 000 zawodników w różnych kategoriach wiekowych. Do pokonania były dwa dystanse 120 i 60 km. Myśmy zapisali się na ten krótszy, wiedząc, że będziemy zmęczeni po maratonie, który odbył się dzień wcześniej. Do tego start był z samego rana, nasz sektor D startował już o 8.06 więc wstać trzeba było przed 5, co nie gwarantowało pełnej regeneracji.
Sam wyścig zorganizowany był perfekcyjnie, trasa wydzielona z ruchu ulicznego, świetnie oznakowana i bezpieczna. Wszystko odbywało się zgodnie z harmonogramem, jak to u Niemców bywa, pełen profesjonalizm. Do tego równolegle odbywały się targi, gdzie na swoich stoiskach wystawiały się największe marki rowerowe.
Po starcie najważniejsze było jak najszybciej przebijać się do przodu, a było kogo mijać, bo przed nami w sektorach stało ok. 3000 zawodników. W trakcie wyścigu udało mi się dojść do zawodników z sektora B, niestety Piotrek złapał gumę i został z tyłu, kończąc wyścig na dalszej pozycji. Ja załapałem się do dość dobrej 5 osobowej grupy, współpraca układała się nieźle, na tyle, że parę kilometrów przed metą dojechaliśmy do kolejnej mocnej grupki i tak dojechałem na metę kończąc wyścig na 36 miejscu w kat. i 103 open na 4249 startujących.
Po wyścigu amatorów wystartował wyścig ProRace z Fabianem Cancelarą na czele, ale to już inna bajka.
Podsumowując, impreza bardzo udana, gorąco polecam. Ja na stałe zpisuja ją do swojego kalendarza.
Pozdrawiam :. Jacek
|
|
|
|
|
|
|
|
Kolejna odsłona ESKA Bikemaraton - etap 3 Wieluń.
Dodano: 2011.05.23
W ostatnia sobotę wybraliśmy się do Wielunia, a tak naprawdę wyjechaliśmy już w piątek, by w sobotę wypoczęci stanąć na starcie kolejnej edycji Bikemaratonu. Był to kolejny płaski etap z różnicą wzniesień 881 m i trasą 96 km na dystansie Giga. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Do tego wysoka temperatura ok. 30'C i unoszący się kurz na trasie stwarzały dodatkowe utrudnienia. Trasa pod względem technicznym była bardzo łatwa, przeważały leśne dukty i polne drogi, czasami pojawiały się szutry, asfalt no i niestety piach.
Bardzo dobrą dyspozycję po raz kolejny potwierdził Tomek Łukawski zajmując 3 miejsce w kat. M2, Rafał Chmiel borykał się z defektami co w rezultacie dało mu 13 miejsce w kat.M3 na dystansie mega. Bardzo dobrze pojechał Piotrek Grzegorczyk, zajmując 10 miejsce w kat. M3, jest to jego najlepszy wynik z dotychczasowych startów w tym cyklu. Jacek Kuzynin zajął 6 m. w kat. M4.
W kategorii drużynowej po 3 edycjach zajmujemy 6 miejsce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Coraz lepsza dyspozycja Tomka Łukawskiego.
Dodano: 2011.11.19
Tomek, który po rocznej przerwie w MTB powrócił do ścigania w ostatni weekend wystartował w dwóch wyścigach. Poniżej jego krótka relacja:
"Miniony weekend miałem typowo wyścigowy. W sobotę startowałem w lokalnym wyścigu szosowym na dystansie 80km. Dojechałem w głównej grupie, ale sporo mnie to kosztowało. Średnia prędkość wyszła ponad 40km/h i było trochę szarpaniny jak to na szosie.
W niedzielę na maratonie w Zabierzowie miałem założenie jechać typowo treningowo. Przykładnie wystartowałem z ostatniego sektora. Po starcie długi podjazd asfaltowy, potem szutrowy. Jechałem w końcówce drugiej grupki kolarzy i konsekwentnie realizowałem założenia, czyli swoim tempem bez zapiekania nogi i w całości dotrzeć do mety. Co jakiś czas kogoś doganiałem, ale nie zwracałem na to uwagi. Bardzo się zdziwiłem, gdy ktoś mi krzyknął na pierwszym międzyczasie, że jadę na 8 pozycji. Pomyślałem, że parę osób zgubiło trasę i jechałem dalej. Po niespełna 2h jazdy zaczął padać deszcz i zrobiło się bardzo zimno, a zjazdy zamieniły się w tory saneczkowe. Łańcuch na smarowaniu błotno piaskowym co prawda nie skrzypiał, ale zaczęło mi go podrywać na podjazdach i kilka musiałem wybiegać. W pewnym momencie się zagapiłem i zgubiłem trasę dokładając kilka minut. Wjeżdżając znów na szlak zawróciłem innego kolarza, który tak samo jak ja się pomylił. Końcówka wyścigu była już naprawdę bardzo błotna i rozjeżdżona, tak że każdy mógł się wykazać swoimi umiejętnościami technicznymi. Trasa była miejscami interwałowa ze stromymi podjazdami i zjazdami, a po spadnięciu deszczu zrobiła się znacznie bardziej wymagająca technicznie. Po nieco ponad 5h jazdy przemoczony, zmarznięty i kompletnie ubłocony zameldowałem się na mecie jako 11 open i 5 w kat. M2. Start ten uważam za bardzo udany a założenia zrealizowane w 110 procentach."
Pozdrawiam Tomek!!!
|
|
|
|
|
|
|
|
MTB Kaczmarek Electric - Sulechów
Dodano: 2011.05.16
Kolejny wyścigowy weekend za nami, tym razem wzięliśmy udział w maratonie serii MTB Kaczmarek Electric w niedalekim Sulechowie.
Trasa maratonu była szybka i stosunkowo płaska , tylko 577 m przewyższeń i 56 km na dystansie MEGA, co i tak jest niezłym wynikiem jak na tę część Polski. W każdym razie nie brakowało podjazdów oraz ciekawych technicznych zjazdów. Podsumowując, trasa była ciekawa i perfekcyjnie oznakowana, co nie zawsze jest standardem szczególnie na lokalnych imprezach. Do tego fajna oprawa na starcie i mecie oraz elektroniczny pomiar czasu stwarzały dobre warunki do ścigania.
Tym razem na starcie pojawiło się 217 zawodników a wśród nich trójka z 2x3 BikeTeam : Rafał, Karol oraz Jacek. Po niespełna dwóch godzinach wszyscy pojawili sie na mecie zajmując w swoich kategoriach kolejno 3, 10 i 5 miejsce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Wieści z szosy - ostatnie wydarzenia.
Dodano: 2011.05.16
W ostatnim czasie odbyło się kilka wyścigów szosowych w których startowali nasi zawodnicy. Poniżej krótkie relacje Adriana Trycha i Jakuba Deca.
Adrian :
" Po trzy letniej przerwie rozpocząłem ściganie z licencją Masters w XVIII Ogólnopolskim Kryterium Ulicznym o Puchar Karkonoszy z okazji "Wiosny Cieplickiej". Trasa Kryterium bardzo szybka, więc starałem się trzymać czuba peletonu żeby mieć dobrą pozycję do ataku na punktowanych okrążeniach. Niestety musiałem uznać wyższość innych zawodników w walce na finiszach i mimo prób zdobycia punktów żadne się nie powiodło. Max. prędkość jaką zanotowałem na wyścigu sięgnęła 60 km/h i śr.wyścigu blisko 44 km/h. Ostatecznie zająłem VI miej. co uznaję za dobry wynik i dobrą prognozę przed kolejnymi startami "
Kolejny dzień startu, tym razem zawitałem do Podgórzyna by zmierzyć się z podjazdem na trasie Podgórzyn-Przesieka ( Droga Sudecka ).
7,5 -kilometrowym podjazdem z Podgórzyna do Drogi Sudeckiej! zmierzyłem się po raz drugi ostatnim razem startowałem tu w 2007 roku. Starałem się utrzymywać równe, mocne tempo,które pozwoliło na dogonienie dwóch poprzedzających mnie zawodników i na metę ulokowaną na podjeździe z 20% nachyleniem, zameldowałem się z czasem 20 min.25 sek. Co dało mi VI miej. w kategorii Masters I.
Jeden weekend,dwa starty,dwa VI miej. to bilans Majówki w Karkonoszach.
Na kolejny weekend ścigania zawitałem na Pojezierze Brodnickie , nazywane też krainą 101 jezior, położone jest w północno-wschodniej części województwa kujawsko-pomorskiego. Pierwszym startem było II Ogólnopolskie Kryterium Kolarskie o Puchar Banku BGŻ i Nagrodę Firmy ZALMET.
Kryterium odbywało się ulicami brodnickiej starówki. Do pokonania było 18 okrążeń po 1100 m. sędziowie zdecydowali że punktowane będą tylko 6,12 i 18. Od samego startu były próby ucieczki,ale peleton nie odpuszczał i na punktowanych okrążeniach trzeba było zachować czujność i zaatakować w odpowiednim momencie. Zdobyte punkty dały mi I miej. smak zwycięstwa przyszedł szybko,oby tak dalej.
Dzień po Kryterium wystartowałem w IV Ogólnopolskim Wyścigu Kolarskim o Puchar Wójta Gminy Bobrowo. Pogoda z rana nie napawała optymizmem gdyż z nieba sączył deszcz,ale zanim doszło do startu pogoda się poprawiła i zaczęło wychodzić nawet słońce. Trasa bardzo ciekawa, liczyła nieco ponad 80km., niewielkie pagórki i silny wiatr zachęcały do ataków i już na drugim okrążeniu kilku zawodników zainicjowało kluczową jak się później okazało dla wyścigu akcję. Po mocnym ataku na najdłuższym podjeździe peleton "pękł" i z przodu pozostało ok. 8 zawodników. Kolejna "poprawka" przy bocznym wietrze spowodowała, że z przodu zostało już tylko trzech kolarzy, którzy podjęli zgodną współpracę. Jednak tego dnia w peletonie nie było współpracy i z każdym okrążeniem tracił dystans do uciekającej trójki. Z podanych informacji okazało się że w uciekającej trójce jest dwóch zawodników z I kat. więc nie pozostało nic innego jak na próbę odskoczenia od peletonu i stało się zaraz po wjechaniu na ostatnie okrążenie zaatakował zawodnik ja skoczyłem za nim i po kilku km. mieliśmy znaczną przewagę, niestety silny wiatr nie ułatwiał ucieczki i zostaliśmy skasowani. Na podjeździe prowadzącym do mety znowu zaatakowałem niestety zapłaciłem wczorajszym ściganiem i dałem się znów wyprzedzić, zajmując ostatecznie V miej. "
Jakub :
" W sobotę wystartowałem w Pucharze Polski w Maratonach Szosowych w Gryficach. Jako, że w zeszłym roku wygrałem ten wyścig OPEN i M2 na dystansie 100km tak i w tym roku miałem taki zamiar. Startowaliśmy w 5-osobowych grupach, więc ważna była współpraca całego zespołu od startu do mety. Ja czułem się świetnie, jednak nie wszystko poszło po mojej myśli…Dwóch chłopaków z grupy otarło się kołami i leżeli w kraksie co uniemożliwiło im dalszą jazdę z nami i tak we dwóch ciągnęliśmy połowę dystansu… Mój czas nie przełożył się na zwycięstwo na które tak liczyłem i wjechałem dopiero na 9 miejscu OPEN i 3 w kategorii M2…Niby nie ma tragedii ale jechałem tu po wygraną…No cóż walczę dalej!! Wykorzystując sytuację chciałem bardzo serdecznie podziękować Jackowi Kuzyninowi za okazane wsparcie i przyjęcie mnie do 2x3 BIKE TEAM."
|
|
|
|
|
|
|
|
Sekcja szosowa 2x3 Bike Team
Dodano: 2011.05.12
Do Adriana Trycha, który w tym sezonie postanowił skupić się na wyścigach szosowych, dołączył w ostatnich dniach Jakub Dec z Goleniowa reprezentujący dotychczas BMS Goleniów.
Poniżej dossier Jakuba:
Imię i nazwisko: Jakub Dec
Pseudo: Decu
Kategoria: M2
Data urodzenia : 15.02.1988r.
Wzrost: 180
Waga: 78kg
Znak zodiaku : Wodnik
Miejsce zamieszkania: Goleniów
Trenuje kolarstwo od : z przerwami od 2000r.
Rower: składak na ramie SALVADOR (SZOSA), GIANT XTC 2 DISC (MTB)
Ulubiona miejscówka: dobry asfalt;)
Najlepszy wynik: Mistrzostwo Polski LZS na szosie Dobiegniew 2005r.
Cel na 2010 r.: WYGRYWAĆ…
Hobby: Narciarstwo biegowe, boks
O sobie : no właśnie…;)
|
|
|
|
|
|
|
|
Thule Cup #2 - Wągrowiec
Dodano: 2011.05.08
Dzień po maratonie w Zdzieszowicach wyruszyliśmy do Wągrowca, gdzie miała się odbyć druga edycja serii XC Thule Cup. Dojechawszy na miejsce, stwierdziliśmy, że nikogo nie ma. Pierwsza myśl – pewnie pomyliliśmy miejscowości. Jak się później okazało, miejsce rozgrywania zawodów przeniesione zostało na drugi brzeg jeziora. Po kilkunastu minutach krążenia po mieście , w końcu dotarliśmy na miejsce, gdzie mieliśmy jeszcze dobra godzinę, by złożyć sprzęt i porządnie się rozgrzać. Tym razem skład był mniejszy, pojechaliśmy w trzy osoby: Rafał Chmiel, Karol Wojtczak oraz Jacek Kuzynin.
TRASA: Runda o długości trochę ponad 3 km była bardzo ciekawa, podłoże miejscami piaszczyste a bliżej brzegu jeziora, gdzieniegdzie pojawiało się błotko. Trzy dość trudne techniczne zjazdy oraz kilka krótkich, choć dosyć sztywnych podjazdów sprawiały, że można był się naprawdę zmęczyć.
WYNIKI: Pierwszej kolejności wystartowali mastersi, którzy mieli do przejechania 7 rund. W kategorii Masters II Jacek Kuzynin zajął 6 miejsce. Po wyścigu mastersów do boju ruszyła Elita. Bardzo dobrze pojechał Rafał, który od początku jechał w czołówce i ostatecznie zakończył rywalizację na 3 miejscu.
PODSUMOWANIE: Impreza z cyklu Thule Cup była jak zwykle bardzo dobrze zorganizowana, trasa perfekcyjnie wyznaczona i oznakowana, całość prowadzona bardzo sprawnie bez zbędnego przeciągania. I oby tak dalej, czego sobie i organizatorom życzymy.
|
|
|
|
|
|
|
|
" Tour de Bikemaraton " - czyli II etap ESKI w Zdzieszowicach
Dodano: 2011.05.07
Kolejny "etap" Tour de Bikemaraton za nami. Tym razem etap prowadził, jak się okazało całkiem ładnymi trasami Zdzieszowickiej ziemi. Po noclegu w Domu Pielgrzyma na pobliskiej górze Św. Anny, można by powiedzieć namaszczeni mocą tego miejsca ruszyliśmy trasę. Pogoda była przepiękna ponad 20 st. C i słoneczko. Trasa sucha, czego chcieć więcej. Trasa nie była specjalnie wymagająca. Startowaliśmy na dystansie Giga - 73 km i 1600 m przewyższenia. Udało się nam wszystkim dojechać do mety, choć nie bez problemów. Lider drużyny w kat. M4 - Remek złapał gumę i ciężar walki drużynowej w tej kategorii spadł na jego zastępcę Jacka. Remek nie zdołał już odrobić straty i punkty do klasyfikacji drużynowej zabezpieczył Jacek. Poza tym wszyscy ukończyli wyścig na miarę swoich możliwości w tym dniu spełniając założenia.
Drużyna ukończyła wyścig na 6 miejscu - czyli lepiej niż we Wrocławiu.
Indywidualnie :
- Dorota Kwiatkowska 5 w kat. K2,
- Tomek Łukawski - 5 w kat. M2,
- Jacek Kuzynin - 7 w kat. M4,
- Rafał Chmiel - 7 w kat. M3,
- Remek Kuźmicki - 8 w kat. M4,
- Piotr Grzegorczyk 19 w kat. M3.
|
|
|
|
|
|
|
|
Andalucian Cycling Experience cz. 2
Dodano: 2011.05.02
W kolejnych dniach przyszło załamanie pogody, pierwszy raz na tym wyjeździe kończyłem trening w strugach deszczu. Jazda w takich warunkach, szczególnie na zjazdach, przy prędkości 60 km/h nie należy do najbezpieczniejszych. Na szczęście trening nie był długi i ciężki, za to znowu mogłem odkrywać kolejne trasy w okolicach Montecorto. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym jechał dwa razy tą samą drogą, codziennie coś nowego. Podoba mi się zwyczaj tutejszych kolarzy, zawsze podczas treningu jest czas na filiżankę kawy lub cola-cao w przydrożnej kafejce. Dziesięciominutowy postój i dalej w drogę, wszystko na luzie, bez większego spinania. W sumie się nie dziwię, góry i słońce to prawie codzienność, gdybym miał takie warunki koło domu, też byłbym wyluzowany.
Następne dni pogoda w kratkę, raz słońce raz deszcz, ale w sumie nie było źle. Udało mi się „zaatakować” kolejne po Puerto de Las Palomas kultowe wzniesienie w tym rejonie. Jest to ponad 14 - to kilometrowy podjazd pod Puerto de Al Boyar gdzie prowadzi dobra asfaltowa droga. W sumie był to mój 6 z kolei dzień treningowy, więc tempo nie było zawrotne, wjazd zajął mi niemalże godzinę. Takich podjazdów w Polsce nie spotkałem, można ze stałą intensywnością piąć się w górę, świetny trening.
Dzisiaj dzień wolny, wybrałem się zwiedzić okolice, tym razem samochodem odwiedziłem Marbelle nad Śródziemnym, gdzie podobno swój dom ma Antonio Banderas oraz pobliską Ronde. Jutro ostatni, no może przedostatni dzień treningowy i czas wracać do domu. Podsumowując, już dawno tak dobrze nie potrenowałem, w liczbach do tej pory przedstawia się to następująco: 26 h, 599 km, 11 265 m w górę, a to jeszcze nie koniec :).
Pozdrawiam :. Jacek.
|
|
|
|
|
|
|
|
Andalucian Cycling Experience cz.1
Dodano: 2011.04.28
W końcu rozpocząłem swój zaległy tydzień treningowy w Hiszpanii. Wprawdzie u nas pogoda również dopisuje, ale nic nie zastąpi andaluzyjskiego słońca, dobrego asfaltu i wznoszących się dookoła podjazdów.
Tym razem sama podróż poszła jak „po sznurku” bez żadnych problemów, począwszy od dojazdu na lotnisko, poprzez odprawę, lot, wynajęcie samochodu czy w końcu dotarcie na miejsce czyli do Montecorto, małej wsi niedaleko Zahary. Dlaczego właśnie tutaj? Otóż szukałem coś sprawdzonego, co w pełni spełni moje oczekiwania pod względem różnorodności terenu, gdzie nie będę musiał szukać długich podjazdów, tylko skorzystam z doświadczenia innych.
Trafiłem do Ashley i Claire z Andalucian Cycling Experience , małżeństwo, które kilka lat temu sprzedało cały swój dobytek w Anglii i przenieśli się do Montecorto, by otworzyć swój biznes związany z rowerami. Oprócz zakwaterowania które oferują, służą pomocą w doborze odpowiedniej trasy, prowadzą grupowe treningi oraz dysponują warsztatem rowerowym, który jest do dyspozycji zawodników. Więc mam tu wszystko czego potrzebuję, nic tylko trenować.
A teraz o samych treningach:
Pierwszy dzień, był adaptacją po podróży, postanowiłem więc zabrać się z grupą którą stanowiło trzech anglików oraz Jaz z ACE, który nam przewodził. W sumie zrobiliśmy ponad 110 km w 4’45” w bardzo relaksacyjnym tempie. Ten dzień pokazał całe oblicze okolic Montecorto, po prostu bajka, raj dla kolarzy, już nie mogłem doczekać się kolejnych dni.
Następnego dnia otrzymałem od Kuby z VT nowy plan treningowy, więc nie było już mowy o free ride’dzie tylko przyszedł czas na ostry trening. Od Ashley’a dostałem mapkę z trasą gdzie mogłem zrealizować założenia treningowe. Mapka była dokładnie opisana, z wysokościami i kilometrówką, więc nie musiałem kombinować. W sumie zrobiłem 82 km i 1853 m w górę w czasie 3’51”
Trzeci dzień również nie należał do łatwych, miałem do wykonania długi trening wiec wybrałem się z chłopakami, realizując po drodze swój własny trening, który polegał na podjazdach w wysokiej intensywności. W sumie wyszło 5h, 2333 m w górę i ponad 111 km. Fantastyczny dzień, nawet nie wiedziałem kiedy upłynęły te godziny a do domu wróciłem nie czując dużego zmęczenia. Po raz kolejny tutejsze tereny mnie zaskoczyły, znowu było coś nowego, coś niesamowitego. Zobaczymy co jeszcze mnie czeka?
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade w Dolsku i ESKA we Wrocławiu
Dodano: 2011.04.18
Korzystając ze stosunkowo niewielkiej odległości między Dolskiem a Wrocławiem postanowiłem wystartować w dwóch wyścigach, dzień po dniu. Dolsk miał być swego rodzaju rozgrzewką przed główną imprezą we Wrocławiu, więc żeby mocno się nie zajechać pojechałem dystans MINI ( 23 km ). Jak to bywa na takich krótkich wyścigach, od samego startu aż do mety tempo jest na maxa, bez chwili wytchnienia. Trasa była płaska, szybka, poprowadzona drogami leśnymi, gdzieniegdzie piachy, które jeszcze utrudniały jazdę. Tak czy inaczej od samego początku jechałem z przodu, wjeżdżając na 1 punkt kontrolny jako 2 z 1 s. straty. Niestety 6 km do mety wybrałem złą trasę i żeby przebić się przez piachy straciłem sporo siły, co bezlitośnie wykorzystali rywale i w trójkę odjechali mi kilkadziesiąt metrów, które jak się okazało, były nie do nadrobienia. Na metę wjechałem jako 5 open i 4 w kat. M3 w której zostałem sklasyfikowany.
Następnego dnia spotkaliśmy się we Wrocławiu, na starcie byli obecni prawie wszyscy zawodnicy naszego Teamu, łącznie z debiutującą w tym sezonie Dorotą Kwiatkowską.
Tutaj organizatorzy przygotowali dla nas trasę o długości 83 km i przewyższeniu 539 m ( giga ), płaską z jedną sekcją cross country, która skutecznie selekcjonowała zawodników. Taki charakter sprawił, że pierwsza runda była naprawdę w szybkim tempie, dopiero po zjeździe na dystans giga tempo nieznacznie się uspokoiło. W każdym razie było co jechać.
Wyniki zawodników 2x3 BikeTeam w pierwszej edycji ESKA Bikemaraton we Wrocławiu:
- Dorota Kwiatkowska – 4 m. kat. K2 giga
- Remigiusz Kuźmicki – 5 m. kat. M4 giga
- Rafał Chmiel – 6 m. kat. M3 mega
- Jacek Kuzynin – 7 m. kat. M4 giga
- Tomasz Adamski – 8 m. kat. M2 giga
- Tomasz Łukawski – 10 m. kat. M2 giga
- Piotr Grzegorczyk – 13 m. kat. M3 giga
W sumie w klasyfikacji drużynowej uplasowaliśmy się na 7 miejscu.
|
|
|
|
|
|
|
|
Dobry weekend dla 2x3
Dodano: 2011.04.10
W ostatnią niedziele mieliśmy do dyspozycji dwie imprezy, większość z nas wybrała lokalny GRYF Maraton MTB rozgrywany w Puszczy Bukowej w Szczecinie , natomiast Remek Kuźmicki jako jedyny reprezentant 2x3 pojechał do Murowanej Gośliny na Powrade Suzuki MTB Marathon gdzie zajął doskonałe 2 miejsce w kat. M4.
Z racji tego, że te dwie imprezy nie wchodziły w nasz główny cykl, każdy z nas potraktował je jako dobry trening przed zbliżającą się wrocławska edycją ESKA Bikemaratonu. Była to również okazja, żeby spotkać się w tak dużym gronie i pogadać na temat zbliżającego się sezonu.
Ale wracając do samego startu. W Szczecinie organizatorzy przygotowali nową, ciekawą trasę, o długości 71.4 km i przewyższeniu 987 m. Silnie wiejący wiatr jeszcze bardziej utrudniał życie zawodnikom, szczególnie na otwartych odcinkach biegnących po polnych drogach. W każdym razie trasa była sucha, słoneczko świeciło więc warunki idealne jak na te porę roku.
Podsumowując, tego dnia zdobyliśmy pięć miejsc na podium w różnych kategoriach a na szczególne uznanie zasługuje Tomek Łukawski który minął linie mety jako drugi OPEN.
|
|
|
|
|
|
|
|
Thule Cup #1 - Gniezno
Dodano: 2011.04.04
Tym razem jako miejsce spotkania wybraliśmy Dobiegniew, ja dojechałem z Choszczna a Rafał i Karol ze Strzelec. Zapakowaliśmy rowery na naszą teamową przyczepkę i ruszyliśmy w stronę Gniezna. Lepszego rozpoczęcia sezonu nie mogliśmy sobie wymarzyć. Przynajmniej od strony pogodowej. Słońce i ponad 20C stanowiły świetne warunki do ścigania.
Po ok 3 h. byliśmy na miejscu. Na pierwszą edycję Thule Cup przyjechało ponad setka Mastersów, nie licząc zawodników z innych kategorii, więc frekwencja dopisała. Do Gniezna dojechał jeszcze Tomek, więc w sumie z 2x3 było nas czworo. Była to też pierwsza okazja do tego by się spotkać po zimie.
Parę minut po trzynastej wystartował wyścig Mastersów w którym wystartowaliśmy razem z Rafałem, on z pierwszego rzędu, ja natomiast z przedostatniego. Gorszego miejsca nie mogłem sobie wymarzyć. Trasa była wąska, więc wyprzedzanie było nie lada wyzwaniem. Mimo wszystko udałą mi się zająć 6 miejsce w kategorii Masters II. Rafał po pierwszym okrążeniu miał upadek w wyniku którego uszkodził koło i połamał siodełko, co skutecznie wyeliminowało go z wyścigu. Ale Rafał znany jest z woli walki, więc wystartował w kolejnym wyścigu w kategorii Elity, w którym również startowali Tomek i Karol.
W sumie było to bardzo udane rozpoczęcie sezonu, piękna pogoda, trasa fajna, wymagająca akurat na pierwszy wyścig. Świetny trening przed kolejnymi startami a następne zawody już za tydzień w Szczecinie.
|
|
|
|
|
|
|
|
Skład Temu ostatecznie skompletowany.
Dodano: 2011.03.30
Jeszcze do ostatniej chwili trwały rozmowy z zawodnikami, którzy aplikowali do 2x3 BikeTeam. Jak wiecie, preferowane były zawodniczki, które wsparłyby Team w walce o klasyfikacje drużynową w głównym naszym cyklu, czyli ESKA Bikemaraton.
Ostatecznie Team w sezonie 2011 zasili Dorota Kwiatkowska, która ma już za sobą starty min. w MTB Marathon czy Świetokrzyskiej Ligii Rowerowej. Na koncie ma również zwycięstwo w wyścigu Mazowia 24h w kategorii K2. Dorota preferuje długie dystanse, więc będziemy mogli ja zobaczyć chociażby na dystansie giga w Bikemaratonie.
Dossier:
Imię i nazwisko: Dorota Kwiatkowska
Kategoria: K2
Data urodzenia : 29.01.81
Wzrost: 171 cm.
Waga: 56 kg
Znak zodiaku : wodnik
Miejsce zamieszkania: Warszawa
Trenuje kolarstwo od : powiedzmy od 3 lat ;-)
Rower: Canyon LUX MR (składak)
Ulubiona miejscówka: Wisła/Szklarska Poręba
Najlepszy wynik: mazowia 24h 1ms K Open 2008
Hobby:Rower, bieganie, adventure racing, skitoury
|
|
|
|
|
|
|
|
Rozpoczęcie sezonu – Kujawia XC Myślęcinek
Dodano: 2011.03.27
W końcu przyszedł czas sprawdzić nogę po zimowych przygotowaniach i porównać się z innymi zawodnikami. Pierwszy start w tym sezonie przypadł na zawody „Kujawia XC” w Myślęcinku koło Bydgoszczy. Spakowaliśmy się do auta i razem z Rafałem udaliśmy się w stronę stolicy Kujaw. Rano pogoda nie napawała optymizmem, szron na szybach i śnieg na polach nastrajał nas negatywnie. Przecież to już wiosna, zawody, krótkie spodnie itd. Po ponad dwóch godzinach byliśmy na miejscu, w prawdzie temperatura wzrosła o pare stopni, ale przyszła czarna chmura, z której nieśmiało spadł śnieg. Na szczęście pogoda zmieniała się i wyszło słońce. Przebraliśmy się, złożyliśmy rowery i pojechaliśmy na rozgrzewkę przejechać rundę. Po ok. 2 km poczułem, że coś wpadło mi w tylne koło, okazało się, ze gruba gałąź weszła mi miedzy łańcuch i kasetę, uszkadzając doszczętnie tylna przerzutkę i hak. No i było po wyścigu. Pierwszy raz mogłem uczestniczyć w zawodach jako kibic.
Ok. 14.30 był start Mastersów, którzy mieli do przejechania cztery okrążenia, jak się później okazało, aż cztery… Jako widz, mogę powiedzieć, że trasa naprawdę była świetnie poprowadzona, trudna i wymagająca, z licznymi podjazdami, a mokre podłoże w liściastym lesie, sprawiło, że miejscami trzeba było się wykazać nie lada techniką. Rafał wystartował bardzo dobrze, prowadząc stawkę. Taktyka była prosta – mocno od samego startu, żeby już od początku ustawić wyścig, a później trzymać pozycję. I tak praktycznie było, na pierwszym okrążeniu uformowała się pierwsza trójka: Zbyszek Górski z Corrateca, Michał Gołębiewski z Torunia i Rafał Chmiel i 2x3, praktycznie przez 3 kolejne okrążenia nic się nie zmieniło. Tak, że mamy w tym sezonie pierwsze podium w 2x3 BikeTeam.
Rafał tuż po zakończeniu wyścigu przyznał, że trasa była naprawdę bardzo ciężka, szczególnie jak na początek sezonu, gdzie poziom wytrenowania nie jest jeszcze na najwyższym poziomie. Tak czy inaczej, był to świetny trening, który na pewno przyniesie dużo korzyści w kolejnych startach. A za tydzień następny, tym razem w Gnieźnie w serii Thule Cup, mam nadzieje, że nasz teamowy mechanik wyszykuje mi rower ;)
JK
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - finał.
Dodano: 2011.03.26
Czas pożegnania nadszedł...i nawet może nie w mocnym, ale znamiennym stylu. Bo jak coś się ma stać, to albo na początku - a to już było (korba), albo na końcu, a to się właśnie stało. Ale o tym później. Gdy rano wstałem licząc, że pogoda będzie już tylko lepsza, z niesmakiem ujrzałem zachmurzone niebo i nadal uginające się palmy pod naporem wiatru, choć jakby słabszego. Wyjazd na trening odkładałem kilka razy licząc naiwnie, że a nóż za chwilę się rozpogodzi. Niestety poprawa pogody nie następowała. Trudno. Trzeba wreszcie ruszyć bo tak czekając mogę doczekać nocy. Trochę wbrew sobie, w ślimaczym tempie szykowałem rower, bidony i wreszcie po godzinie 12 ruszyłem w góry. Miłym akcentem było, gdy jadąc drogą podjechał do mnie mały samochodzik, w którym zauważyłem może siedemdziesięcioletniego kierowcę, a zaraz opuszczającą się szybę pasażera, w zasadzie pasażerki, którą okazała się być równie wiekowa szykowna dama. Gdy nasze oczy spotkały się, ów dama zaczęła wykrzykiwać jakieś hiszpańskie okrzyki dopingujące mnie do jeszcze szybszej jazdy, po czym się uśmiechnęła odpowiadając tym samym na mój uśmiech, zamknęła szybę, a dziadek dodał gazu i odjechali w sobie tylko znanym kierunku. Pomyślałem sobie wtedy, jak tu jest miło, jak kolarze są szanowani. Czy u nas jest to możliwe?. Pewnie tak, ale hasła jakie usłyszałbym z samochodu, na pewno nie miałyby za zadanie mnie dopingować, chyba że do tego, abym jak najszybciej spier... z drogi.
Sam trening był mocny, ale choć był powtórzeniem wcześniejszego treningu z wtorku, czułem się znacznie lepiej może to dzięki babci:). Wracając już z treningu zauważyłem, że coś jest nie tak z tylną przerzutką, której praca od dłuższego czasu mnie irytowała. Nie dość, że miała problemy z precyzyjną pracą to dodatkowo przestał wchodzić na największą zębatkę. Pomyślałem że to pewnie znów pancerze - "te beznadziejne, przepłacone Dura Ace" - myślałem i kombinowałem co tu kupić nowego. Przed wieczornym treningiem postanowiłem przyjrzeć się dokładniej usterce i gdy tylko nacisnąłem na klamkę usterka ta natychmiast obnażyła mi swoją przyczynę. Zerwała się linka w klamce. I co tu teraz zrobić? Mam przecież jeszcze dwa treningi. Narzuciłem łańcuch na trzecią zębatkę od dołu, przyblokowałem przerzutkę dolnym ogranicznikiem i ruszyłem 10 km. do sklepu do Estepony jak na ostrym kole. W sklepie, językiem migowym, bo angielski tutaj to jak u nas chiński, wytłumaczyłem o co mi chodzi i dostałem jakąś tam linkę za 1euro. Naprawy dokonałem na miejscu przed sklepem bo wewnątrz mi zabronili i wróciłem do domu. Na tym zakończył się mój trening i tylko żałowałem, że linka nie zerwała się wcześniej bo nowa pozwalała na jeszcze bardziej precyzyjną zmianę przełożeń niż kiedykolwiek wcześniej. Jutro krótki trening z samego rana, pakowanie i szybki wyjazd do Malagi, gdzie zamierzam być na kilka godzin przed odlotem, aby jeszcze trochę pozwiedzać to ponoć bardzo piękne, stare miasto - stolicę Costa del Sol. O 17.20 wylot i po 23 zamierzam ściskać się ze swoją rodzinką.
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - dzień 5.
Dodano: 2011.03.25
I wreszcie można poganiać na golasa... .
Pogoda się poprawiła, słoneczko lekko przypieka choć wiatr nadal smaga. Ponownie wybrałem się na Casares. Nie dla widoków, bo już mi się opatrzyły, ale dlatego, że blisko i wiem czego się można spodziewać. Trening był średniomocny, interwałowy, ale nie napiszę jaki bo pewnie szpiegujecie ;), a to przecież tajemnica bo skąd możecie wiedzieć, że kolarze na treningach robią interwały i to w dodatku nie w tlenie. No ale wystarczy tych podśmiechujek.
Było jak było, ale fakt - wychodzi już zmęczenie. Dzisiaj wieczorem miałem przyjemność zobaczyć grupkę 8-10 hiszpańskich kolarzy. Dla nich trening na rowerze to jak dla nas mycie zębów - no może nie jak dla wszystkich. Zły przykład - jak walenie wina za rogiem - też nie dla wszystkich, ale idea jest podobna, spotykają się, pogadają, mile spędzą czas i po 2 godzinach wracają zadowoleni do dom. No ci od wina może trochę później, no ale idea jest ta sama :)
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - dzień 4.
Dodano: 2011.03.24
Hola!!
Dzisiaj będzie mniej rowerowo, a to dlatego że trening był stosunkowo krótki, zwykła jazda dwugodzinna w tlenie wzdłuż wybrzeża, tak aby trochę złapać oddechu po ostatniej walce z siłami przyrody. Pogoda nadal niespecjalna, w prawdzie wiało mniej - może 4 st. B, ale mimo to nie było do śmiechu. Po treningu nastał czas na pierwsze "zajęcia kulturalno-oświatowe". Postanowiłem skorzystać z okazji, że jestem tu gdzie jestem i wybrałem się do Wielkiej Brytanii, a dokładnie do kolonii Jej Wysokiej Mości Królowej - Gibraltaru, do którego miałem zaledwie 34 km. Nie mogłem nie skorzystać.
A teraz kilka faktów i spostrzeżeń. Gibraltar jest podobno najbardziej zaludnionym miejscem w Europie. Na 1 km2 przypada ponad 4 tys. mieszkańców, a jest ich ok. 29 tys. Waluta to oczywiście funt, język angielski, raczej mieszaniec, no i są czerwone budki telefoniczne i piętrowe autobusy. Gibraltar jest zamożnym terytorium ze względu na porty, ale ma stale problemy ze słodką wodą, którą jako deszczówkę magazynują w specjalnych zbiornikach wykutych w skale, a częściowo odsalają wodę morską.
Co warto zobaczyć? Specjalnie nie mogę potwierdzić, bo nie wszystko widziałem, a raczej mało ze względu na czas, ale podobno są tam przepiękne jaskinie wykute w wapiennej skale. Najpopularniejsza to jaskinia Św. Michała, gdzie w czasie drugiej wojny św. miał być szpital. Na szczycie skały 412 m npm są ogromne działa, które strzegły cieśniny gibraltarskiej. Charakterystyczne dla tego miejsca są żyjące na wolności - i tylko tam w Europie - małpy berberyjski. Zamieszkują zbocza skalne i łażą wszędzie powyżej zamieszkałej części miasta. Trzeba uważać bo małpy potrafią zaatakować turystę, który np. pochopnie wyciągnie jakieś jedzenie. Karminie małp grozi zresztą karą 500 funtów. Poza tym zwiedziłem cmentarz Trafalgarski, gdzie spoczywają prochy żołnierzy angielskich sprzed ponad 200 lat. Są to mogiły żołnierzy poległych w bitwie pod Trafalgarem - bardzo ładne spokojne miejsce. Ciekawostką jest to, że aby wejść/wjechać do Gibraltaru trzeba sunąć przez pas startowy tamtejszego lotniska. Czasami, gdy coś startuje lub ląduje to cały ruch jest zatrzymywany. Poza tym, jeśli ma się dużo czasu można zobaczyć jeszcze wiele innych atrakcji, jak np.: Tunele II woj. światowej - system tuneli wykuty w skale, które miały przystosować Gibraltar do niechybnej obrony przed Niemcami. Pokazy delfinów - można wypłynąć na zatokę gibraltarską, gdzie delfiny w naturalnych warunkach wyskakują z wody, opływają łódź niemal na wyciągnięcie ręki. Jest tu także 100 tonowe działo z XIX wieku - jeden z dwóch zachowanych takich egz. na świecie. Jeśli ktoś się tu wybierze, to odradzam wjazd do Gibraltaru samochodem. Najlepiej zostawić w Hiszpanii przed granicą i przejść pieszo, ze względu na problem z późniejszym wyjazdem. Kolejka nie ma końca, a odprawa graniczna i celna jest dość częsta ze względu na fakt, że Gibraltar to również strefa bezcłowa i drobnych przemytników jest tam bardzo dużo, tzw. mrówek noszących w tą i z powrotem po jednej sztandze tanich markowych papierosów . Na skałę można wjechać samochodem, busem - 25 funtów, wejść pieszo lub tak jak ja to zrobiłem wjechać kolejką linową za 9 funtów w dwie strony. Zresztą jeśli już wjedziecie samochodem to najlepiej od razu jechać w stronę kolejki, gdyż jest tam duży raczej darmowy parking. Ja za parking w Hiszpanii za 4 godziny zapłaciłem 9 Euro. To tyle. Jutro ma być nieco ładniejsza pogoda a ja mam do zrobienia trochę podjazdów .
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - dzień 3.
Dodano: 2011.03.23
Dzień ten był chyba najcięższym dniem treningowym w tym sezonie. Łącznie 4,5 godziny w dwóch jednostkach treningowych.
Pogoda jeszcze się pogorszyła. Zaczęło wiać naprawdę mocno - 6 st. B i do tego co jakiś czas przeleciał mały deszcz, a ja nie specjalnie przygotowałem się na takie warunki. Najpierw 3,5 godzinny trening dość intensywnie w sumie nic szczególnego, przy dobrze wyznaczonych strefach organizm powinien nadążać z usuwaniem mleczanu z mięśni. Po 1,5 godzinnej zabawie z podjazdami nadszedł czas na jazdę jednostajną stosunkowo mocną. Cały problem jaki się tutaj pojawił to był ten przeklęty wiatr i trasa biegnąca wzdłuż morza. Szarpało mną jak latawcem. Puszczenie kierownicy choćby jedną ręką groziło utratą kontroli nad rowerem, więc napicie się z bidonu było nie lada wyzwaniem. Większość tej trasy stanowiła jazda pod wiatr. Urobiłem się jak na wyścigu. Trening skończyłem na ostatnich nogach, siłą woli, a do tego do kwatery musiałem jeszcze podjechać pod sporą górkę.
W domu szybka regeneracja - apteczka kolarza (różne tam pigułki, proszki), makarony, prysznice, żele wcierane w nogi, nogi na ścianę i czekam. Wieczorem choć z niechęcią, ale mając świadomość wagi tej jednostki treningowej w procesie regeneracji organizmu, wsiadłem na rower i w tempie żółwia ruszyłem do Estepony na godzinny rozjazd. Faktycznie po przyjeździe czułem się znacznie lepiej, niż przed nim. Reasumując łącznie zrobiłem tego dnia ponad 106 km, spaliłem ponad 4000 kalorii.
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - dzień 2.
Dodano: 2011.03.22
Dzień zacząłem od poszukiwania podkładki do korby. Po odwiedzeniu kilku warsztatów samochodowych, sklepów z częściami samochodowymi i rowerowymi wreszcie dotarłem do "wszystkomającego" sklepu z "widłami i powidłami", gdzie z 2 euro kupiłem sobie kilka podkładek w różnych rozmiarach. Czym prędzej wróciłem na kwaterę i złożyłem rower. Tym razem zabrałem na trening niezbędne klucze i ruszyłem. Założenie to podjazdy w dość szybkim tempie. Tego dnia trenowałem na Jacka podjeździe - trasie na Casares - jednym z białych miasteczek wklejonych w skały. Widok przepiękny. Dzień był bardzo wietrzny więc i podjazdy były szarpane, a o zjazdach już nie wspomnę, gdy przy prędkościach dochodzących do 60 km/h miotało mnie po całej drodze. W sumie na 64 km. jakie przejechałem, zrobiłem 2400 m. przewyższeń. Później śródziemnomorskie jedzenie - makaron z krewetkami i warzywami grilowanymi do tego sałata z oliwą, pomidorami i oliwkami. Wieczorem zrobiłem sobie jeszcze rozjazd do Estepony, a jutro znowu uderzam w góry
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - dzień 1.
Dodano: 2011.03.21
Treningi czas zacząć. Pogoda - całkiem ładna , świeci słoneczko, nawet grzeje, tylko wiatr od Afryki zwany Lewante, ochładza wymarzone i długo oczekiwane śródziemnomorskie warunki treningowe. Nie tam, żebym narzekał bo i tak jechałem na krótko, budząc wśród lokalesów spore zainteresowanie, ale zawsze chce się więcej niż się ma. Wszyscy, których mijałem jechali w długich zimowych spodniach i bluzach. Dla nich to jeszcze zima. I nie ma się co dziwić, wszak latem mają ponad 40 st. C, a tu dopiero jakieś marne 17. Dodam, że 17st. tutaj to nie 17 u nas bo promienie słońca sprawiają wrażenie że jest znacznie cieplej i tylko ten wiatr...
A co na treningu? Dzisiaj zapoznawczo 2 godziny wg. samopoczucia, czyli stosunkowo mocno. Było świetnie, ale tylko do pewnego momentu. O 12.00 udałem się wzdłuż morza w kierunku Gibraltaru, taką ich drogą ekspresową dwa pasy w jednym i dwa w drugim kierunku, odgrodzone od siebie i jeszcze metrowe pobocze. W Polsce byłaby to pełną gębą autostrada, a tutaj można nawet jechać sobie rowerem, nikt nie trąbi, policja nie zatrzymuje i tylko trzeba uważać aby nie przekroczyć 110 km/h. Raz bliski byłem złamania tego ograniczenia, zjeżdżając z jednego z licznych wzniesień z prędkością ponad 70 km/h. I tak sobie jechałem chłonąc piękne widoki, gdy nagle po ok. 80 minutach odpadłą mi korba :( I co tu robić? Brak kluczy, pomocy nie ma skąd zasięgnąć. Zbadałem szybko przyczynę i okazało się, że podczas montażu korby nie dałem podkładki kontrującej i korba w wyniku ruchu obrotowego odkręciła się. Nie można tak stać ruszyłem więc w kierunku startu. Jakoś doczłapałem się do stojącego 2-3 km. dalej campingcara na austriackich tablicach, myśląc że kto jak kto, ale karawaniarze muszą mieć pełen zestaw kluczy. Nie myliłem się. Szybko naprawiłem rower i wróciłem do domu. Naprawa jednak okazała się tylko chwilową poprawą sytuacji bo bez tej podkładki korba wciąż się luzuje. Jutro z rana wyjazd w poszukiwaniu podkładek. Tylko gdzie ich szukać? Jedną taką widziałem przed odlotem na podłodze swoim garażu, zastanawiając się do czego ona jest. Teraz już wiem.
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień treningowy w Hiszpanii - Lecieć czy nie lecieć?
Dodano: 2011.03.20
Zacznę o wyjazdu. Nie jestem specjalnym sympatykiem latania, dlatego zawsze wsiadam do samolotu tylko gdy muszę. Tym razem moje obawy były stale podsycane jakimiś niby pozornymi, ale jednak oznakami, że ten lot będzie ostatni.
Najpierw w Berlinie przed lotniskiem zauważyłem 2 muzułmanów modlących się na swoich dywanikach w kierunku słońca... i myśl, a po co oni się tak nagle modlą, a czy ci z 11 września też się tak modlili? No cóż, nie można przecież wszędzie widzieć zła.
Do odprawy, czekam na samolot, i co widzę - rozpakowują wszystkie bagaże, coś nie tak z samolotem - kolejny sygnał "nie leć" . No ale myślę sobie, że pewnie dobrze że znaleźli usterkę na ziemi a nie w powietrzu, to tylko dobrze rokuje. Zmiana samolotu. Po godzinie opóźnienia siedzę wreszcie w Embrajerze EasyJet'a. Jeszcze po pokładzie biega obsługa techniczna, bo to przecież na gwałt podstawiony plane. Siadam i bacznie obserwuję co oni robią, bo mogę jeszcze zrezygnować, gdy zauważę jakieś dziwne grymasy na ich twarzach. Grymasy się pojawiły, ale nie u nich a na twarzy stewardesy, która usilnie zwracała im uwagę na niedziałający monitor, z którego stewardzi obsługują przelot i podają komunikaty. Obsługa techniczna olała temat, a ja zaraz myślę, że skoro monitor nie działa to może przyczyna jest głębsza, może to tylko początek całego łańcucha mających nastąpić po sobie awarii systemu informatycznego w samolocie, Najpierw monitor stewardesy, później pilota, później brak tlenu a następnie wiadomo co. Moje myśli odnośnie wyjścia z samolotu stawały się coraz poważniejsze. I pewnie gdybym nie miał roweru w luku bagażowym to pewnie opuściłbym samolot - w końcu otrzymałem trzeci mocny sygnał. I gdy tak walczyłem z myślami co zrobić, drzwi się zamknęły, standardowa procedura o zapinaniu pasów i wyjściach awaryjnych - czwarty sygnał... i samolot ruszył. Gdy osiągnął pułap byłem już spokojniejszy bo przecież najwięcej wypadków zdarza się przy starcie i lądowaniu. Czyli następne problemy za 3 godziny, choć w tym wypadku i tak już nie mogę wysiąść i zdany jestem na los. A los okazał się łaskawy. Po 3 godzinach byłem w Maladze. Szybkie wynajęcie samochodu i dalej autostradą 100 km. na południe do Karola - 30 km na północ od Gibraltaru, który jak co roku użycza nam swojego mieszkania.
Na początek przedstawię swój rower - Colnago Arte, po mocnym upgrade - z pierwotnej wersji pozostała tylko rama i stery. Dołożyłem pełną Ultegrę, korby FSA K-SL, zębatka specjalnie, po doświadczeniach z zeszłego roku, została zwiększona do 28 zębów. Do tego Powertap i licznik Garmina.
Piotrek Grzegorczyk
PS. W Hiszpanii miałem spotkać się z Piotrkiem po tygodniowym pobycie w Montecorto gdzie miałem uczestniczyć w Winter Cycling Trening Camp. Niestety z przyczyn niezależnych musiałem wrócić do Polski następnego dnia po moim przylocie do Hiszpanii. Biorąc te wszystkie okoliczności pod uwagę, nie dziwię się Piotrkowi, że miał pewne obawy i wszystkie sygnały traktował jako ostrzeżenia. Tak czy inaczej, wszystko dobre, co się dobrze kończy, więc ciśnij tam Piotrek i zdawaj nam relacje na bieżąco.
Pozdrawiam - Jacek Kuzynin
|
|
|
|
|
|
|
|
Najblizsze starty.
Dodano: 2011.03.17
Już niedługo zacznie się kalendarzowa wiosna a wraz z nią rozpocznie się sezon startowy. Inauguracją będzie wyścig XC z serii Kujawia XC, który odbędzie się ,27 marca w Myślęcinku koło Bydgoszczy. Będzie to niezłe przetarcie oraz ostatni sprawdzian formy przed głównymi zawodami.
Tydzień po Kujawii rozpoczyna się kolejny cykl zawodów XC a mianowicie wielkopolski Thule Cup. Tym razem pierwsze zawody cyklu będą miały miejsce w Gnieźnie, a na starcie 3 kwietnia na pewno pojawią się zawodnicy 2x3.
10 kwietnia to termin kolejnej lokalnej imprezy, nie bedą to zawody XC ale pierwszy w tym sezonie maraton MTB. Mowa tu oczywiście o GRYF-ie, który już tradycyjnie za miejsce pierwszej imprezy wybrał Puszczę Bukową w Szczecinie.
Natomiast 17 kwietnia rozpoczyna się główny cykl maratonów ESKA Bikemaraton. Na starcie we Wrocławiu staną wszyscy zawodnicy 2x3 BikeTeam by walczyc o jak najlepsze pozycje indywidualnie i kategorii drużynowej.
To tyle jeśli chodzi o plany na najbliższy miesiąc, do zobaczenia na starcie !
|
|
|
|
|
|
|
|
Badania wydolnościowe.
Dodano: 2011.03.07
Po dobrze przepracowanej zimie, przyszedł czas na kolejne badania wydolnościowe, sprawdzające obecny poziom wytrenowania. To już drugie testy przeprowadzane na AWF-ie w Gorzowie, pracownia jest bardzo dobrze wyposażona a kadra naukowa bardzo pomocna i kompetentna. W poprzednich latach na badania jeździliśmy do Katowic, co się wiązało z długą podróżą i stratą całego dnia, Gorzów mamy w zasięgu ręki, więc jest krótko mówiąc - wygodniej.
Badania są dla nas o tyle ważne, że część naszych zawodników trenuje w oparciu o mierniki mocy, a jak jest powszechnie wiadomo, w miarę dobrze przeprowadzonego treningu, moc rośnie, więc co trzy miesiące konieczne jest wyznaczania nowych stref. Dzisiejsze badania pokazały, że każdy z nas zrobił progres, więc jest to dobry prognostyk na początek sezonu. Wiemy co należy poprawić i nad czym pracować w najbliższych dniach, tygodniach, miesiącach.
|
|
|
|
|
|
|
|
Tydzień włoski.
Dodano: 2001.02.27
Po tygodniu spędzonym w Les Diablerets przeniosłem się do położonego we włoskich Dolomitach na wysokości 1500 m n.p.m. Campitello, by wraz z rodziną spędzić drugi tydzień ferii zimowych. Jak się okazało, tutaj zima w pełni, więc trzeba było zapomnieć o rowerze i znowu przerzucić się na narty biegowe. Już nie było tak fajnie, rano kiedy zaczynałem trening słońce było jeszcze za górami, a temperatura dochodziło do 10 C poniżej zera. Przynajmniej trasy na biegówki miałem 50 metrów od miejsca gdzie mieszkaliśmy, więc nie było problemów z wykonaniem treningów. W sumie taki układ był niezły, bo znowu poczułem głód roweru, którego teraz będzie naprawdę dużo.
Podsumowując w cyfrach te dwa tygodnie:
Treningi na rowerze: 9h45’, przejechane 170 km i 3834 m w pionie, spalone 4193 kcal.
Treningi na nartach: 18h, przejechane 180 km i 2560 m w pionie, spalone 9958 kcal.
Teraz najbliższe dwa tygodnie spędzę w domu, w międzyczasie wykonamy badanie na AWF-ie w Gorzowie, by już 12 marca wylecieć na dwa tygodnie na południe Hiszpanii by w słońcu ostro potrenować. Tym sposobem zakończę okres zimowych przygotowań i wejdę w sezon startowy.
|
|
|
|
|
|
|
|
Dwa tygodnie dobrego treningu - tydzień szwajcarski
Dodano: 2010.02.20
W Polsce po ostatniej fali ocieplenia, znowu przyszła zima. Warunki do jazdy na rowerze takie sobie a trenować trzeba, bo pierwsze starty już za niespełna dwa miesiące. Korzystając z ferii zimowych postanowiłem spędzić dwa lutowe tygodnie w Alpach i nie nastawiałem się na jazdę na nartach czy snowboardzie tylko na rowerze, alternatywą były ewentualnie narty biegowe. Moją decyzję potwierdziły jeszcze prognozy pogody, które wskazywały słońce i ok. 15C.
Pierwszy tydzień spędziłem w Szwajcarii w miejscowości o demonicznej nazwie Les Diablerets , wioska leży na wysokości 1200 m.n p.m. i jedyna opcja na szosę był 20 km zjazd na „niziny” lub ok. 15 km. pod górę w kierunku lodowca . Na treningi wybrałem pierwszą opcję, czyli 30’ w dół i później 90’ podjazd. W sumie zaliczyłem cztery takie sesje podjazdowe. Dwa dni, ze względu na pogodę, spędziłem na nartach biegowych, robiąc przede wszystkim trening objętościowy w tlenie. Przyznam szczerze, że był to miły przerywnik między rowerem. Trasy biegły w dolinie i w lesie, świetnie przygotowane i prawie nieuczęszczane, Większość czasu byłem sam na trasie, co się rzadko zdarza w naszych Jakuszycach.
Sobota z racji podróży do Włoch była dniem odpoczynkowym, w tym dniu postanowiłem jeszcze choć na chwilę zajechać do mojego ukochanego Torbole nad Gardą na filiżankę grande cappuccino.
Jacek Kuzynin
|
|
|
|
|
|
|
|
Trening wysokogórski Piotra Grzegorczyka.
Dodano: 2011.02.11
Ostatni tydzień Piotrek spędził we Włoszech, wykorzystując ten czas na trening. Poniżej krótka relacja Piotra z pobytu:
" W dniach 29-01 do 05-02-2011r. przebywałem wraz z rodziną we Włoskim Livigno. Livigno to piękna miejscowość położona na granicy ze Szwajcarią, do której możesz dostać się tylko przez 3,5 km. tunel o szerokości jednego samochodu, co sprawia że jest on otwarty na wjazd w godzinach 9-17 a na wyjazd 5-9. Livigno to miejscowość tzw. bezcłowa. Tania elektronika, perfumy, okulary, alkohole i paliwo – diesel 0,91 €.
Ale nie to mnie tam sprowadziło. Głównie klimat górski, trasy biegowe i zjazdowe. Nie spodziewałem się, że rano jest tam -15 st. C i dopiero ok. 10.00 temperatura wraz ze wschodzącym zza gór słońcem osiąga dające się znieść poziomy w okolicach - 3-4 st. C przy świecącym już słoneczku nie było odczuwalne negatywnie. Tak więc poranne biegi musiałem przełożyć na popołudniowe. Słońce świeciło do 17.50 a o 18.00 robiło się nagle czarno jak w nocy. Trasy biegowe codziennie wieczorem były przygotowywane przez ratraki. Trasy w sumie bardzo łatwe, płaskie z kilkoma średniej trudności i długości podbiegami. Treningi odbywały się na wysokości ok. 1800 –1900 m npm, w czasie do 2 godzi. łącznie przebiegłem ok. 100 km, które mam nadzieje przeniosą się na poprawę mojej wydolności na rowerze, bo jak wszyscy wiemy trening wytrzymałościowy na wysokości przynosi dobre rezultaty."
|
|
|
|
|
|
|
|
Poszukujemy dziewczyn do Teamu !
Dodano: 2011.01.14
2x3 Bike Team poszukuje zawodniczek, które wsparły by Team w walce w klasyfikacji drużynowej w cyklu ESKA Bikemaraton oraz reprezentowały by Team w innych maratonach MTB. Ambitne, pracowite i zdolne - tylko takie mamy wymagania.
Osoby zainteresowane prosimy o kontakt na: biketeam@2x3.pl . Proszę dołączyć swoje dotychczasowe osiągnięcia oraz zdjęcie.
|
|
|
|
|
|
|
|
Plany startowe na 2011.
Dodano: 2010.12.27
Większość organizatorów wyścigów XC i Maratonów MTB podała już swoje termin. Trzeba przyznać, że przyszły rok będzie obfitował w różnego rodzaju imprezy kolarskie. Praktycznie nie będzie weekendu w którym nie będzie rozgrywany wyścig. I jak się w tym wszystkim połapać ?
Myśmy wspólnie zdecydowali, że dla 2x3 BT najważniejszym cyklem w najbliższym sezonie będzie Bikemaraton organizowany przez Macieja Grabka oraz Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB. Całość kalendarza dopełnią zawody XC z cyklu Thule Cup oraz lokalny Gryf Maraton MTB. Z zagranicznych startów planujemy jedynie Salzkammergut Trophy tym razem na dystansie C ( ~ 70 km ).
|
|
|
|
|
|
|
|
Skład 2x3 BikeTeam na sezon 2011.
Dodano: 2010.12.22
Znamy już skład grupy na nowy sezon. Oprócz sześciu zawodników, którzy startowali w barwach Teamu w 2010 dołączyło dwóch kolejnych, tj. Tomek Łukawski, który jeździł już z nami w 2009 roku oraz Karol Wojtczak ze Strzelec Krajeńskich, który jest nowym nabytkiem i sporym wzmocnieniem Teamu.
Poniżej dossier Karola i kilka jego zdjęć, jeszcze w starych barwach:
Imię i nazwisko: Karol Wojtczak
Kategoria: M2
Pseudo: Icek
Data urodzenia : 01.10.1987
Wzrost: 181 cm
Waga: 71 kg
Znak zodiaku : Waga
Miejsce zamieszkania: Strzelce Krajeńskie
Trenuje kolarstwo od : 2007 r.
Rower: FOCUS a w niedalekiej przyszłości SCOTT :]
Ulubiona miejscówka: Istebna. Karpacz
Najlepszy wynik:
-I miejsce Szczecin Gryf MTB
-I miejsce Barlinek Gryf MTB
-II miejsce Wałcz Gryf MTB
-III miejsce Wieleń Michałki MTB
Cel na 2011 r.: wygrać kilka maratonów :) albo chociaz wskoczyć w pierwszą trójkę :]
Hobby: Sport ( kolarstwo, pływanie), wędkarstwo, majsterkowanie
O sobie : raczej spokojny i wesoły :] w trakcie maratonu skoncentrowany i dążący do osiągnięcia jak najlepszego wyniku!
Pełny skład 2x3 BikeTeam:
- Tomasz Adamski kat. M2
- Rafał Chmiel kat. M3
- Piotr Grzegorczyk kat. M3
- Jacek Kuzynin kat. M4
- Remigiusz Kuźmicki kat. M4
- Tomasz Łukawski kat. M2
- Adrian Trych kat. M3
- Karol Wojtczak kat. M2
|
|
|
|
|
|
|
|
Jakuszyce - nordic ski weekend.
Dodano: 2010.12.20
Ostatni weekend spędziliśmy ( Piotrek i Jacek ) w Jakuszycach. Był to pierwszy w tym roku wyjazd na narty biegowe, wiec można powiedzieć, że rozpoczęliśmy sezon. Warunki śniegowe doskonałe, trasy jak zawsze w Jakuszycach przygotowane bardzo dobrze, więc tylko biegać. Pogoda nas jednak nie rozpieszczała, trzeba było mieć sporo determinacji, by codziennie rano przy -13C i silnym wietrze wyjść na trening. Ale jak wiadomo narty to świetne uzupełnienie treningu kolarskiego właśnie w tym okresie, więc mam nadzieję, że następny wyjazd będzie już w większym gronie. Kolejny termin to 5 - 9 stycznia.
|
|
|
|
|
|
|
|
Tomek Łukawski wraca !
Dodano: 2010.12.10
Po rocznej przerwie do podstawowego składu 2x3 BikeTeam wraca Tomek Łukawski. W sezonie 2010, Tomek ścigał się głównie na szosie oraz sporadycznie w maratonach MTB. W chwili obecnej Tomek rozpoczął przygotowania do nowego sezony, są to treningi oparte głownie na marszo biegach. Jak tylko warunki pozwolą rozpocznie jazdę na rowerze.
Jestem przekonany, że Tomek będzie sporym wzmocnieniem zespołu w najbliższym sezonie.
|
|
|
|
|
|
|
|
Podsumowanie sezonu by Jacek Kuzynin.
Dodano: 2010.12.06
Jacek Kuzynin [ Choszczno ] :" Przygotowania do sezonu zacząłem już w grudniu, w lutym i marcu spędziłem dwa tygodnie w Hiszpanii trenując głównie podjazdy, których brak na naszym terenie. Zacząłem w tym sezonie pracować na mocy, używając PowerTapa.
Po tym czasie muszę stwierdzić, że dzięki temu mogłem przejeździć cały sezon i jeszcze na początku października nie miałem dosyć wyścigów. W porównaniu do 2009 gdzie kryzys i „zmęczenie materiału” przyszło już w sierpniu był to olbrzymi przełom.
Od kwietnia zacząłem regularne starty wpasowując się jednocześnie w nowy rower full Scott Spark. Jeśli chodzi o sprzęt, to uczucia mam mieszane. Na pewno na fullu jest lepsza kontrola na zjazdach, natomiast na podjazdach sztywniak jest nie do pobicia. Tak czy inaczej, sprzęt nie zawiódł i wszystkie wyścigi mogłem ukończyć.
Niestety w tym sezonie więcej czasu musiałem poświęcić na pracę zawodową, więc czasami nie mogłem skupić się w 100% na treningu, co spowodowało, że jakoś ciężko było mi wejść w sezon startowy. Miałem może dwa wyścigi z których byłem naprawdę zadowolony, w pozostałych coś zawsze brakowało. Ale najważniejsze, że zdrowie dopisało, nie miałem poważniejszych upadków, więc było ok.
W sumie wziąłem udział w 18 startach, 8 razy byłem w pierwszej „10”, w tym zajmując raz 2 m. i trzy razy 3.
W tym miejscu chciałbym podziękować chłopakom z Teamu, za wsparcie, miłą atmosferę i wspólną walkę, oraz mojemu trenerowi Kubie z virtualtrener.com.
Teraz od początku listopada odpoczywam od roweru, główna aktywność to bieganie po lesie, basen i siłownia. Jestem skoncentrowany już na przygotowaniach do nowego sezonu, tym bardziej, że będzie to sezon już w kategorii M4. O dalszych planach Teamu poinformuję już wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Podsumowanie sezonu 2010 w wykonaniu Tomasza „Ginko” Adamskiego.
Dodano: 2010.11.26
Tomasz Adamski [ Rzepin ] : W moim drugim sezonie startów nie jeździłem już jako „wolny strzelec”, a dołączyłem do 2x3 BikeTeam. Zacząłem także trenować z virtualtrener oraz przygotowałem nowy rower startowy. Zamierzałem osiągać jak najlepsze wyniki na jakie było mnie stać. Zrobiłem także założenia, które chciałbym osiągnąć w sezonie, czyli walczenie o zwycięstwo w Gryf Maraton w klasyfikacji M2, znalezienie się w pierwszej piętnastce w klasyfikacji generalnej MTB Marathon, osiągniecie jak najwyższego miejsca podczas Mistrzostw Polski Energetyków w Maratonie MTB.
Podczas startów w Gryfie nie miałem szczęścia, edycji w Szczecinie nie ukończyłem z powodu defektu, w Starym Kurowie zaliczyłem upadek, w Wałczu zgubiłem trasem, a w finałowej edycji w Szczecinie miałem kłopoty ze sprzętem i zgubiłem trasę przed samą metą. Mimo tych perypetii, zająłem 3 miejsce w Starym Kurowie, 5-te w Wałczu oraz 4-te w Szczecinie w swojej kategorii wiekowej. Najbardziej jestem zadowolony z wyniku w Starym Kurowie, gdzie po upadku zdołałem dogonić czołówkę i do końca jechałem w czubie wyścigu.
Starty w Mtb Marathon były bardziej szczęśliwe. Wystartowałem w siedmiu edycjach i zajmowałem miejsca około 50-go open w poszczególnym wyścigach. Najlepsze wyniki uzyskałem w Głuszycy 21 miejsce w M2 (40 open) oraz w Murowanej Goślinie 19-te w M2 (34 open). Pierwszy raz startowałem w tej serii i się przekonałem, że są to bardzo wymagające wyścigi –zwłaszcza kondycyjnie. Ostatecznie udało mi się spełnić moje założenia i osiągnąłem 13 miejsce w klasyfikacji generalnej M2.
Podczas Krakowskiej edycji Mtb Marathon były rozgrywane Mistrzostwa Polski Energetyków. Pogoda była okropna w ciągu tygodnia poprzedzającego wyścig. W wyścigu także nie byliśmy rozpieszczani i jechaliśmy w deszczu, brnęliśmy przez niezliczone kałuże oraz ogromne ilości błota. W wyścigu miałem poważną wywrotkę, jednak mimo tego ukończyłem go i udało mi się zdobyć złoto w swojej kategorii wiekowej. To był mój największy sukces w tym sezonie.
Uczestniczyłem jeszcze w trzech wyścigach bliżej mojego miejsca zamieszczania. W Kargowej, gdzie podobała mi się organizacja tego lokalnego wyścigu, zająłem 5 miejsce w M2. W szybkim wyścigu w Łagowie zająłem 4 miejsce w M2 po finiszu z czołowej grupy. W Wolsztynie ostatecznie przyjechałem 4-ty w M2, po zaciętej walce do końca wyścigu.
Miniony sezon przyniósł mi dużo doświadczenia, zwłaszcza tego z wyścigów jak i z sposobu trenowania. Zdobyte umiejętności i wiedzę mam zamiar wykorzystać dobrze w nadchodzącym sezonie. Dziękuje wszystkim kolegom z teamu, rodzinie oraz tym, którzy wspierają mnie
|
|
|
|
|
|
|
|
Czas na Adriana !
Dodano: 2010.11.23
Kolejne podsumowanie sezonu przez naszego zawodnika. Tym razem Adrian Trych w krótkich zdaniach opisuje to co osiągnął w 2010 roku.
Adrian Trych [ Szczecin ] : "... Gdy trenujesz kolarstwo i zawsze jest pod górkę, to jest szansa, że pewnego dnia dojedziesz na szczyt...".
Sezon 2010 był dla mnie bardzo udany, po niepowodzeniach w pierwszej części sezonu przyszedł czas na sukcesy, od dawna oczekiwane zdobycie Mistrza Polski Strażaków PSP, pociągnęło za sobą falę zwycięstw w wyścigach branżowych, co raz to stawałem na najwyższym stopniu podium. Ominęły mnie kontuzje i niespodziewane defekty roweru, szczęście dopisywało inaczej się miało w sezonie 2009 ( niemiło wspominane spotkanie I stopnia z samochodem osobowym co skutkowało złamaniem prawej ręki ). Niewątpliwie ten sezon muszę uznać do najbardziej udanych w dotychczasowych wieloletnich startach. Podziękowania dla VT oraz sponsora tytularnego z których pomocą mogłem uzyskać tak dobre wyniki i oczywiście ciężkiej pracy na treningach. Podsumowując sezon, wystartowałem w 15 wyścigach stając na podium 8 razy: 6x-I miej.,1x-II miej, 1x-III miej. oraz kilka krotnie plasowałem się tuż za podium.
Zdobywając:
MISTRZA ŚWIATA (TĘCZOWĄ KOSZULKĘ) PIEKARZY I CUKIERNIKÓW W KOLARSTWIE SZOSOWYM
MISTRZA POLSKI STRAŻAKÓW PSP W KOLARSTWIE SZOSOWYM
MISTRZA POLSKI STRAŻAKÓW PSP W MARATONIE MTB
KLASYFIKACJA GENERALNA GRYF MARATON - III miej. kat.M3
|
|
|
|
|
|
|
|
Tym razem z podsumowaniem sezonu czas na Rafała Chmiela.
Dodano: 2010.11.14
Rafał trafił do Teamu w tym sezonie, choć jego przygoda z kolarstwem trwa już wiele lat. W tym roku z wyścigu na wyścig szło mu coraz lepiej, a największy sukces to na pewno Mistrzostwo Polski w XC. A oto jak Rafał podsumowuje mieniony sezon:
Rafał Chmiel ( Strzelce Krajeńskie ) : " Sezon uważam za udany, Mistrzostwo Polski XC w Wałbrzychu, 2 miejsce w Mega M3 w Powerade Suzuki, zwycięstwo w generalce Gryf Maraton i kilka pojedynczych zwycięstw, szkoda tylko, że sezon tak szybko się skończył, bo nie wiem co by się stało na następny tydzień tak dobrze się czułem...:) no i nowa maszyna można powiedzieć GUCIO, jeżeli uda mi się go odpowiednio skonfigurować i będzie odrobina czasu na treningi to myślę, ze będzie jeszcze lepiej. Dziękuje wszystkim kolegom z teamu oczywiście Prezesowi Jackowi ;) i wszystkim ludziom życzliwym."
|
|
|
|
|
|
|
|
Remigiusz Kuźmicki - podsumowuje swój sezon.
Dodano: 2010.11.08
Remek był jednym z nowych "nabytków" jakie trafiły do 2x3 w tym sezonie. Od początku miał jasno sprecyzowany cel - nr 1 w swojej kategorii w PS MTB Marathon i konsekwentnie dążył do jego realizacji. Poniżej jego krótkie podsumowanie.
Remigiusz Kuźmicki ( Szczecin ) : "Dla mnie sezon 2010 był bardzo dobry. Cel główny, jakim było zdobycie I miejsca w kat. M-4 Powerade Suzuki MTB Marathon został osiągnięty. W tym roku trenowałem trochę inaczej niż w zeszłych latach i chyba znalazłem receptę na utrzymanie wysokiej formy mojego organizmu. Chciałbym tu podziękować za opiekę mojemu trenerowi - Filipowi Hasse, który od kilku
lat wspiera mnie swoją wiedzą. Ogólnie startowałem w 16 wyścigach, dwóch nie ukończyłem raz z powodu defektu, raz choroby, a zdecydowaną większość zakończyłem na podium.
W chwili obecnej biegam po lesie dwa razy w tygodniu, gram w squasha i w
weekendy jeżdżę na rowerze. Może w zimie sprawdzę Rafała w przełajach:)"
|
|
|
|
|
|
|
|
Piotr Grzegorczyk - posumowanie sezonu.
Dodano: 2010.11.01
Powoli zaczynamy podsumowywać kolejny sezon, z punktu widzenia całej grupy, był on naprawdę udany. Wiele razy stawaliśmy na podium, nasi zawodnicy zdobywali tytuły mistrzowskie, w klasyfikacji drużynowej Powerade MTB Marathon skończyliśmy na 5 miejscu a Gryf MTB na 2. Pierwszy podsumował swój sezon Piotrek Grzegorczyk, który zrobił chyba największy progres w stosunku do poprzednich lat.
Piotrek Grzegorczyk ( Słubice ) :" Sezon 2010 uważam za mój najlepszy jak do tej pory. Poprawiłem umiejętność podjeżdżania pod kilkukilometrowe wzniesienia, zdecydowanie poprawiła mi się wytrzymałość siłowa. Co ważne cały sezon udało mi się przejechać praktycznie bez defektu - mam na myśli złapanie gumy - choć w Barlinku 2 km. przed metą zerwałem łańcuch i to mnie kosztowało 2 miejsce. Omijały mnie również kontuzje i choroby, dzięki czemu proces treningowy był konsekwentnie realizowany. Sezon ten trenowałem w 80 % na rowerze szosowym z pomiarem mocy Powertap, co z mojego punktu widzenia było zasadniczym
elementem, który wpłynął na takie a nie inne wyniki oraz uchronił mnie od przetrenowania które w zeszłym roku czułem już pod koniec lipca. Na początku sezonu uczyłem się jeszcze techniki zjazdu, bo w tym roku jeździłem na nowym rowerze - z pełną amortyzacją zaliczając wiele upadków, ale z czasem zjeżdżałem coraz szybciej i lepiej co biorąc do kupy - podjazdy oraz zjazdy dawało mi coraz lepsze pozycje.
W sumie wystartowałem w 17 wyścigach i udało mi się 5 razy stanąć na podium. Raz byłem pierwszy, raz drugi i 2 razy trzeci oraz w generalce w Gryf maraton byłem 2. Za wielki sukces uważam również występ w Mistrzostwach Polski w maratonie, gdzie na średnim dystansie byłem 13 w kategorii i 50 open."
|
|
|
|
|
|
|
|
Ostatnie wydarzenia na koniec sezonu.
Dodano: 2010.10.31
Większość naszych zawodników zakończył sezon startowy na ostatniej edycji Gryfa w Szczecinie. Jedynie Rafał Chmiel wystartował jeszcze w kilku wyścigach w październiku. Poniżej jego krótka relacja:
" Bike Maraton Świeradów Zdrój - Bardzo ładna pogoda, piękne widoki i drugie miejsce open na dystansie mega i 1 msc. w M3, choć należy dodać, że przez cały czas jechałem 1 i straciłem je na zjeździe (spadł mi łańcuch i tak pechowo się zawinął a przy okazji skrzywił także po kilku obrotach korbą spadał ponownie, wynik i tak dobry, bo kilka tygodni wcześniej od zwycięzcy otrzymałem 17... straty.
Następnego dnia wystartowałem w Wolsztynie, gdzie zająłem 2 miejsce open i 1 w kategorii M3, bardzo fajny wyścig choć dla mnie było za płasko ale ważne, że dopisała pogoda no i ... nagrody, ale tu ukłon w stronę Tomka "GINKO" od niego dowiedziałem się o tym wyścigu.
10 października wystartowałem w zawodach XC Thule Cup w Wągrowcu, zdecydowałem się na start w elicie z kilku powodów najważniejszym było sprawdzenie samego siebie przed zbliżającym się sezonem przełajowym. Jak na debiut poszło całkiem nieźle 4 miejsce i 58 sekund straty do zwycięzcy Marka Konwy uważam za spory sukces. "
Teraz Rafał zaczął przygotowania do sezonu przełajowego, na pewno jeszcze nie raz usłyszymy o nim tej zimy a dobre wyniki nie bedą żadnym zaskoczeniem ;)
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf Maraton MTB :: finał w Szczecinie
Dodano: 2010.09.26
W niedzielę w szczecińskie Puszczy Bukowej miała miejsce finałowa edycja GRYF Maraton MTB. Frekwencja dopisała, na starcie stanęło ponad 300 zawodników. Trasa jak zwykle w Szczecinie bardzo ciekawa, szybka i interwałowa. Tym razem na starcie stanęło pięciu naszych zawodników. Najlepszy jak zwykle Rafał Chmiel zajął 1 m. w kat. M3 i 2 Open, Piotr Grzegorczyk był 3 w kat. M3, Jacek Kuzynin – 4, Tomek Adamski – 4 a Adrian Trych - 7.
W klasyfikacji końcowej, cały cykl wygrał Rafał Chmiel a nasz Team zajął 2 miejsce w drużynówce ustępując jedynie drużynie Multi Bike Goleniów. Kategoria M3 zdominowana była również przez 2x3. Na podium stanęli Rafał Chmiel, Piotr Grzegorczyk i Adrian Trych a Jacek Kuzynin był 4.
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon - finał w Istebnej
Dodano: 2010.09.25
W sobotę odbyła się finałowa edycja Powerade Suzuki MTB Marathon organizowana przez Grzegorza Golonkę. Startowało w niej trzech zawodników 2x3 BikeTeam: Rafał Chmiel, który tego dnia był bezkonkurencyjny na dystansie Mega w kat. M3 ( 5 Open ), Remigiusz Kuźmicki zajął 2 miejsce w kat. M4 a Tomek Ginko Adamski był 38 w kat. M2. Tym startem Remek przypieczętował swoją dominację w kat. M4 zajmując 1 miejsce w klasyfikacji generalnej, natomiast Rafał w generalce zajął 2 miejsce w kat. M3 ustępując jedynie Remigiuszowi Ciok.
W klasyfikacji drużynowej 2x3 Bike Team zajął rewelacyjne 5 miejsce na 305 zarejestrowanych w zawodach teamów.
|
|
|
|
|
|
|
|
I Mokotowskie Kryterium Kolarskie o Puchar Burmistrza Dzielnicy Mokotów
Dodano: 2010.09.19
To już kolejne zwycięstwo Adriana na szosie w tym sezonie. Oto jego krótka relacja:
"Podbudowany wczorajszym zdobyciem Mistrza Polski Strażaków PSP,wiedziałem że stać mnie na odniesienie kolejnego zwycięstwa i tak też się stało.Trasa bardzo szybka i krótka,więc zdecydowałem się na atak z grupy już na drugim okrążeniu. Odskoczenie nie sprawiło mi większych trudności i stopniowo powiększałem przewagę, wjeżdżając ostatecznie na linie mety samotnie. Ogólnie samopoczucie w czasie wyścigu dobre, szybko się zregenerowałem po wczorajszym maratonie w Ustroniu."
|
|
|
|
|
|
|
|
Bike Maraton - Ustroń
Dodano: 2010.09.18
Podczas Bike Maratonu w Ustroniu rozegrane zostały III Mistrzostwa Polski Strażaków Państwowej Straży Pożarnej w maratonie MTB na których nasz zawodnik Adrian Trych, na codzień pracujący w PSP w Szczecinie, zdobył wicemistrzostwo Polski. Wielkie gratulacje !
Poniżej komentarz Adriana z rozegranych zawodów.
" Podczas edycji Bike Maratonu w Ustroniu odbyły się III Mistrzostwa Polski Strażaków Państwowej Straży Pożarnej w maratonie MTB, w których wziąłem udział,więc skupiłem główną uwagę na osiągnięcie dobrego rezultatu w tej klasyfikacji.
Dzień zapowiadał się pięknie, słońce zaczęło wychodzić za chmur,więc obawy o padający deszcz, który spowodował by dodatkowe utrudnienia zwłaszcza po kamienistych odcinkach zjazdowych poszły w niepamięć. Byłem więc dobrej myśli co do przebiegu wyścigu. Wystartowaliśmy z 3 sektora,zacząłem dość ostro na podjeździe na Równicę wyprzedzając kolejnych zawodników. Do 20 km.tempo miałem dobre, które przerwało silny skurcz przy mięśniach dwugłowych prawej nogi, po poradzeniu sobie ze skurczem moja praca nie była już taka efektywna, ale starałem się jechać dobrym tempem. Musiałem się także zmierzyć ze stadem owiec które niespodziewanie wtargnęły na trasę uniemożliwiając wyprzedzanie. Kiedy czułem że prawa noga lepiej pracuje starałem się nadrabiać stracone min. udało mi się jeszcze na ostatnich km. wyprzedzić kilku zawodników. Podsumowując wyścig:gdyby nie walka ze skurczami mógłbym liczyć na bardzo dobry wynik open, ogólnie samopoczucie było bardzo dobre, ale stało się inaczej. Trasa zawodów miała 46 km długości (Mega), była bardzo ciekawa, wymagająca kondycyjnie z trudnymi technicznymi odcinkami, z kilkoma długimi podjazdami i niebezpiecznymi zjazdami. Podłoże było zróżnicowane w tym sporo odcinków z luźnymi kamieniami. Przyjeżdżając ostatecznie na 44 miej.Open,16 miej.M3 oraz na 2 miej.Open i I w M3 wśród strażaków."
Kategoria M 3:
1 miejsce - Adrian TRYCH - Szczecin - 2:36:02
2 miejsce - Michał BADACH - Lublin - 2:52:07
3 miejsce - Marcin ZDZIEBŁO - Kraków - 2:57:07
|
|
|
|
|
|
|
|
Maraton Michałki MTB - Wieleń
Dodano: 2010.09.18
Już po raz dziesiąty w Wieleniu odbył się maraton MTB Michałki. Impreza cieszy się coraz większą popularnością wśród entuzjastów MTB i z roku na rok przyciąga coraz więcej uczestników. W tegorocznej edycji na starcie stanęło ponad 400 zawodniczek i zawodników. 2x3 BikeTeam reprezentowali Rafał Chmiel, Remek Kuźmicki i Jacek Kuzynin, oraz Mirek i Tomek Łukawscy i Ernest Kaiser.
Trasa raczej płaska w całości wiodła leśnymi duktami Puszczy Noteckiej, ostatnie opady spowodowały, że piachy były ubite, wiec nie stwarzały mega trudności. Problem w niektórych miejscach stanowiło stałe oznakowanie trasy, przez chwilę nieuwagi można było się pogubić, co zresztą miało miejsce. Zaraz za bufetem 15 osobowa grupa z czołówki zjechała z trasy, nadrabiając co najmniej 2 km.
Na koniec trzeba zaznaczyć bardzo dobra postawę naszych zawodników. Rafał Chmiel jak zawsze bezkonkurencyjny wygrał wyścig na dystansie Mega - 57 km, a Tomek Łukawski zajął 3 m. w kta. M2 i 4 Open na dystansie Giga - 100 km.
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon - Rabka
Dodano: 2010.09.11
Przedostatnia edycja cyklu rozegrała się w Rabce. Była to nowa miejscówka na mapie MTB Marathonu, więc nie wiele można było powiedzieć o trasie oprócz tego, że łatwo nie będzie. I tak też było, trudność spotęgowana była jeszcze przez aurę, która nie rozpieszczała. Błoto było porównywalne z tym "krakowskim", kto był ten wie, do tego dochodziły dość sztywne długie podjazdy no i zjazdy po luźnych kamieniach. W sumie trasa krótka, Mega to tylko 41 km ale naprawdę treściwa, ponad 1800 m przewyższeń.
Z naszego Teamu wystartowali Remigiusz Kuźmicki, który zajął 1 miejsce w swojej kategorii i tym samym zapewnił sobie 1 miejsce w generalce, Rafał Chmiel - 2 miejsce w kat. M3 ( 6 Open ), Piotr Grzegorczyk - 22 m. i Jacek Kuzynin - 34 m. w kat M3.
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf MTB Maraton - V edycja Barlinek
Dodano: 2010.09.05
Barlinek przywitał nas słońcem i temperatura ok. 15 stopni. Po błocie jakie były jeszcze tydzień wcześniej, prawie nie zostało śladu, więc przedostatnia edycja Gryfa dostarczyła nam świetne warunki do ścigania. Organizatorzy wrócili do trasy z przed dwóch lat, czyli interwałowej, prowadzącej leśny,i drogami, zero asfaltu, trochę bruku. Oprócz edycji szczecińskiej, jest to jedna z ładniejszych tras ze wszystkich edycji Gryfa. Z naszego temu startował Rafał, Remek, Piotrek i Jacek. Zabrakło Tomka, który leczy kontuzje kolana po ostatnim maratonie i Adriana, który w sobotę miał wyścig na Śląsku, który de facto wygrał.
W Barlinku jak zwykle niezawodny był Rafał Chmiel, który wygrał cały wyścig, również dobry start zaliczył Piotrek Grzegorczyk, zajmując 3 miejsce w kat. M3. Gdyby nie zerwany łańcuch, wynik byłby jeszcze lepszy. Tuż za nim na 4 miejscu przyjechał Jacek Kuzynin a Remek Kuźmicki ze względu na defekt, wycofał się z wyścigu po pierwszej rundzie.
Podsumowując, był to dobry start dla całego Teamu. Już niedługo ostatnia, finałowa edycja w Szczecinie, szykuje się na spora niespodziankę.
|
|
|
|
|
|
|
|
Kilka zdjęć z błotnej kąpieli - czyli Kraków raz jeszcze.
Dodano: 2010.09.02
Możemy śmiało powiedzieć, że był to najgorszy maraton w tym sezonie pod względem warunków pogodowych. Oprócz uszczerbku na ciele i duszy, najbardziej ucierpiał nasz sprzęt. Uszkodzone hamulce, zatarte korby, liczne części do wymiany to tylko część szkód. Zresztą, zdjęcia mówią same za siebie ....
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon :: Kraków
Dodano: 2010.08.29
W padającym deszczu i mega błocie odbyła się kolejna edycja PS MTB Maraton w Krakowie. Jak się okazało, takie warunki były idealne dla Rafała Chmiela, który swoje doświadczenie w przełajach, wykorzystał w tych zawodach. Rafał zajął 3 miejsc OPEN i 1 w kat. M3.
W ramach tej imprezy rozgrywane były Mistrzostwa Polski Energetyków, gdzie kolejny nasz zawodnik Tomasz "Ginko" Adamski zdobył tytuł Mistrza Polski w kat. M2.
Poza tym 2x3 BikeTeam reprezentowali jeszcze Remigiusz Kuźmicki, który mimo podwójnego zerwania łańcucha zajął 5 miejsce w kat. M4 i Jacek Kuzynin który zajął 20 miejsce w kat. M3
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf MTB Maraton - IV edycja Wałcz
Dodano: 2010.08.22
W niedzielę odbyła się już 4 edycja Gryfa, tym razem miejscem zmagań były lasy wokół Wałcza. Start i meta ulokowane były w Ostrowcu. Trasa dość ciekawa, poprowadzona była głównie drogami leśnymi, nie brakowało również bruku i asfaltu. Podjazdy raczej krótkie i sztywne, ale niestety nie było ich za wiele, trasa była szybka i płaska.
2x3 BikeTeam reprezentowało 5 zawodników, zajmując kolejno:
Rafał Chmiel - 2 m. kat M3
Jacek Kuzynin - 3 m. kat M3
Piotr Grzegorczyk - 4 m. kat M3
Adrian Trych - 9 m. kat. M3
Tomek "Ginko" Adamski - m. kat. M2
|
|
|
|
|
|
|
|
V Kołobrzeski Maraton Szosowy
Dodano: 2010.08.21
W sobotę, pojechałem do Kołobrzegu, pościgać się na szosie. Wyścig miał charakter typowo treningowy i z takim nastawieniem stanąłem na starcie. Grupa w której przyszło mi jechać nie była zbyt silna i po ok. 10 km jechałem już sam, skacząc z grupy do grupy. Tak czy inaczej, była to raczej indywidualna jazda na czas, niż wyścig w peletonie, ale trening i zabawa fajna. Finalnie przyjechałem na 7 miejscu w swojej kategorii M3, wykręcając średnią 34 km/h.
Jacek Kuzynin
|
|
|
|
|
|
|
|
Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB:: Jelenia Góra
Dodano: 2010.08.15
Równolegle do maratonu w Krynicy, tym razem w Jeleniej Górze, rozegrane zostały Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB. Organizatorzy przygotowali dwie trasy o długości ok. 90 km dla zawodników licencjonowanych oraz 60 km dla amatorów. Nasz team w składzie: Rafał, Piotrek, Tomek i Jacek wystartował na trasie Mega – 60 km. Nocne obfite opady spowodowały, że trasa była naprawdę wymagająca, szczególnie jej błotne fragmenty wypruwały z sił. Poza tym, była naprawdę ciekawa i wbrew obawom, godna Mistrzostw.
Wyniki:
Rafał Chmiel – 5 m. kat M3
Piotr Grzegorczyk – 13 m. kat M3
Jacek Kuzynin – 27 m. kat M3
Tomasz Adamski - 12 m. kat. M2 ( mini )
Jacek Kuzynin: " Początek wyścigu był w miarę płaski i asfaltowy, więc od samego startu jechałem na maxa, żeby jak najwięcej zyskać na początku. Udało mi się razem z Tomkiem dojechać do grupy z pierwszego sektora. Średnia prędkość na początku to ok. 35 km/h. Później wjazd na rundę, jechało mi się naprawdę dobrze, pierwszy długi podjazd w równym tempie. Na drugim kluczowym podjeździe straciłem trochę na prędkości i wtedy też minął mnie Piotrek. Na zjeździe, niestety zaliczyłem upadek, po którym musiałem chwilę ochłonąć, bo za bardzo kręciło mi się w głowie. Dalsza jazda już bardziej zachowawcza, szczególnie na zjazdach. W każdym razie, dałem z siebie wszystko, na tyle było mnie stać tego dnia."
Tomasz Adamski: " Do startu w Mistrzostwach Polski byłem pozytywnie nastawiony. Znałem trasę po objeździe i miałem plan jak rozkładać siły.
Start był z Rynku w Jeleniej Górze, następnie jechaliśmy ul. Sudecką. Na tym odcinku mocno pędziłem, aby dogonić zawodników z pierwszego sektora. Udało mi się to małym nakładem sił, "przeskakując" z grupki do grupki. Po wjechaniu na drogę rowerową zrobiło się ciasno, a po wjeździe w las jeszcze bardziej. To był koniec swobodnego wyprzedzania i jechałem tempem zawodników wokół, wiedząc że ciężka część trasy dopiero się zacznie. Na 14km zaskoczyła mnie jedna z kałuż, podczas przejazdu przez nią, "ścięło" mi momentalnie przód i w następnym ułamku sekundy już szlifowałem ziemię. Po wstaniu zauważyłem, że uszkodziłem rower [pękło mocowanie siodełka w sztycy], to był koniec mistrzostw dla mnie! Po schowaniu sztycy i siodełka do plecaka, pojechałem dalej powoli nabierając tempa, czując rozlewające się ciepło z ran na ciele. Przede mną było 15km jazdy na stojąco. Starałem się oszczędzać nogi na każdym, nawet najkrótszym zjeździe. Po dojechaniu do mety okazało się, że przyjechałem 42 open i 12 w M2 na dystansie Mini. Jest to dla mnie zaskoczenie udało mi się jeszcze załapać do pierwszej pięćdziesiątki."
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon :: Krynica
Dodano: 2010.08.15
W sobotę w Krynicy rozegrała sie kolejna edycja cyklu maratonów Grzesia Golonki. Jedynym reprezentantem 2x3 BikeTeam był Remigiusz Kuźmicki, który walczy o 1 miejsce w klasyfikacji generalnej w kat. M4. I tym razem Remek stanął na wysokości zadania zdobywając 1 miejsce w swojej kategorii.
|
|
|
|
|
|
|
|
Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB - objazd trasy.
Dodano: 2010.08.12
W ramach przygotowań do startu w Mistrzostwach, objechaliśmy w czwartek najtrudniejsze fragmenty trasy sobotniego maratonu. Generalnie trasa nie jest zbyt techniczna, pod warunkiem, że pogoda dopisze i nie będzie rwących potoków spływających drogami z gór. Dominują raczej drogi szutrowe i zryty stary asfalt, miejscami trochę błota ale nie jest źle.
Natomiast w piatek przejechalismy jeszcze dystans mini, czyli początek i koniec sobotniego czempionatu. Maraton zaczyna sie ok. 10 km. asfaltowym dojazdem, później trochę szutrów i polnych dróg, żeby znowu asfaltem dojechać do szutrowej drogi, która lekkim podjazdem prowadziła do wjazdu na rundę Mega i Giga. Końcówka, to przede wszystkim polne trawiaste drogi.
|
|
|
|
|
|
|
|
V Maraton MTB dookoła jeziora Miedwie.
Dodano: 2010.08.07
W pochmurny sobotni poranek odbył się start do V Maratonu MTB dookoła Miedwia. Z naszego Teamu w tych zawodach udział wzięli Remek Kuźmicki na dystansie 110 km oraz Adrian Trych I Jacek Kuzynin na dystansie 55 km. Trasa łatwa, tempo szybkie i jedyne co miało coś wspólnego z MTB, to rowery na których startowali zawodnicy. Poza kilkoma hopkami było płasko jak stół. Sama impreza bardzo dobrze przygotowana, trasa wzorowo oznaczona a newralgiczne miejsca obstawione przez strażaków. Pula nagród wysoka, jednym słowem zawody godne polecenia.
A co do wyników, no cóż, zawodnicy 2x3 BikeTeam znowu nie zawiedli. Remek wygrał na dystansie 110 km a Adrian i Jacek zajęli kolejno 2 i 3 miejsce w kat. M3 na 55 km.
Jacek Kuzynin: "Zaraz po starcie przesunąłem się na na czoło peletonu, w naszej kategorii ( M3 ) startowało ponad 100 zawodników, więc było dość tłoczno i żeby kontrolować sytuację, trzeba było jechać z przodu. Po pierwszym podjeździe i dosyć mocnej zmianie odłączyło się 9 zawodników, w tej grupie jechaliśmy razem z Adrianem. Później tempo nie było zbyt wysokie, a ataki na podjazdach były od razu kasowane. Po ok 40 km. zostało nas już 6 i tak zmierzaliśmy do mety. Wiedziałem, że wszystko rozegra się na finiszu. 3 km przed metą zaczął padać deszcz, więc było ok ( im trudniej tym lepiej ). Kilometr przed metą tempo szło już na maxa, jechałem wtedy 5, na ostatnich 300 m. wyprzedziłem jeszcze 2 zawodników i ładnie wchodząc w zakręt tuż przed kreską wjechałem na metę na 3 miejscu tuż za Adrianem. "
|
|
|
|
|
|
|
|
Kolejny sukces Adriana Trycha na szosie !
Dodano: 2010.08.01
To było prawdziwe, kolarskie święto w Wołominie. Ponad 150 osób wzięło udział w I Memoriale Stanisława Królaka – VI Kolarskim Ulicznym Kryterium o Puchar Burmistrza Wołomina. Gośćmi specjalnymi imprezy byli prezes Polskiego Związku Kolarskiego Ryszard Szurkowski i Ewa Królak-Bończak, córka pierwszego polskiego zwycięzcy Wyścigu Pokoju z 1956 roku. Wyścig główny z udziałem zawodowców wygrał Robert Radosz (Aktio Group Mostostal Puławy).
Kolarze ścigali się na rundzie liczącej 2,3 km, wytyczonej ulicami centrum Wołomina. Ten odcinek był pokonywany wielokrotnie w zależności od kategorii uczestników. Swoje wyścigi mieli uczniowie i uczennice szkół podstawowych, gimnazjów, szkół średnich, amatorzy i sympatycy kolarstwa, służby mundurowe, kolarze masters i elita. I to właśnie w kategorii służb mundurowych, najlepszy kolarz wśród strażaków i najlepszy strażak wśród kolarzy - Adrian Trych odniósł swoje kolejne zwycięstwo.
Adran Trych : "Do startu podszedłem bardzo poważnie. Zmotywowany dobrym wynikiem na ostatnich zawodach byłem dobrej myśli i że stać mnie na walkę o najwyższe miejsce na podium. Zadanie zostało wykonane w 100%, zaatakowałem praktycznie na samym początku i tak samotnie mijały kolejne kilometry, wjeżdżając ostatecznie na linię mety jako pierwszy. Cenne trofeum zważywszy na to że wyścig odbył się ku pamięci wybitnego kolarza jakim był Stanisław Królak."
Wołomin zdał kolarski egzamin na szóstkę. – Niezapomniane przeżycia i wielkie emocje – podsumował burmistrz Wołomina Jerzy Mikulski. - Mieliśmy zaszczyt gościć gwiazdy światowego sportu i elitę naszych kolarzy. Dziękuję za wizytę w Wołominie i zapraszam na drugi Memoriał Stanisława Królaka. Już za rok. A zatem do zobaczenia!
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon - Głuszyca
Dodano: 2010.08.01
W ostatnia niedzielę wystartowaliśmy w kolejnej edycji maratonów Grzesia Golonki. Tym razem zawody miały miejsce w Głuszycy. Maraton już wcześniej został uznany jako najtrudniejszy w cyklu i faktycznie, ilość podjazdów i techniczne zjazdy sprawiły, że taki też był. 2x3 Bike Team reprezentowali Rafał Chmiel, Tomek Adamski, Remek Kuźmicki, Piotrek Grzegorczyk i Jacek Kuzynin. Dystans GIGA miał długość 64 km i 1300 metrów przewyższeń. Najszybciej z nas trasę pokonał Rafał, mimo defektu ( guma ) zajął świetne 5 miejsce w kat. M3, Tomek był 21 w kat. M2, Remek 4 w kat. M4, Piotrek 20 a Jacek 26 w kat. M3.
Piotr Grzegorczyk : "Głuszyca to jedna z najładniejszych i najciekawszych, a zarazem bardzo wymagających tras jakie miałem zaszczyt przejechać. Piękne i długie zjazdy po kamieniach i korzeniach, i ten wspaniały kamienisty, zdawać by sie mogło, że nie kończący się podjazd w drugiej części trasy, stanowiły to czego mogą doświadczyć tyko koneserzy dzikich szlaków MTB. Głuszyca to ma i przy pięknej pogodzie jaką nam zaoferowała była delikatna jak początkujący stomatolog. Jednak wystarczyłoby, że spadł by deszcz i ta piękna trasa zamieniłaby się w horror z najstraszniejszego snu, który przeklinałbyś a zarazem pamiętał do końca życia. W moim wypadku wszystko układało sie dobrze, ale na 40 km. zaatakowały mnie skurcze i musiałem się zatrzymać na kilka minut na rozciąganie, a później zwolniłem wyraźnie tempo bo próba przyspieszenia kończyła się dla mnie kolejnymi skurczami. Na koniec zaliczyłem niespodziewany upadek na kamienistym zjździe zdobywając kolejne szlify do mojej kolekcji, tym razem na lewym przedramieniu. To jednak nie zmienia mojej wysokiej oceny tej trasy."
Tomek Adamski: "Mała pętla nie sprawiła mi kłopotów, jechałem szybko, zwłaszcza na podjazdach. Zjazdy gorzej, tylni hamulec nie działał jak zazwyczaj co było dla mnie zaskoczeniem i pewną męczarnią na zjazdach potęgowaną bólem w prawej dłoni. Po około 3h nie było już tak świetnie odczuwałem znaczne zmęczenie i jechałem w tempie zawodników w pobliżu lub lekko szybszym. Końcówka miałem słabą, głównie zjazdy, które topornie mi szły. Na podjazdach doganiałem uciekających mi zawodników na zjazdach. Trasa w Głuszycy jest bardzo zróżnicowana i wymagająca bardzo dużej kondycji, której mi zabrakło w końcówce, a moje tempo spadało."
Rafał Chmiel : "Piękna pogoda, jeszcze piękniejsze widoki tak wspominam Głuszycę, niestety kolejny raz rozczarowały mnie opony mam nadzieję że limit pecha już się wyczerpał. Mimo wszystko start oceniam jako udany, wielki szacunek dla wszystkich, którzy ukończyli ten maraton i jeszcze większy dla kolegów Remika i Alberta z mojej kategorii."
Jacek Kuzynin: "Z bolącym , spuchniętym kolanem i na środkach przeciwbólowych stanąłem na linii startu w drugim sektorze. Po starcie szybko przesunąłem się trochę do przodu, by mieć lepszą pozycje wyjściową przed pierwszymi podjazdami. Psychicznie byłem nastawiony bardzo dobrze i po Salzu długie podjazdy i techniczne zjazdy nie robiły na mnie wrażenia. Po pierwszym zjeździe zgubiłem pełny bidon, co niestety zmusiło mnie do stawania na każdym bufecie. Do 45 km jechało mi się bardzo dobrze, później kolano zaczęło rwać i czułem duży dyskomfort, straciłem też nieco mocy. W sumie jestem umiarkowanie zadowolony, ale takie życie. Piękne widoki i fajna trasa rekompensowała ból. No i te kąpiele błotne ;) "
|
|
|
|
|
|
|
|
Adrian Trych - Mistrzem Polski PSP w Kolarstwie Szosowym !
Dodano: 2010.07.28
Z małym opóźnieniem informujemy, że w rozgrywanym 18 lipca XVI Ogólnopolski Wyścig Kolarski "Po Ziemi Mogileńskiej" , Adrian zdobył 1 miejsce Open. W ramach tego wyścigu rozgrywane były Mistrzostwa Polski Państwowej Straży Pożarnej. Tym samym Adrian zdobył tytuł Mistrza Polski PSP. Serdecznie gratulujemy !!!
Poniżej krótka relacja samego zawodnika :
„Na starcie stanąłem bardzo zdeterminowany po ostatnich porażkach. Postanowiłem sobie, że na początku wyścigu będę trzymał się końca stawki, niestety nie wytrzymałem napięcia i po kilku km przesunąłem się do czuba peletonu. I tak kontrolowałem przebieg wyścigu. Było kilka prób odskoczenia od grupy, jednak żadne się nie powiodły. Ja też sprawdzałem, głównie na podjazdach czy jest możliwość odskoczenia, jednak zawsze ktoś usiadł na koło bez dawania zmian więc rezygnowałem z dalszej ucieczki. Prowadzenie pod bardzo silny porywisty wiatr mogło się skończyć niekorzystnie. Tempo w peletonie było przeplatane z 50 km/h do 20 km/h. W końcu doszło do finiszu z peletonu: ostatnie km trzymałem się między 3 a 4 pozycją żeby mieć dobre zaczepienie do finiszu. Przed ostatnim zakrętem prowadzonym ok 300 m. do mety zaatakował lewą stroną jeden z zawodników ja postanowiłem skoczyć prawą i tak wszedłem pierwszy w zakręt uzyskując kilkanaście metrów przewagi, choć z małymi problemami i tak przed samą metą wyprzedził mnie T.Kubiak, a za nami trwała zacięta walka na finisz. Ogólnie przez cały wyścig samopoczucie miałem dobre….Ciężkie treningi i dobre zagranie taktyczne przyniosły wymożony sukces. I miejsce ! "
|
|
|
|
|
|
|
|
Riva del Garda
Dodano: 2010.07.20
Po Salzkammergut Trophy udaliśmy się ze swoimi rodzinami w dalszą wakacyjna podróż. Tym razem padło na okolice jeziora Garda. O walorach rowerowych przekonałem się już w zeszłym roku, więc wybór był naturalny. Jako, że są to wakacje założenia treningowe są bardzo proste, lekko pod górę i trening techniki na zjazdach. W ciągu tych 3 dni zaliczyliśmy min. Pregasine oraz Lago di Ledro. Przed nami jeszcze w planach min. Monte Baldo.
Plan został wykonany, codziennie 1000 - 1300 metrów do góry by później zaliczyć długi zjazd, mniej lub bardziej techniczny. Pogoda cudowna, powyżej 30 C i lekki orzeźwiający wiatr znad jeziora. Przez kolejne dni byliśmy jeszcze na San Giovanni - Al Monte w północnej części jeziora, oraz na legendarnej trasie Dosso dei Roveri na wschodnim wybrzeżu. Obie trasy zakończone technicznymi zjazdami po luźnych kamieniach, charakterystycznych dla tego regionu.
W sumie wakacje bardzo udane, osobiście bardzo odpocząłem, szczególnie psychicznie przed drugą częścią sezonu.
|
|
|
|
|
|
|
|
Salzkammergut Trophy zaliczone.
Dodano: 2010.07.17
Dzisiaj o 9.00 rano stanęliśmy na starcie w Bad Goisern. Pogoda była optymistyczna, rano lekkie zachmurzenie i 21C, w porównaniu do zeszłego roku aura wręcz wymarzona. Zaraz po starcie parę kilometrów asfaltem a później już szutrem do góry pierwszy podjazd na wysokość1350 m. Wiedzieliśmy, że przed nami 120 km i 3700 m w pionie, wiec od początku jechaliśmy w rytmie na miękkim przełożeniu, wyprzedzając kolejnych zawodników. Jak to zwykle bywa, po podjeździe zjazd, szybką szutrówką i kolejny podjazd, tym razem na 1230 m . Później trochę technicznych zjazdów, singiel tracki, słynny tunel w skale i wypłaszczenie wzdłuż jeziora, by po 55 km wjechać w drugą część trasy, która zaczęła się mega podjazdem, gdzie na 5 km, trzeba było pokonać 550 m w pionie. Następnie po dość krótkim zjeździe kolejny podjazd, może niezbyt stromy, ale ciągnący się w nieskończoność na 1500 m. Towarzyszący upał jeszcze dołożył swoje. Po podjeździe super szybki, długi zjazd aż do samego jeziora Gosausee i później parę kilometrów asfaltem w dół. Predkość na zjeździe ok 70 km/h. Przed nami ostatni podjazd przed meta "tylko" 450 m w pionie i ostatnie 30 km biegnące częściowo asfaltem a częściowo ścieżkami w okolicy Bad Goisern. Po 7 godzinach i 45 minutach osianąłęm swój cel kończąc maraton w "jednym kawałku". Piotrek przyjechał ok 2 min przede mną.
Poniżej krótka relacja Piotra:
"Założenie było takie aby przejechać dystans 120 km treningowo - bez specjalnego ścigania - taka wycieczka w atmosferze wyścigowej, ale też nie rajd dla emerytów. Chodziło o zmierzenie się z dystansem, a może raczej bardziej z czasem jazdy i przewyższeniami. Zaraz po starcie zaczęliśmy jechać razem z Jackiem. Czasami trzeba było czekać na siebie jeśli, któryś z nas z różnych powodów lekko został z tyłu - a bo to ktoś przyblokował na singlu, a to awaria, a to w końcu albo skurcz albo kryzys. W sumie nie umawialiśmy się specjalnie na wspólną jazdę na cały dystans, ale jakoś tak było miło, że nasz "związek przetrwał do 110 km. kiedy to Jacek zagapił się na zjeździe z drogi asfaltowej w las. Ja jadąc w tym momencie jakieś 30 m. za nim, wjechałem tak jak należało i po krótkim podjeździe i ponownym wjechaniu na drogę asfaltową prowadzącą do mety odjechałem wykorzystując okazję, czyli ciągnących na kole innych zawodników. Jacek niestety nie zdążył na pociąg i musiał do mety jechać już sam. Co do samej trasy to była dość ciężka, szczególnie druga cześć od 60 km. gdy zaczął się naprawdę ciężki podjazd, gdzie prędkość dochodziła do 6 km./h, i tak przez godzinę jazdy. W krytycznym momencie mimo, iż pojawił się na chwilę asfalt, nachylenie było tak duże, że już tylko można było prowadzić rowery. Całe szczęście, że po każdym szczycie jest zjazd. Tu jednak zjazdy stanowiły kolejny duży problem dla bardzo zmęczonego już organizmu. Gwałtowne obniżanie wysokości z 1500 do 600 mpm i związana z tym gwałtowna zmiana ciśnienia wywoływały nagły ból głowy i nudności. Metę osiągnąłem po ok. 7 godz. i 43 min. w tym czasie spaliłem 6000 Kcal. średnia prędkość 15,8km/h, a maksymalna to 80,5 km/h. Licznik wykazał dystans 121 km. i ponad 3700 m przewyższenia. Po 4 godz. i 50 min. zacząłem odczuwać pierwszy poważniejszy kryzys, który objawił się skurczami mięśni czworogłowych. Spodziewając się całkowitego skurczu zwolniłem tempo, zatrzymałem się nawet na kilka minut. To pomogło i udało mi się jakoś dotrzeć do szczytu po którym nastąpił zjazd do bufetu i gdzie pojawiła się tylko pozorna poprawa samopoczucia. Odczucie zbliżającego się skurczu powracało gdy tylko chciałem przycisnąć, a było trzeba bo bez tego nie można było podjeżdżać. Na 20 km przed metą poczułem się już lepiej mogłem nawet podkręcać nieco tempo, ale to może wizja zbliżającego się końca dodawał mi sił. I tak zakończyło się moje doświadczenie z Salz'em, w którym odnalazłem to po co tu przyjechałem. Dowiedziałem się gdzie są moje sportowe granice tej dyscypliny, a gdzie zaczyna się już tylko walka z samym sobą."
Zdjęcia już wkrótce.
|
|
|
|
|
|
|
|
Mamy Mistrza Polski !
Dodano: 2017.07.17
Podczas odbywających się w Wałbrzychu Mistrzostwach Polski XC, nasz zawodnik, Rafał Chmiel stanął na pierwszym stopniu podium w kategorii Masters.
Wkrótce relacja z zawodów.
|
|
|
|
|
|
|
|
Bad Goisern - Austria.
Dodano: 2010.07.16
O dwóch dni jesteśmy już w Austrii, pogoda jak na razie idealna, czyli ponad 30C. W czwartek w ramach treningu, zrobiłem małe rozpoznanie trasy przejeżdżając jej drugą część, czyli jakieś 70 km. Powiem szczerze, że jest gdzie się zmęczyć. Podjazd na 1500 m ciągnie się w nieskończoność. Trasa nie jest trudna technicznie, dominują głównie szutry, ale na zjazdach trzeba szczególnie uważać, bo czasami koło ucieka.
W piątek, już z Piotrkiem zrobiliśmy lekki burnout wokół miejscowego jeziora. Jutro start, do pokonania prawie 120 km i ok. 3500 m przewyższeń.
|
|
|
|
|
|
|
|
Salzkammergut Trophy 2010 !
Dodano: 2010.07.13
Już w najbliższą sobotę wspólne z Piotrkiem Grzegorczykiem weźmiemy udział w jak to się mówi, najcięższym maratonie MTB w Europie. Będzie to nasz drugi start w tej imprezie, również na dystansie nieco ponad 100 km. Po zeszłorocznym, przerwanym ze względu na pogodę wyścigu, mamy sobie coś do udowodnienia ;) Mam nadzieje, że tym razem aura nie pokrzyżuje nam planów i będziemy mogli ukończyć ten maraton. Wyjeżdżamy już jutro, żeby przez dwa dni przed startem dobrze się zaaklimatyzować w wysokich górach. Będziemy starali się, w miarę możliwości na bieżąco informować o naszych poczynaniach.
Jacek.
|
|
|
|
|
|
|
|
Maraton MTB - Połczyn Zdrój
Dodano: 2010.07.11
W ostatnią niedzielę w Połczynie-Zdroju odbył się, już po raz czwarty, maraton MTB. Zawodnicy z całego kraju ścigali się w przepięknej okolicy a taką jest polodowcowa kraina doliny Drawy i Dębnicy. 2x3 BikeTeam reprezentował Rafał Chmiel, zajmując doskonałe 3 miejsce w Open i 1 w kat.M3 na dystansie Mega.
|
|
|
|
|
|
|
|
Skandia Maraton w Nałęczowie
Dodano: 2010.07.06
3 lipca w ramach edycji Skandii zostały rozegrane Mistrzostwa Polski OSP. Poniżej, krótka relacja Adriana Trycha, który miał okazję startować w tych zawodach.
" Postanowiłem, że od samego startu będę się trzymał czołówki i faktycznie cel ten został osiągnięty bo w początkowej fazie wyścigu przewodziłem stawce,niestety moje prowadzenie na pierwszym sztywniejszym podjeździe się skończyło i zacząłem tracić kolejne pozycje, delikatnie mnie przytkało. Po złapaniu drugiego oddechu zacząłem nadrabiać stracone sekundy nie dając się nikomu wyprzedzić i wyprzedzając innych zawodników,doganiając niewielką grupkę zaczęliśmy jechać dość szybkim tempem i niestety i tym razem po próbie odskoczenia zostałem skontrowany i znów odstałem,więc ostatnie ok.10 km.jechałem sam. Ostatecznie przyjechałem na metę 24- Open, 5-w MP OSP i 6-w M3. Oczywiście mam wielki niedosyt po tych zawodach i mam nadzieję że kolejne zawody przyniosą mi w końcu miejsce na podium."
|
|
|
|
|
|
|
|
3 starty w 1 weekend.
Dodano: 2010.07.05
W miniony weekend nasi zawodnicy wystartowali w trzech imprezach. W sobotę Piotrek i Rafał wzięli udział w Hanza MTB Maraton w Słubicach, gdzie Piotrek odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. W Nałęczowie, Adrian walczył o tytuł Mistrza Polski Służb Mundurowych w Maratonie MTB, a w niedzielę był jeszcze start w cyklu PSMarathon w Murowanej Goślinie, gdzie Rafał zajął świetne 4 miejsc Open, Remek wygrał w kat. M4.
A oto krótkie podsumowania zawodników:
Piotr Grzegorczyk :
Słubice : "Decyzję o starcie w wyścigu podjąłem kilka dni wcześniej, po konsultacji z trenerem, gdyż kolidował mi on z wyścigiem w Murowanej Gościnie dzień później, który to wyścig był dla drużyny ważniejszy. Ostatecznie zdecydowałem się wystartować, gdyż był rozgrywany na "mojej ziemi", nie wymagał przygotowań logistycznych, a do tego moja żona Agnieszka postanowiła również wystartować. Aby specjalnie się nie obciążać przed Murowana postanowiłem pojechać dystans mini - 18 km. z założeniem, że jeśli będzie szansa na pierwszą piątkę to jadę na maksa, jeśli nie to się przejadę spacerowym tempem. Okazało się że na starcie stanęli znani z maratonów w Polsce zawodnicy, a przy najmniej ze znanych teamów. Po starcie udało mi się utrzymać w czołowej szóstce, Po kilku km. byłem już trzeci lub czwarty. Kilometr przed meta nawet prowadziłem, ale dałem się wyprzedzić napierającym zawodnikom na technicznych zjazdach i podjazdach. Ostatnie setki metrów do mety prowadziły zjazdem leśnym, który kończył się na drodze asfaltowej przed stadionem. Wystarczyło wjechać w prawo z drogi na płytę stadionu i po stu metrach był finisz. Wiedziałem, że już nie dojdę tych zawodników, gdyz mieli przewagę około 40 m. a na zjeździe na kilkaset metrów przed metą ciężko to odrobić. Więc upewniwszy się ze nikt mnie nie goni, już bez morderczego tempa wjechałem na płytę stadionu. A tu zaskoczenie Komentator okrzykuje mnie zwycięzca dystansu mini. Okazało się, że poprzedzający mnie zawodnicy w ferworze walki przejechali wjazd na stadion rozpoczynając kolejne okrążenie. I tak, mocna dyspozycja poparta szczęściem, a może pechem rywali sprawiły wygrałem ten wyścig Open i w kategorii, która co nie spotykane obejmowała zakres 20 lat od 19-40 roku życia. Złożone przez rywali protesty sugerujące, że ktoś im źle wskazał kierunek jazdy nic nie przyniosły i wynik została się na moją korzyść.
Dodać należy, że dzielnie walcząca w naszych barwach małżonka, tylko po dwóch poprzedzających treningach zapoznawczych z trasa, ukończyła wyścig zdobywając 3 miejsce w kategorii (również bardzo szerokiej - 20 letniej.)
W maratonie ale na dystansie 54 km. startował również Rafał Chmiel. Miał bardzo wysoko postawioną poprzeczkę, ponieważ walczył z takimi zawodnikami jak Mariusz Gil, Marek Konwa, Aleksander Dorożała czy też Andrzej Kajzer. Po ciężkich bojach i pasjonującym finiszu zajął wysokie 7 miejsce Open.
Poniżej link do strony polskiego radia Zachód w Z. Górze, któremu zaraz po wyścigu udzieliłem krótkiego, spontanicznego wywiadu. wciśnij na button "multimedia". http://www.zachod.pl/articles/view/kolarze-mtb-walczyli-w-slubicach"
Murowana Goślina : "Od początku starałem się pojechać na maxa, aby załapać się do jak najszybszego pociągu, bo początek był płaski i to decydować mogło o ostatecznym wyniku. Problem polegał na tym że startowałem z trzeciego sektora więc moje chęci musiały okazać się płonne, szczególnie że początek wyścigu przebiegał po niekończących się łachach piasku w tumanach kurzu. Ostatecznie po nastu km. stawka się jakoś tam ułożyła i tak jechaliśmy zbierając po drodze innych zawodników. Przed metą na 50 km. zaczęły się jako takie górki co porwało te wagoniki, a mi udało się urwać jeszcze trochę zawodników i szczęśliwie bez upadków i awarii dojechałem do mety z całkiem dobrym wynikiem, jak się później okazało. Murowana Gościna to miejsce specyficzne - dużo piachu, szybkie tempo i temperatura powyżej 30 st. - I po co jechać nad może - a fakt nie było wody.
Rafał Chmiel :
Słubice:
" Wiedząc, że w niedzielę mam start w Murowanej Goślinie decyzje o starcie w Hanza Maraton w Słubicach podjąłem dopiero dzień przed startem po rozmowie z moim kolegom jednym z organizatorów Krzysztofem. Wystartowałem dosyć dobrze, przez cały czas jechałem w czołówce aż do zjazdu po piasku gdzie wpadł mi pod łańcuch kołek i zaklinował się pomiędzy dużą a średnią zębatką musiałem zatrzymać się i usunąć go ręką. Niestety przez ten incydent straciłem kontakt z czołówką. Zawody kontynuowałem na około 9 miejscu, w końcówce udało mi się odskoczyć od kolegi numer 8 i przed metą dogoniłem kolegę 7, z którym wygrałem dosłownie o grubość opony po kilkuset metrach finiszu. Podsumowując gdyby nie pech z kołkiem miejsce mogłoby być lepsze choć pierwsze 4 miejsca były raczej zajęte.
Murowana Goślina:
Musiałem nieźle się napracować zaraz po starcie aby dogonić czołówkę, bo stałem w końcówce drugiego sektora. Na początku nikt z czołówki nie oszczędzał się, licznik momentami wskazywał na prostej nawet 45 km/h, do godziny miałem po prostu dosyć. Odpuszczałem 2 razy 3 może nawet i więcej ale zawsze udawało mi się dojść do czołowej grupki. Raz dogoniła mnie większa grupa w której był Remek, tutaj tempo zdecydowanie było bardziej równe i dzięki nim na Dziewiczej Górze znowu miałem kontakt z czołówką. Do mety było już około 20 km, jechaliśmy sporą bo 12 osobową grupą, finisz rozegrał się na piachach tuż przed metą zawodnicy rozjechali się część na prawo część na lewo ja konsekwentnie trzymałem sie środka na asfalcie byłem 4 i tak dojechałem do mety, jak sie później okazało przed nami około 2 min. do mety dotarł już jeden zawodnik co w sumie dawało mi bardzo dobre 5 miejsce open i 2 w kategorii M3.
Jacek Kuzynin - 21 m. w kat. M3, 55 m. OPEN " Start w Murowanej Goślinie poprzedziłem weselem mojego serdecznego kolegi ( pozdrawiam Grzegorz ), ale mimo wszystko postanowiłem wystartować i zrobić chociaż ciężki trening w intensywności startowej. Na starcie byłem jeszcze półprzytomny po 2h snu ale po paru set metrach organizm się obudził i wbrew moim oczekiwaniom czułem się naprawdę dobrze. Pomyślałem, że skoro nie jest tak źle, to zwiększę intensywność i zacząłem przeskakiwać do przodu, zahaczając się co jakiś czas do małych grupek. Jechało mi się naprawdę dobrze, noga podawała, szczególnie na krótkich, sztywnych podjazdach na jedynej chyba w okolicy górze. 10 km przed metą minąłem Huberta z MBS Goleniów, który powiedział mi, że minute temu mijał go Piotrek i jest niedaleko. Przycisnąłem więc jeszcze mocniej, chcąc dojść jeszcze Piotrka, niestety nie starczyło dystansu i linię mety minąłem 2" po nim. "
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf Maraton MTB :: Stare Kurowo
Dodano: 2010.06.27
W słoneczną niedzielę w ramach Gryf Maratonu, mieliśmy okazję pościgać się w okolicy Starego Kurowa oraz jeziora Długie. Trasa o długości 68 km była dość zróżnicowana, jak zwykle dominowały piaszczyste leśne drogi, szutry i brukowane stare drogi. Na szczęści asfaltu było bardzo mało. Ten kto nastawił się na płaski maraton, mógł się zdziwić, ponieważ nie brakowało podjazdów, były dość krótkie i sztywne ale mogły zmęczyć. Świetnie w tym wyścigu spisali się nasi zawodnicy, odnosząc dwa zwycięstwa - Remigiusz Kuźmicki w kat. M4 oraz Rafał Chmiel w kat. M3, poza tym Tomek Adamski był 3 w M2 a Jacek Kuzynin, Adrian Trych i Piotr Grzegorczyk zajęli kolejno 3,4 i 5 miejsce w kat. M3.
A oto, co mieli do powiedzenia zawodnicy zaraz po minięciu linii mety:
Rafał Chmiel - 1 m. w kat. M3, 3 m. Open - " Trasa Gryfa w Starym Kurowie była mi znana, choćby dlatego, że do miejsca startu mam zaledwie 10 kilometrów. Od samego startu jechało mi się bardzo dobrze, choć były odcinki na których było ciężko, szczególnie tam gdzie były piachy. Jeszcze zdarzyła się nam, czyli (Remkowi i mnie) wywrotka, ale kolega, który później zwyciężył open poczekał na nas...., zresztą my nie byliśmy mu zbyt długo dłużni, bo i on miał wywrotkę, wtedy czekaliśmy my. W końcówce straciłem siły ale i tak udało mi się dojechać na 3 miejscu open z czego bardzo się cieszę."
Tomasz Adamski - 3 m. w kat. M2 , 7 m. Open - " Od początku chciałem się zabrać z czołówką, co udało mi się po pewnym czasie. Na początku wyścigu był wąsko, a ja nie startowałem z pierwszej linii. Jadąc w czołowej piątce na pierwszym kółku jeden zakręt przy jeziorze mnie zaskoczył, co zakończyło się upadkiem i koziołkowaniem przez kierownice. Na szczęście obrażenia nie były duże i zabrałem się z kolejną grupką. Tempo mieliśmy dość wysokie i po kilkunastu kilometrach zobaczyliśmy czołową grupkę, którą następnie dogoniliśmy. Od tego czasu ponownie trzymałem się czołówki. Końcówkę wyścigu nie miałem mocnej, słabłem coraz bardziej i dojechałem 7 open i 3 w M2. Trasa była wymagająca i się pyliła, męczyły sztywne podjazdy oraz liczne odcinki luźnego piasku. Wyścig pozytywnie mnie zaskoczył, nie sądziłem że będzie tak zróżnicowany i wymagający."
Jacek Kuzynin - 3 m. w kat. M3 - " Dzisiaj taktyka była inna niż poprzednio, wiedziałem, że maraton będzie płaski i szybki, więc postanowiłem od samego startu jechać na maxa. Po jakimś czasie, jechaliśmy razem z Tomkiem, zaraz za pierwszą grupą, on dociągnął do czołówki a ja zostałem, ale na szybkim szutrze udało mi się dojść pierwszą grupę, gdzie oprócz Tomka, jechali również Remek i Rafał. Niestety zaliczyłem glebę na piaszczystym zakręcie i dalszą część trasy jechałem niemal sam. Na 60 km. zdecydowanie osłabłem, wyszła duża intensywność na pierwszej rundzie i tylko siłą woli dojechałem do mety czując na plecach Adriana i Piotrka, którzy kilka sekund po mnie minęli linię mety. Tak czy inaczej, jestem zadowolony."
Piotr Grzegorczyk - 5 m. w kat. M3 - " Początek jechało mi się dość opornie. Z kilometra na kilometr oddawałem pozycję, gdy dogonił mnie Adrian zaczęliśmy jechać razem, ale na jednym ze zjazdów przejechałem zakręt i straciłem trochę cennych sekund, Adrian odjechał. Nadal noga nie podawała. Na kolejnym zakręcie ktoś z obsługi stanął sobie ładą Niwą na łuku sypkiego zakrętu utrudniając szybki przejazd. Gdy go zauważyłem, gwałtowne hamowanie spowodowało upadek i kolejne sekundy, noga dalej nie podawała, kolejni zawodnicy mnie dochodzili, a to dopiero pierwsze okrążenie. Na drugim okrążeniu coś zaczęło odpuszczać, zacząłem przyspieszać, ale zaliczyłem kolejne OTB na głębokim piachu. Jednak OTB wyraźnie mnie ożywiło. Nagle zacząłem przyspieszać i rozkręcać tempo. Jechałem jak szalony, doganiałem wszystkich tych którzy wcześniej mnie wyprzedzali, nie dawałem nawet szansy wejścia na koło. I tak do końca. szkoda że trasa nie miała tych 75 km. bo wówczas wynik byłby znacznie lepszy. No, ale nie zawsze jest tak jak by się chciało. "
|
|
|
|
|
|
|
|
Rafał nie odpuszcza !
Dodano: 2010.06.20
Po sobotnim starcie w Międzygórzu, Rafał Chmiel wziął udział w kolejnej edycji Thule Cup 2010, tym razem rozgrywanej w Chodzieży. Równo o 13.15, 45 mastersów ruszyło na trasę, do pokonania mieli 7 rund, każda o długości 3700 m. I tym razem Rafał nie dał najmniejszych szans swoim konkurentom i podobnie jak w poprzedniej edycji w Obornikach wygrał klasyfikację Open.
A oto co powiedział Rafał zaraz po wyścigu: " Wygrałem w Chodzieży mimo, że miałem znowu gumę, ale koledzy stali przy trasie, dali mi koło a przewaga była na tyle znaczna że konkurenci mnie nie doszli. Następna edycja (Połczyn zdrój )jadę w elicie, będzie ciężko ale o to chodzi ;) "
|
|
|
|
|
|
|
|
Powerade Suzuki MTB Marathon :: Międzygórze
Dodano: 2010.06.19
W ostatnią sobotę ścigaliśmy się na kolejnej edycji Powerade Suzuki MTB Marathon. Tym razem mimo złych zapowiedzi, pogoda dopisała i na trasie było w miarę sucho. Poniżej krótkie podsumowanie samych uczestników:
Remigiusz Kuźmicki - 3 m. kat. M4, 55 m. Open
"Trasa w Międzygórzu została zmieniona w stosunku do ubiegłorocznej, dodano trochę trudniejszych technicznie odcinków i wyszło to całkiem nieźle.
Niestety ja ze swojego startu nie jestem zadowolony, pojechałem zbyt zachowawczo i po zobaczeniu wyników byłem zły na siebie.
Od startu chciałem spróbować jazdy spokojniejszej, tak, by cały czas zachować siły... i zachowałem do mety łącznie z żelami.
Jechało mi się świetnie, ale rezultat nie był najlepszy - dałem się wyprzedzić dwóm rywalom z kategorii i nawet o tym nie wiedziałem. Jako doświadczony zawodnik nie powinienem do takich sytuacji dopuszczać, no ale człowiek uczy się na błędach. Na szczęście różnice czasowe nie były duże i nie spowodowały dużej straty punktowej w klasyfikacji generalnej.
Pojechałem na wyścig, a zrobiłem mocny trening:) ".
Tomek Adamski - 27 m. kat. M2 , 48 m. Open.
" Przed startem zastanawiało mnie jak mi pójdzie ten wyścig i jakie są aktualnie moje możliwości.
Trasa była wymagająca pod każdym względem. Jechałem na tyle szybko ile byłem wstanie.
Wiem że jeszcze mam pewne braki, nad którymi będę pracował."
Piotrek Grzegorczyk - 24 m. kat. M3, 64 m. Open
" W mojej ocenie był to najlepszy wyścig górski tego cyklu. Długi podjazd na początku i techniczny zjazd po kamieniach na krawędzi "przepaści" to coś co może podnieść adrenalinę lub całkowicie zablokować. Mi udało się zjeżdżać na maxa co chyba zawdzięczam mojemu bike'owi i wcześniejszym treningom zjazdu po schodach w mojej okolicy symulując skalne i korzenne down-hille. Wszystko mi się tego dnia udawało i gdyby nie zablokowany łańcuch na korbie po jednej z nieudanych redukcji i OTB w błotnej koleinie na 2 km. przed metą, z której wyszedłem jak po kąpieli błotnej to pewnie kilka minut lub pozycji jeszcze bym urwał. Mimo wszystko uważam, że wyścig był dla mnie bardzo udany. Miejsce i trasa wyborne i pogoda również dopisała choć mogło być trochę cieplej. "
Rafał Chmiel - 25 m. kat M3, 66 m. Open
" W Międzygórzu na starcie stałem w pierwszej linii, początek miałem dosyć dobry jechałem w czołówce do około godziny, później już było nieco gorzej, końcówka była dramatyczna 2 gumy jedna po drugiej ale udało się dojechać do mety. Niekończące się szerokie szutrowe podjazdy, tak po krótce można opisać trasę. Przede mną jeszcze wiele startów mam nadzieję, że uda mi się nadrobić straty. "
Jacek Kuzynin - 29 m. kat. M3, 85 m. Open
" Strategia była prosta, nie tracić na podjazdach, zyskiwać na zjazdach. Pamiętając jeszcze Karpacz, tym razem zacząłem bardzo asekuracyjnie, miękko swoim tempem z czasem zwiększając intensywność. Długie, wymagające podjazdy naprawdę mogły dać w kość, zjazdy w większości łatwe, szutrowe pozwalały rozpędzać się do ok. 60 km/h. Nie brakowało też technicznych zjazdów i na jednym z nich, chwilowy brak koncentracji spowodował, że poleciałem głową w dół, przyjmując jeszcze na siebie rower. Na szczęście, oprócz zbitego kolana nic poważnego się nie stało i mogłem kontynuować wyścig. Po drugim bufecie pomyliłem jeszcze trasę, co spowodowało, że straciłem kilka cennych minut. Krótko mówiąc, impreza udana, wynik już mniej ...."
Po edycji w Międzygórzu, 2x3 BikeTeam awansował na 4 miejsce w klasyfikacji generalnej na dystansie Mega.
|
|
|
|
|
|
|
|
Pracowity weekend - Family Cup i Kargowa MTB.
Dodano: 2010.06.13
W ostatni weekend nasi zawodnicy wzięli udział aż w 3 różnych zawodach. Adrian, Rafał i Jacek ścigali się na szosie w Choszcznie, Piotrek i Tomek wystartowali w Kargowa MTB 2010, natomiast Remigiusz wraz z 6 letnim synem Stasiem, wzięli udział w imprezie pod nazwą AMATORSKIE MISTRZOSTWA WOJEWÓDZTWA ZACHODNIOPOMORSKIEGO W KOLARSTWIE GÓRSKIM " FAMILY CUP 2010", która odbyła się w Szczecinie w Lasku Arkońskim. Remek zajął 1 miejsce OPEN a jego syn 4.
Poniżej krótka relacja Piotra z wyścigu w Kargowej.
W niedzielę (13-06-2010) wraz z Tomkiem wystartowaliśmy w jednym z cykli GP województwa lubuskiego, który akurat wypadł w m. Kargowa na północ od Zielonej Góry. Wyjechaliśmy tam bez specjalnego przygotowania startowego z marszu, traktując wyścig jako trening. Myślałem sobie - no cóż jakaś tam lokalna impreza X katagorii. A tu co? Szok. Tak dobrze zorganizowanej imprezy lokalnej dawno nie doświadczyłem. Szumnie nazwany Gryf Maraton to jest przedszkole, które z pozycji lidera maratonów powiedzmy niegórskich stoczył się jak lawina w dół zgodnie z powiedzeniem "kto nie idzie do przodu ten się cofa" Po wyścigu zastanawiam się czemu Gryf jest tak drogi nie oferując dosłownie nic i co roku coraz mniej. Kto był ten wie. A co w Kargowej - no proszę - opłata startowa 15 zł. Co mamy za to? A proszę bardzo - perfekcyjnie oznakowana trasa, elektroniczny pomiar czasu (chip) i błyskawiczne wyniki, na każdym niemal zakręcie uczniowie z gimnazjum wskazują kierunek, wyścig prowadzi pilot na motorze, a zamyka stawkę Quad z pomocą medyczną. Na bufecie napoje energetyczne i owoce i pewnie coś jeszcze, ale nie wiem bo nie skorzystałem. Dekoracja - szok - zwycięzcy w poszczególnych kategoriach otrzymują statuetki jakich nie powstydziłby się niejeden wyścig Tourowy, pozostali otrzymują nagrody rzeczowe - rowerowe od kasków, siodełek, a na oponach kończąc których nie jest wstyd założyć do roweru. Niestety sprzętu wędkarskiego zalegającego półki kolegi tutaj nie dostaniecie. Ponad to trzy pierwsze lokaty Open otrzymują nagrodę pieniężną - 700, 500 i 200 zł. Do tego testy sprzętu rowerowego Trek i Gary Fisher, gratis makron i kiełbasa z grilla bez ograniczeń i losowanie nagród wśród uczestników od zapięć rowerowych, mebli, po rower Giant kończąc. Tak więc głowa do góry, nie zatrzymujmy lawiny bo już rodzi się bardzo dobrze zorganizowana i obsadzona impreza.
A i nasze wyniki:
Tomek - po kłopotach ze skurczem łydki skończył 5 w kategorii i 13 open, ja (Piotr) po upadku na 8 pozycji w kategorii i 15-18 open walka na kresce i ten sam czas.
|
|
|
|
|
|
|
|
Pętla Drawska - Choszczno
Dodano: 2010.06.12
W sobotę trzech zawodników naszego Teamu stanęło na starcie V Choszczeńskiego Maratonu Szosowego „Pętla Drawska”. W pierwszej, najsilniejszej grupie wystartował Jacek Kuzynin, w kolejnej Adrian Trych i Rafał Chmiel. Jak się okazało, przydział do grupy miał kluczowe znaczenie na ostateczny wynik. Pierwsza grupa, gdzie średnia prędkość wyniosła ponad 40 km/h rozdzieliła miedzy sobą miejsca na podium. Trasa wyścigu o dystansie 82.9 km biegła z Choszczna przez Bierzwnik, Krzęcin, Pełczyce i z powrotem do Choszczna. Jacek Kuzynin zajął 2 m. w kat. M3, natomiast Adrian Trych 5 a Rafał Chmiel 11, przyjeżdżając jako pierwsi ze swoich grup. Podsumowując, była to fajna impreza i urozmaicenie treningu przed kolejnymi startami MTB. A najbliższe zawody już za tydzień w Międzygórzu, cykl Powerade Suzuki MTB Marathon.
|
|
|
|
|
|
|
|
Rafał Chmiel - 1 w czwartej edycji Thule Cup w Obornikach.
Dodano: 2010.05.30
Kolejna wygrana Rafała, tym razem w wyścigu rozgrywanym w formule XC, który odbył się na torze motokrosowym w Obornikach.
Z powodu odwołania maratonu w Szczawnicy, wybór padł na Oborniki, jako alternatywne zawody. Tym razem pojechaliśmy tylko we dwóch tj. Rafał Chmiel i ja czyli Jacek Kuzynin. Na miejscu byliśmy ok. godziny 11, wiec mieliśmy dużo czasu by przeprowadzić rozgrzewkę i przejechać parę razy rundę po której później przyszło nam się ścigać. Trasa poprowadzona była na torze motokrosowym, więc dominowała ubita ziemia, trochę piachu i gdzieniegdzie błotko. Technicznie bardzo ciekawa, krótkie ale bardzo sztywne podjazdy, wąskie zakręty i dość strome, ale niestety krótkie zjazdy.
Punktualnie o 13.15 nastąpił start w kategorii Masters, na kresce stanęło ok. 50 zawodników, a do pokonania mieliśmy 8 okrążeń, co dało łączny dystans 23.5 km. Od samego początku na czoło wysunął się Rafał i kontrolując cały czas wyścig jako pierwszy minął linię mety. Ja dojechałem na miejscu 11.
Podsumowując, impreza bardzo udana, dobrze zorganizowana, jednym słowem świetna zabawa. Na pewno jeszcze nie raz zawitamy na Thule Cup.
|
|
|
|
|
|
|
|
Nieoczekiwana zmiana planów.
Dodano: 2010.05.26
W ostatnim czasie, w związku z panującą sytuacją powodziową na południu Polski, zostały odwołane liczne imprezy sportowe. Dotyczy to również naszych startów w cyklu Powerade w Szczawnicy oraz Scandii w Nałęczowie. Do tego, został przeniesiony termin Gryfa w Wałczu z czerwca na sierpień. Wszystkie te zmiany spowodowały, że musieliśmy szukać alternatywnych zawodów, żeby wyrobić kilometry startowe ;) Tak więc w najbliższy weekend wystartujemy w serii Thule Cup w Obornikach a później 12 czerwca w maratonie szosowym Pętla Drawska w Choszcznie. Mamy nadzieje, że pogoda nie pokrzyżuje już planów organizatorom i reszta imprez odbędzie się w wyznaczonych terminach.
|
|
|
|
|
|
|
|
Golonkometry w Złotym (Błocku) Stoku - czyli III edycja Powerade
Dodano: 2010.05.15
W sobotę wystartowaliśmy w Złotym Stoku. Temperatura około 9 st. i bardzo mokro po piątkowych, całodniowych opadach deszczu nie wróżyły, że będzie to łatwy wyścig.
Wystartowaliśmy w składzie Ja (Piotr), Rafał, Remigiusz i Adrian. Start nastąpił planowo o czasie, ostro pod górę. Z mojego punktu widzenia wyścig wyglądał tak: Do momentu, aż wjechaliśmy w las szło całkiem dobrze, ale nadzieja, że tak będzie dalej szybko okazała się płonna. Z każdym kilometrem grunt stawał się coraz bardziej grząski i błotnisty. Z gór spływały strumienie wody, co czasami okazywało się nawet pomocne, gdyż wypłukiwały one ziemię tworząc żwirową nawierzchnię pod swoją powierzchnią. To z kolei stanowiło lepszą alternatywę do jazdy w tych i tak mokrych warunkach, niż jazda po błocie. Podjazdy były stosunkowo ciężkie, ale dało się je pokonać, za wyjątkiem miejsc, gdzie podłoże było na tyle grząskie, że opona wpadała w poślizg. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść i nadeszło wraz z pierwszymi zjazdami. Zjazdy były obsiane kamieniami i korzeniami, a wszystko zmieszane z kilkucentymetrową warstwą błota. To wszystko razem tworzyło bardzo niebezpieczną substancję, która szykowała się do nieuchronnego wybuchu, co do którego nie było już wątpliwości, jedyne co było w tym momencie niewiadomą to to kiedy on nastąpi. W moim przypadku musiał on nadejść już na samym początku, gdy straciłem okładziny w moich Avidach na tylnym kole. Brak hamulca tylnego przy mocnym przednim powodował, że zjazdy w tych warunkach były pozbawione jakiejkolwiek kontroli. Przy próbie hamowania rower nurkował na przód, a opóźniona reakcja hamowania z tyłu musiała się w końcu skończyć tragicznie. Dlatego też moje zjazdy często przyjmowały postać zejść, dając się wyprzedzić albo bardziej obytym z warunkami góralom albo szaleńcom prującym w dół bez opamiętania. Po jakimś czasie walki z warunkami przyszła dobrze znana i oswojona normalnośc czyli szutrowy, szybki zjazd. Pozwoliłem sobie na nim na lekkie przyspieszenie, aby nadrobić wcześniejsze straty, zapominając jednak o ty o czym nie powinienem - opóźniona reakcja tylnego hamulca I tak jadąc w dół ok. 50 km/h nie zdążyłem wyhamować przed pojawiającym się łukiem drogi. Cały czas hamując , wiedząc, że już z tego nie wyjdę cało, udało mi się jeszcze zwolnić może do 20 km/h. Szykowałem się do niechybnego kontaktu z ziemią. Niestety za drogą jej nie było. Było tam koryto strumienia górskiego o głębokości i szerokości około metra obsiane gęsto dużymi kamieniami, z wesoła pluskającą sobie wodą. Nie pozostało mi nic innego jak tylko minimalizować straty osobiste i sprzętu. Pierwsze wpadło przednie koło, a ja zaraz za nim robiąc efektowny przelot nad kierownicą. W rowie byłem pierwszy amortyzując upadek rękoma i robiąc przewrót w przód. Lecąc tak widziałem szybujący nade mną jeszcze rower, który ostatecznie wylądował mi na plecach. I całe szczęście bo rower nie odniósł żadnych uszczerbków. Ja o dziwo również odniosłem poważniejszych urazów, nie liczą kilku zadrapań na obu rękach i nogach. Mokry już byłem więc wody ze strumienia nawet nie poczułem. Większą szkodę odniosłem natomiast na psychice. Dalsze zjazdy były już obarczone wielką bojaźnią podczas, których traciłem kolejne pozycje, a do mety było jeszcze daleko. Później w czasie pokonywania kolejnych kilometrów okazywało się , że czym bliżej do mety tym dalej. Trasa miała mieć dystans 41 km. Gdy miałem na liczniku 40 km. ciesząc się, że już za chwilę skończy się ta rzeźnia, na drzewie nagle pojawiła się tabliczka wskazująca, że do mety zostało bagatela 5 km.. No cóż, trudno, przecież się nie wrócę. Cisnę jakoś dalej, tym bardziej, że trasa trochę złagodniała a we mnie wstąpił drugi oddech. Patrzę na licznik, no jeszcze tylko 2 km., czas podkręcić tempo, nawet w trupa te 2 km. wytrzymam. Nagle, cóż to, kolejna tabliczka i wcale na niej nie jest cyfra 2, znów piątka. O co tu chodzi? A no tak, już teraz wiem. Przypomniałem sobie jak na trasie ktoś mówił, że tutaj obowiązuje inna miara niż w kontynentalnej Europie. Tutaj trasę mierzy się w "golonkometrach". Na mecie, ostatecznie okazało się, że dystans 41 km wyniósł ponad 49, czyli 20% więcej niż miało być. Golonkometr = 1,2 m.
Ostatni kilometr to szybki, ale łagodny zjazd i wjazd na malowniczy ryneczek Złotego Stoku. Przyjechałem ostatecznie 93 open i 29 w kategorii M3, Rafał przyjechał najwyżej - 9 miejsce Open i 3 w kategorii M3, Remek był 41 open i 2 w kategorii M4. Adrian przyjechał 112 open i 39 w kategorii.
Po wyścigu straciliśmy 5 pozycję w klasyfikacji drużynowej spadając z nieznaczną stratą punktową na pozycję 7. Następny wyścig w Szczawnicy za dwa tygodnie i na pewno uda się na odrobić stratę wracając na 5 miejsce.
Wiecej zdjęć w galerii.
|
|
|
|
|
|
|
|
9 maja - Dzień Zwycięstwa !
Dodano: 2010.05.09
Dzisiaj w Szczecinie w Puszczy Bukowej rozegrana została druga edycja Gryfa, tym razem w formule XC. Zawodnicy mieli do pokonania 5 rund, po 7 km każda. Według opinii zawodników trasa nie była zbyt wymagająca, chociażby w stosunku do zeszłorocznej. Z 2x3 Bike Team startowali Piotr Grzegorczyk, Adrian Trych, Rafał Chmiel oraz Michał Januszkiewicz. Najlepszy okazał się Rafał, zajmując 1 miejsce OPEN i 1 w kat. M3, drugi w tej samej kategorii był Piotrek. Wielkie GRATULACJE !!!
Więcej zdjęć w galerii.
|
|
|
|
|
|
|
|
Nowe zdjecia w galerii.
Dodano: 2010.05.06
W galerii możecie obejrzeć najnowsze zdjęcia z Gryfa w Szczecinie i Powerada w Karpaczu. Miłego oglądania.
|
|
|
|
|
|
|
|
2x3 = 5, czyli II edycja Powerade w Karpaczu.
Dodano: 2010.05.01
Dwa trzecie miejsca w kat. M3 i M4 w wykonaniu Rafała Chmiela i Remka Kuźmickiego, oraz awans na 5 miejsce w klasyfikacji drużynowej – tak zakończyła się druga edycja Powerade Suzuki MTB Marathon w Karpaczu.
Poniżej obszerna relacja Tomka Adamskiego.
Pogoda była średnia, takie miałem wrażenie przed startem. Chmury „wisiały nisko”, ostrzegając o możliwym deszczu, dobrze że było dość ciepło.
Większość z naszej drużyny stała w 1 sektorze, Piotrek G. był w drugim, a Adrian w czwartym. Zostało kilka minut do startu, prowadzimy rozmowy między sobą. Uwieszony na kierownicy czekam na start, słyszymy komunikat: „minuta do startu”. Napięcie w sektorze rośnie, rozglądnąłem się wokół, sprawdzając po raz ostatni rower. Dużo zawodników dziś startuje [okazało się, że wystartowało prawie 1000 na wszystkich dystansach]. Słychać odliczanie 10 sekund do startu, 9, 8, 7… START!
Wyjazd z stadionu poszedł łatwo. Następnie w prawo i 5.5km wspinaczki po asfalcie przed nami. Trzeba uważać, przepychanki między zawodnikami trwają. Jedziemy w czołowej grupie, koło siebie mam Jacka i Rafała, po lewej mignął mi Remek gnał do przodu. Rafał zrobił to samo po prawej. Tępo spada, zjechałem po prawej i do przodu. Stawka się rozciąga, mimo że byłem czołowej grupie mam już około 150m do pierwszego zawodnika wyścigu. Pedałuje ile mam mocy w nogach. Wiem, że po tym podjeździe będzie krótki kawałek zjazdu asfaltem, czyli czas na złapanie oddechu. Znalezienie się na szczycie zajęło mi niecałe 15 minut. Zjazd z asfaltu w prawo, zaczynają się pierwsze zjazdy w terenie i pierwsze przepychanki podczas zjazdów. Odpuszczam co niektórym, po głowie krążą mi myśli: „trzeba przede wszystkim dojechać do mety” [poprzedni wyścig nie ukończyłem z powodu awarii]. Pierwszy zjazd kończy się, krótki kawałek pod górkę i ponownie zjazd. Wąska ścieżka, kamienie, korzenie, uskoki, zakręty, zwiększająca się stromizna [później okazało się, że większość zjazdów miała taką charakterystykę]. Przejechałem, sprawnie, odpowiednio manewrując rowerem i kontrolując prędkość. Po tych dwóch pierwszych zjazdach nabrałem więcej pewności, zacząłem jechać ile mam sił. Dalej trasa przebiega zboczem góry, wąską ścieżką. Zaczyna się podjazd, oprócz dużej stromizny, dodatkowymi utrudnieniami były korzenie i kamienie. Widzę że przede mną tworzy się mały korek, co niektórzy prowadzą rowery. Z konieczności zszedłem z roweru i biegiem pod górę. Jestem na szczycie, krótki zjazd, następnie kolejny podjazd. Jest czas na chwilę odpoczynku na łatwiejszej części trasy, przejeżdżamy przez Borowice. Ludzie stoją przy ulicy, co niektórzy dopingują jadących. Wjeżdżamy w pagórkowaty teren. W pewnym momencie jedziemy czymś przypominającym leśną drogę. Miałem wrażenie, że jadę po falach, ledwo przednie koło podjechało pod nierówność i już opadało w zagłębienie przed kolejną. Niektóre były spore, odpowiednio dobrałem prędkość i dość znośnie się jechało. Niespodziewana dodatkowa przeszkoda na trasie, trzeba przejść pod barierką, szum wokół zawodników z tego powodu. Wjeżdżamy na Drogę na Dwa Mosty, zaczął się 3 kilometrowy stromy podjazd. Dobrze, że jest szeroko, można swobodnie wyprzedzać. Czułem już dość znaczne zmęczenie. Mimo tego przerzuciłem na twarde przełożenie i jechałem z kadencją 70 starając się nie wchodzić na beztlen. Pot z czoła leci, nawet słońce wyszło. W pewnym momencie skręcamy w lewo. Kolejny wymagający zjazd wąską rynną wśród drzew, z kamieniami i pieńkami drzew. Dogoniłem na nim Remigiusza, którego widziałem przede mną podczas podjazdu. Chwilę pod górkę, następnie zjazd szeroką kamienistą drogą. Dojeżdżamy do rzeki, przechodzimy przez prowizoryczny most z 4 długich bali drzewa. Teraz mamy po lewej rzeczkę, widoki ładne. Wjeżdżamy głębiej w las i wąską ścieżką pod górę. Stromizna zwiększa się, a ścieżka zwęża. Zahaczam o gałęzie drzewa. Dobrze, że nikogo bezpośrednio nie było za mną bo mógłby nawet spaść z roweru obrywając z tej gałęzi. Wjeżdżamy na Drogę Sudecką, można chwilę odpocząć na tym krótkim płaskim odcinku. Widzę w oddali bufet, a przy nim trochę ludzi. Zawodnicy zaopatrują się przed podjazdem Drogą Chomontową. Dojechałem do bufetu, wypiłem 2 kubeczki wody. Ruszyłem dalej, przede mną 4,5km podjazdu. Wyprzedzam kilku zawodników, niektórzy z nich naprawdę walczą ze sobą. Ja podobnie jak podczas podjazdu Drogą na Dwa Mosty. Twarde przełożenie, kadencja 70 i pnę się do góry. Czuję zmęczenie w nogach. Czasem zerkam na lewą stronę podziwiając wspaniałe widoki okolicy. Słońce ponownie wygląda z za chmur. Kolejne zakręty, podjazd nadal się ciągnie, pokonanie go zajęło mi 20minut, jestem na wysokości 944 metry. Zakręt w lewo i zjazd. To jeden z nielicznych dość łatwych zjazdów. Jedynie trzeba uważać na dziury w drodze i kontrolować prędkość przed zakrętami. Któryś z kolei zakręt, wjeżdżamy na odcinek zjazdu trawiastą drogą. Stopień trudności zjazdu rośnie, droga zwęża się, pojawiają się pierwsze kamienie i uskoki. Kamienie coraz większe, uskoki również. Kolejny zakręt, woda i błoto przede mną. Przejechałem dość sprawnie przez to. Ponownie kamienie, w sumie w tym momencie droga składa się z samych wystających kamieni. Staram się wybierać optymalną ścieżkę. Ja zjeżdżam, jacyś ludzie podchodzą. Nawet niosą wózek z dzieckiem, to była większa grupka turystów. Rozsuwali się przede mną, niektórzy dopingowali. Po którymś zakręcie wjeżdżamy na wąską ścieżkę z mniej lub bardziej luźnymi kamieniami. Prędkość rośnie, stromizna zjazdu podobnie. Trasa prowadzi zboczem góry, uważam na wystające korzenie i porzucane kamienie. Tutaj także dużo ludzi, dopingują, robią zdjęcia. Fajna atmosfera. Wreszcie szersza droga brukiem, poznaję ją. Meta już niedaleko. Widzę przede mną 2 zawodników. Dojeżdżam do nich bliżej na zjeździe po bruku. Wyłaniamy się z lasu i wjeżdżamy do Karpacza. Dwaj zawodnicy nadal przede mną [ostatecznie ich nie dogoniłem]. Wygodna droga asfaltem, trochę pod górkę. To ostatni pojazd. Słyszę szum z stadionu, widzę go już na górze po lewej. Zakręt w prawo, jestem przed stadionem. Ponownie w prawo, następnie w lewo. Ostatnia prosta, pedałuję ile sił jeszcze zostało. Dotarłem do mety po 3godzinach i 3 minutach, zająłem 59-te miejsce open i 36-te w M2. W moim odczuciu to był najbardziej wymagający wyścig w jakim do tej pory uczestniczyłem.
Za metą padłem na trawnik, odpoczywałem kilka minut leżąc. Jak się podniosłem Remek właśnie dojechał. Ponownie zameldował się na podium, był 3-ci w M4 i 74-ty open. Pogratulowaliśmy sobie i zamieniliśmy kilka zdań. Kolejni zawodnicy dojeżdżali, zająłem się regeneracją wcinając owoce na bufecie i pijąc wodę. W między czasie do mety dojeżdżali kolejni zawodnicy naszej drużyny. Piotrek zameldował się na 40-tym miejscu w M3 i 128-mym open. Adrian był 135-ty open i 43-ci w M3. Natomiast Jacek przyjechał na 50-tym miejscu w M3 i 173-cim open. Najlepiej sklasyfikowanym zawodnikiem z naszej drużyny był Rafał Chmiel. Zajął 18-te miejsce open i 3-cie w M3.
Dwóch od nas starowało na dystansie giga. Mirosław Łukawski przyjechał na 29-tym miejscu w M3 i 80-tym open. Michał Januszkiewicz był 71-szy w M2 i 197-my open.
To był dobry dzień dla nas, 2 miejsca na podium, a drużynowo zajmujemy piąte miejsce na dystansie mega.
|
|
|
|
|
|
|
|
Nowy zawodnik w 2x3 BikeTeam
Dodano: 2010.04.30
W ostatnich dniach do Teamu dołączył nowy zawodnik - Rafał Chmiel ze Strzelec Krajeńskich. Tym samym grupa liczy sześciu zawodników w kategoriach od M2 do M4 . Jest to spore wzmocnienie drużyny w walce o jak najlepsze miejsce w maratonach cyklu Powerade i Gryf. Najbliższy start w nowych barwach już 1 maja w Karpaczu.
|
|
|
|
|
|
|
|
Gryf MTB Maraton - inauguracja.
Dodano: 2010.04.26
W niedzielę w szczecińskiej Puszczy Bukowej została rozegrana pierwsza edycja Gryfa. Jest to o tyle dla nas ważny cykl, że bronimy I miejsca w drużynówce. W tym roku organizatorzy zafundowali nam nowe miejsce i nową trasę. Na pewno jest krótsza niż zeszłoroczna, z mojego GPS-a wyszło 55.19 km i 847 m przewyższeń. Poza tym nie brakowało długich podjazdów, szybkich zjazdów i co ważne, zero asfaltu, za to trochę bruku i szutrów. Ale co najważniejsze, pierwszą edycje wygrał zawodnik naszego teamu, Remek Kuźmicki. Jest to kolejne jego zwycięstwo w tym sezonie, niesamowita dyspozycja - GRATULACJE ! Pozostali zawodnicy również pojechali dobrze, Piotrek Grzegorczyk był 4 w kat. i 11 open, Adrian Trych 5 i 12 a Jacek Kuzynin 6 i 13. Natomiast Tomek Adamski po defekcie wycofał się z wyścigu.
Już za tydzień kolejny start, tym razem cykl Powerade Suzuki MTB Marathon w Karpaczu.
Wkrótce w galerii zdjęcia z imprezy.
|
|
|
|
|
|
|
|
Pierwsza edycja Powerade Suzuki MTB Marathon - Dolsk.
Dodano: 2010.04.11
Za nami pierwsza edycja MTB Marathon, był to jednocześnie pierwszy start w tym sezonie dla 2x3 BikeTeam. Wystartowało nas czwórka, na starcie zabrakło jedynie Adriana. W tym sezonie wszyscy startujemy na dystansie MEGA i to w tej klasyfikacji będziemy walczyć o najlepsze miejsca.
Poniżej relacja Tomka Adamskiego:
O 11.10 start, Piotrek i Jacek ustawili się w czwartym sektorze, ja [Tomek] w trzecim, natomiast Remek w drugim. Czas jeden dla wszystkich, trzeba gonić mocno od początku. Początkowe kilometry lekko pod górkę wąską asfaltową drogą, zawodnicy między sobą się przeciskali. Zjechałem na piaszczyste pobocze i swobodnie wyprzedzałem wolniej jadących mając cichą nadzieje, że dogonię Remigiusza. Zjeżdżamy z asfaltu na piaszczystą drogę z dziurami, jadąc na fulu nie zwracałem znacznej uwagi na to i wyprzedzałem kolejnych uczestników. Kolejny kawałek asfaltem, dodatkowo pod wiatr. Dojechałem do kilku osobowej grupki, nikt za bardzo nie chciał ciągnąć grupy i tak jechaliśmy. Czas mijał szybko, a zarazem pokonywane kilometry. Spostrzegłem, że coś nie tak z siodełkiem, się poluźniła śruba w sztycy. Mała górka, podjechałem i czas naprawy. Wtedy minął mnie Jacek. Dokręciłem śrubę, dogoniłem pewną grupkę, z 150m przede mną widziałem Jacka w innej grupie. Prowadził nią, u mnie także nikt nie chciał się wyrywać do przodu. Wychodziłem na zmiany z jeszcze dwoma zawodnikami, chcąc dogonić Jacka. Udało się po kilku kilometrach. Nadal asfalt, trzymaliśmy się czoła naszej grupy. Zjazd na polną drogę z dziurami, grupka się porwała. Z Jackiem pędziliśmy do przodu. Po pewnym czasie obróciłem się i nikogo nie było za mną. Niestety zgubiłem Jacka. Dalej trasa przebiegała przez pola, las. Korzystając z amortyzacji w rowerze wyprzedzałem kolejnych uczestników wyścigu zjeżdżając na pobocze drogi. Dogoniłem pewnego zawodnika, także nieźle pędził, jechałem za nim, trochę odpoczywając. Zakręt w prawo i lekko pod górkę, wyprzedzam kompana i cisnę dalej. Wiadukt kolejowy, małe oślepienie przez fotografa i wjazd na asfalt. W oddali widzę podobne b
| |